Sport.pl

Polonia przegrywa z Jagiellonią. Znów ten Frankowski

Polonia Warszawa nie wykorzystała okazji, by zostać samodzielnym liderem ekstraklasy, ale grała w Białymstoku gdzie nigdy jeszcze w ekstraklasie nie wygrała
Do tego naprzeciw niej stanął Tomasz Frankowski. Mimo że 37-letni napastnik wychował się w Białymstoku i pierwszym jego klubem była Jagiellonia, choć największe w Polsce sukcesy odnosił jako zawodnik Wisły Kraków (pięć mistrzostw Polski) to Polonia ma prawo być jego ulubionym klubem. Ze 153 bramek jakie strzelił w ekstraklasie aż 18 zdobył w meczach z warszawską drużyną. To blisko 12 procent wszystkich ligowych goli byłego reprezentanta Polski.

Niektóre z nich miały wartość sentymentalną. W 1998 roku Frankowski strzelił pierwszą ligową bramkę po kilkuletnim pobycie zagranicą - we Francji i Japonii - właśnie na Konwiktorskiej. Kilka innych miały wielkie znaczenie. W trzech ostatnich sezonach trzy gole w Białymstoku w meczach z Polonią dawały zwycięstwa Jagiellonii. Wczorajszy zrównał go w klasyfikacji wszechczasów najlepszych strzelców ligowych z byłym zawodnikiem Wisły Kazimierzem Kmiecikiem.

Tym razem Frankowski nie rozstrzygnął losów meczu, nie był też najlepszym na boisku, po prostu wykorzystał jedną z okazji, jaka mu się nadarzyła. Znalazł się w sytuacji sam na sam z Sebastianem Przyrowskim (najlepszym piłkarzem warszawskiej drużyny) strzelił pod łokciem bramkarza Polonii. Ten poddał się jeszcze przed oddaniem strzału przez napastnika Jagiellonii.

Dzięki tej bramce Jagiellonia prowadziła 2:0, całkowicie zasłużenie. Frankowski nawet nie był bohaterem, całą pracę wykonali za niego jego koledzy. Szczególnie groźny był Dawid Plizga (dwie asysty), nieprzewidywalnie potrafił zagrał Rafał Grzyb (strzelił trzecią bramkę meczu). Jagiellonia mogła wygrać zdecydowanie wyżej. Przemeblowana po kontuzji Marcina Baszczyńskiego defensywa "Czarnych Koszul" zupełnie się posypała. Fatalnie zaczął mecz Maciej Sadlok, a Tomasz Brzyski zawinił przy dwóch golach, nie zasłużył na to, by dać mu szansę w kolejnym spotkaniu.

W grze "Czarnych Koszul" były też pozytywy, choć niewiele. Nie przegrała w sposób tak haniebny jak w Łodzi z Widzewem, w drugiej połowie ruszyła do ataku, niewiele brakowało do remisu gdyby w 90. minucie debiutujący w ekstraklasie Tomasz Grabarczyk podyktował rzut karny. Drugą bramkę w lidze w drugim kolejnym meczu strzelił Łukasz Teodorczyk. Jeśli dodać do tego jeszcze dwie, strzelone Albanii w meczu reprezentacji młodzieżowej 20-letni napastnik staje się równie skutecznym piłkarzem jak nieobecny w Białymstoku z powodu kontuzji Bruno Coutinho. W końcu pozytywne wrażenie pozostawił po sobie Robert Jeż. Słowacki pomocnik wreszcie strzelił gola w nowym klubie, porządkował grę w środku boiska. Może poczuł się tak swobodnie i pewnie kiedy zabrakło Bruno, tak jak Brazylijczyk dostał skrzydeł gdy odszedł Adrian Mierzejewski? Zmazał plamę z meczów początku sezonu przywrócony do składu Grzegorz Bonin, który zaliczył dwie asysty. Nieźle tym razem wypadł Edgar Cani (udział przy drugiej bramce).

Niemniej Polonia wiedząc o porażkach Lecha, Śląska i Legii nie powalczyła o pozycję lidera, symboliczną i bez znaczenia w tym momencie sezonu, ale prestiżową dla właściciela klubu Józefa Wojciechowskiego. Za tydzień podejmuje u siebie nieprzewidywalną Legię. Może to być mecz wielkiej wagi dla trenera Jacka Zielińskiego i całej drużyny. Kolejna strata punktów jak zwykle w takich sytuacjach może spowodować nerwową reakcję prezesa "Czarnych Koszul".

Więcej o: