Sport.pl

Jedyna taka stolica w Europie: bez hali sportowej

Niedługo Warszawa nie będzie jedyną europejską stolicą bez hali - będzie jedynym dużym miastem Polski bez porządnej hali - mówi Jarosław Popiołek, szef dawnej fundacji Polonia 2011




Prezes spółki Mostostal Warszawa w 2007 roku założył Fundację polonia 2011. Organizacja, której pomysłem była organizacja większości imprez związanych z obchodem stulecia klubu oraz budowa od podstaw klubu koszykarskiego, kończy z końcem roku działalność zgodnie ze swoim statutem, ale również z powodu braku zainteresowania ze strony miasta dla projektów fundacji.



Olgierd Kwiatkowski: Fundacja Polonia 2011 kończy działalność. Czy pana zdaniem warto było ją zakładać, czy odniosła sukces?

Jarosław Popiołek: Fundacja powstała, żeby stworzyć pewien wzorcowy model sportu młodzieżowego. Zbudowaliśmy od podstaw system szkolenia koszykarskiego, zespół Polonii 2011 trzy razy z rzędu zdobywał mistrzostwo juniorów starszych, dwa razy awansował do ekstraklasy. Fundacja zjednoczyła również środowisko polonijne wokół idei obchodów stulecia klubu, których kulminacyjnym punktem będzie niedzielna gala w Teatrze Kamienica (godz. 19.11) ze sztuką Domana Nowakowskiego "Czarne serca" reżyserowaną przez Emiliana Kamińskiego. Powołany z naszej inicjatywy komitet obchodów przygotował dwie okolicznościowe publikacje, zorganizował kilka imprez. To się udało. Nie udało nam się natomiast włączyć naszej akademii koszykarskiej w struktury klubu koszykarskiego Polonia oraz doprowadzić do realizacji projektu modernizacji stadionu piłkarskiego - z nową halą i basenem.

Projekt nowego stadionu został kompletnie skreślony?

- Od wielu lat z uporem godnym wielkiej sprawy, mimo pojawiających się kosmicznych wizji, konsekwentnie dążyliśmy do realizacji projektu, który był pomyślany pod kątem potrzeb mieszkańców stolicy - Warszawskiego Centrum Sportu i Rekreacji. Nie potrzeba na to setek milionów złotych, Polonia ważne mecze piłkarskie może przecież rozgrywać na Stadionie Narodowym, myśleliśmy o tym, żeby ten bezcenny dla miasta teren zagospodarować w trosce o szacunek dla staromiejskiego otoczenia. Przedstawiliśmy projekt koncepcyjny i zgłosiliśmy deklarację sfinansowania projektu budowlanego, tak jak zrobiła to Legia. W maju złożyliśmy w mieście kolejne pismo w tej sprawie. Nie otrzymaliśmy dotąd żadnej odpowiedzi.

Dlaczego nie doszło do połączenia koszykarskich Polonii, zwłaszcza teraz, kiedy "dawna" Polonia wycofała się z ekstraklasy?

- Może panu uda się tego dowiedzieć, bo ja nie potrafię zrozumieć tej sytuacji. Dwa lata temu jeszcze można było mówić, że są problemy z ustaleniem podziału kompetencji, ale w momencie kiedy nie ma nic i spotykam się z brakiem reakcji ze strony pana Kozaka (prezes wycofanej z TBL Polonii), to jest już ciekawostka. Chciałem znów doprowadzić do połączenia i grać w II lidze, tak żeby na bazie juniorów odbudować koszykówkę w Polonii, zachowując przy tym ciągłość działalności sportowej. Dałbym zawodników, pokryłbym koszty organizacyjnie. Nie dostałem na tę propozycję odpowiedzi. Uznałem, że nie ma sensu działać dalej pod szyldem Polonii 2011, bo do niczego to nie doprowadzi. Przekazałem aktywa koszykarskie do klubu AZS Politechnika Warszawska, który chciał ze mną współpracować.

Co jest dla pana bardziej dotkliwie - to, że nie udało się z miastem nic załatwić w sprawie Polonii, czy to, że nie porozumiał się pan z samą koszykarską Polonią?

- To, że z Polonią koszykarską się nie udało, jest dla mnie w sposób czysto ludzki przykre i niezrozumiałe. Nie ma natomiast znaczenia, jeśli chodzi o przyszłość klubu. Z punktu widzenia długofalowej polityki większe znaczenie ma brak reakcji ze strony miasta. Nie tylko w stosunku do Polonii, lecz także całego sportu wyczynowego i młodzieżowego w Warszawie.

Krytykuje pan miasto, ale wprowadzono program stypendialny "Sportowy talent", właśnie otwarto pierwszą w Europie poza Hiszpanią szkółkę Barcelony.

- Pytanie o szkółkę Barcelony jest dla mnie prowokacyjne. Gdybym był Katalończykiem, to nie tylko podpisałbym się pod tym projektem, ale skakałbym z radości. W związku z tym, że jestem warszawiakiem, czuję się oburzony faktem, że robi się takie rzeczy, nie wspierając, nie promując, nie tworząc programu miejskiego dla klubów, które mamy od stu lat w mieście - Polonii, Legii i wielu innych, które już upadły przez brak pomocy ze strony miasta.

Ale na nabór zgłosiło się 2,5 tysięcy dzieci. Ogłoszenia innych klubów nie budzą takiego zainteresowania?

- Nie krytykuję samej inicjatywy szkółki Barcelony. Jeśli wyjdzie z niej coś dobrego, będzie wspaniale. Ale jestem za Polonią, za innymi klubami warszawskimi, a dopiero potem za Barceloną. Dlatego oczekiwałbym, że władze miasta w pierwszej kolejności będą zajmowały się sprawami klubów warszawskich. Nie potępiam tego projektu, nie zrealizowałbym go jednak ze względu na mój patriotyzm lokalny.

Czy pana zdaniem koszykarski AZS Politechnika ma szansę na dłuższą metę, żeby przetrwać?

- Posłużę się przykładem. Na pierwszym meczu, rozegranym na Torwarze, nie było kompletu, ale jednak dwa tysiące ludzi przyszło. Na ten mecz przyjechał prezydent Sopotu, kibicował. Nie widziałem natomiast nikogo z władz Warszawy. Ktoś powinien przyjść i ocenić, czy to z punktu widzenia Warszawy jest ważne, docenić wysiłek ludzi, którzy to organizują.

Pani prezydent powinna być na derbach piłkarskich?

- Gdybym był prezydentem Warszawy, nie wyobrażałbym sobie, żeby w tym dniu było coś ważniejszego w stolicy, ale w tym mieście - co jest wyjątkiem w Polsce - nie ma zrozumienia dla sportu. We Wrocławiu, w Białymstoku, Krakowie prezydenci uczestniczą w wydarzeniach sportowych. Prezydent Majchrowski w Krakowie wybudował dwa stadiony, dla obu klubów - Cracovii i Wisły - mimo znacznie mniejszego budżetu. Teraz rozpoczyna budowę 15-tysięcznej hali sportowej. Niedługo Warszawa nie będzie jedyną europejską stolicą bez hali - będzie jedynym dużym miastem Polski bez porządnej hali.

Warszawiacy pana zdaniem lubią sport? W Łodzi na meczach ŁKS-u jest wypełniona cała hala, na spotkanie Politechniki z Treflem przyszło dwa tysiące ludzi.

- Warszawiak jest - i słusznie - rozkapryszony. Nie ma zamiaru przyjść i zobaczyć, jak jego drużyna dostaje od przybyszów z prowincji. To jest pewien problem. Trzeba mieć silną drużynę. To my musimy bić innych. Sport warszawski nie potrafi zbudować takiej siły, która by przyciągała do siebie, bo został pozostawiony samemu sobie. Kto reaktywował koszykarski Śląsk Wrocław? Prezydent Dutkiewicz dał dwa miliony złotych. Komu? Temu, kto wziął przykład z nas, z Polonii 2011, zbudował klub od podstaw. Firma Koelner wzorowała się na nas, chciała nam nawet zabrać trenera Starcevicia. Dlaczego pani prezydent nie zrobiła wobec Polonii 2011 tego, co prezydent Dutkiewicz wobec Śląska?

Wycofuje się pan z finansowania sportu?

- Jestem osobą, którą skutecznie zniechęcono do zajmowania się sportem w Warszawie. Ale nie o mnie w tym wszystkim chodzi. Chciałem się uważać za pewien trybik wielkiej machiny, która prawidłowo funkcjonowałaby wtedy, gdyby dla pewnych działań podejmowanych przeze mnie istniało wsparcie różnych środowisk, przede wszystkim władz miasta. Mimo różnych zabiegów moje inicjatywy nie zostały zaakceptowane.

Ale nie wycofuję się całkowicie. Zaproponowano mi funkcję członka rady nadzorczej AZS Politechniki Warszawskiej, którą pewnie przyjmę, chociażby dlatego, że jestem absolwentem tej uczelni. Zachowuję też funkcję prezesa komitetu honorowego obchodów stulecia Polonii. A jeśli chodzi o sport w Warszawie, to jeszcze przemyślę, jaka będzie moja dalsza droga. W tej chwili pracuję nad projektem fundacji Nasza Warszawa, która w swoim statucie będzie miała również wspieranie sportu w stolicy.