Ekstraklasa. Polonia z Izraelczykiem... i bez Lubańskiego?

Kapitan Beitaru Jerozolima Aviram Baruchyan podpisał kontrakt z Polonią Warszawa. Nad transferem czuwał Józef Wojciechowski, co oznacza, że dni wiceprezesa ds. sportowych Włodzimierza Lubańskiego w warszawskim klubie są policzone.
Baruchyan przyleciał do Polski w poniedziałek. Wraz ze swoim agentem Avim Nimnim prowadził rozmowy z właścicielem klubu Józefem Wojciechowskim i przeszedł badania lekarskie. Umowa będzie obowiązywać przez dwa i pół roku. 26-letni pomocnik ma otrzymać pensję porównywalną z tą, jaką dostał w Polonii Euzebiusz Smolarek (około 400 tys. euro).

Baruchyan jest wychowankiem Beitaru. W pierwszej drużynie rozegrał 181 spotkań, strzelił 29 goli. W czerwcu kończy mu się kontrakt z klubem, dlatego Beitarowi, który przeżywa sportowy i finansowy kryzys, zależało na sprzedaży zawodnika. Kluby nie ujawniły kwoty transferu. W Polsce piłkarz dał się poznać, strzelając dwa gole Wiśle Kraków w eliminacjach do Ligi Mistrzów w 2008 r.

- Dajmy mu czas, niech trochę potrenuje z drużyną. Ma dobrą opinię, przez wiele lat był kapitanem Beitaru Jerozolima, grał w reprezentacjach Izraela. To zupełnie inny typ zawodnika niż Maor Melikson, dlatego nie chciałbym go z nim porównywać. Przypomina raczej Adriana Mierzejewskiego, może grać na trzech pozycjach, jako skrzydłowy i w środku pomocy. Bardzo nam pod tym względem pasuje - ocenia nowego zawodnika trener Polonii Jacek Zieliński.

- Spędziłem z nim wczoraj dużo czasu, to bardzo inteligentny, miły chłopak. Ktoś o nim powiedział, że jak on dobrze gra, to i drużyna wypada dobrze - dodaje Wojciechowski.

Ofensywa z zagranicy

Zanosi się, że od rundy wiosennej siła ofensywna warszawskiego klubu opierać się będzie wyłącznie na zawodnikach zagranicznych. Hierarchia pomocników wygląda dziś następująco: Brazylijczyk Bruno, Słowak Robert Jeż, Baruchyan i Czech Pavel Szultes, a napastników: Edgar Cani, Szultes. W dalszej kolejności pod uwagę brani są - w drugiej linii - Tomasz Brzyski i Łukasz Piątek oraz - w ataku - Łukasz Teodorczyk (przechodzi rehabilitację). Polonia zamierza tej zimy pozbyć się Grzegorza Bonina i Daniela Sikorskiego.

To zmiana filozofii Wojciechowskiego, który dotychczas w pierwszej kolejności sprowadzał polskich piłkarzy.

- Zawsze była to dla mnie opcja numer jeden. Ale niech pan mi wskaże teraz takich, których mam wziąć? Z Legii, Lecha czy Wisły przecież nie ma szans nikogo kupić. Inne kluby i ich prezesi nie mają problemu z lojalnością wobec polskiego paszportu i nikt ich potem z tego nie rozlicza. Tylko z wyniku. Ja ostatnio brałem zawodników z Górnika, wcześniej Smolarka, Sobiecha, jeszcze wcześniej zrobiliśmy zaciąg bełchatowski i niewiele nam to dało - tłumaczy prezes Polonii.

Dodaje, że mało prawdopodobne staje się wypożyczenie z Trabzonsporu reprezentanta Polski Pawła Brożka.

- Mógł się załapać na ten wóz, ale wybrał inne rozwiązanie. Na sto procent nie mogę powiedzieć, że u nas nie zagra, ale dziś określiłbym ten transfer jako nieaktualny - mówi Wojciechowski. Dlatego jeszcze w tym tygodniu w Polonii spodziewany jest napastnik z zagranicy, który podpisze kontrakt z klubem.

Co dalej z Lubańskim?

Nie zmienia się natomiast nastawienie Wojciechowskiego do wymiany kadr, zwłaszcza jeśli ktoś go zawiedzie. Transfer Baruchyana negocjował osobiście prezes Polonii, a nie odpowiedzialny za to wiceprezes ds. sportowych Włodzimierz Lubański. - Nie ma go w pracy. Muszę dowiedzieć się dlaczego - mówi właściciel "Czarnych Koszul".

W praktyce oznacza to, że Lubański niedługo zapewne pożegna się z Polonią. Nie miał kontaktu z właścicielem klubu od 18 grudnia, od dnia, w którym odbyła się wigilijna kolacja firmy J.W. Construction. Lubański naraził się Wojciechowskiemu już wcześniej, nie doceniając Edgara Caniego, najskuteczniejszego zawodnika w rundzie jesiennej (osiem goli), przez co przedłużenie kontraktu z Albańczykiem stoi pod znakiem zapytania. Nieobecność przy rozmowach z Baruchyanem daje Wojciechowskiemu kolejny pretekst do rozstania się z byłym reprezentantem Polski. Lubański nie chciał wczoraj rozmawiać z "Gazetą".

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku pracę stracił zatrudniony w tym samym czasie co Lubański na stanowisku dyrektora sportowego Kazimierz Jagiełło. Pracował na Konwiktorskiej dwa i pół miesiąca.

Więcej o: