Pudło z 35 centymetrów, czyli jak Daniel Sikorski ze snajpera stał się pośmiewiskiem

Wyszkolony w Bayernie Monachium Daniel Sikorski przyjechał do Polski, by podbić ekstraklasę, zostać jednym z najlepszych strzelców ligi, zdobyć tytuł mistrza i zadomowić się w reprezentacji Polski. Po transferze do Polonii stał się jednak pośmiewiskiem. Kim jest napastnik, który w sobotę nie trafił do pustej bramki z 35 centymetrów?
Jak Sikorski mógł spudłować stojąc przed pustą bramką?


W sobotę, w meczu z GKS Bełchatów, napastnik Polonii przestrzelił w doskonałej sytuacji, a "Czarne Koszule" rozczarowująco przegrały wyjazdowe spotkanie 1:2. Stracone punkty mogą zniszczyć marzenia o mistrzostwie Polski i choć trudno zrzucać całą winę za porażkę na napastnika Polonii, to jednak Sikorski jest wielkim rozczarowaniem warszawskiego klubu. A zapowiadał się na kogoś zupełnie innego...

Austriacki warszawiak

Sikorski urodził się w 1987 roku w Warszawie, ale po kilku miesiącach przeniósł się wraz z rodzicami do Austrii. Jego ojciec Witold przez 10 lat występował w Legii, w I lidze zagrał 191 meczów i strzelił 24 gole.

Daniel rozpoczął swoją karierę w juniorskiej drużynie SV Waidhofen. Potem trafił do SKN St. Poelten, gdzie dwukrotnie został królem strzelców juniorskiej Bundesligi w Austrii. Właśnie wtedy został dostrzeżony przez Bayern Monachium i Inter Mediolan. Włoski klub zaprosił Sikorskiego na czterodniowe testy. Po tym czasie zaproponował kontrakt i występy w drugiej drużynie, ale piłkarz wybrał Monachium. Niemiecki gigant wykupił Sikorskiego latem 2005 roku. Wydawało się, że kariera stoi przed nim otworem.

Mueller, Podolski i Sikorski. Zaufanie Hitzfelda

Zaczęło się od poważnej kontuzji. Sikorski zerwał więzadła krzyżowe w prawym kolanie i na kilka miesięcy był wyłączony z gry. Po długiej rehabilitacji wrócił do rezerw i zaczął regularnie strzelać gole. Był jednym z najskuteczniejszych piłkarzy zespołu. W jednym z sezonów Sikorski zaliczył 12 trafień, tylko o trzy mniej od swojego kolegi Thomasa Muellera, który kilka lat później został królem strzelców mistrzostw świata w RPA.

Polak miał za sobą także udane występy w młodzieżowych reprezentacjach Austrii. W 2006 roku austriacka kadra do lat 19 z Sikorskim w składzie zdobyła w Polsce brązowy medal mistrzostw Europy.

W nagrodę za dobre mecze w rezerwach i reprezentacji, a także wobec kontuzji Luki Toniego, trener Bayernu Ottmar Hitzfeld zabrał Sikorskiego na dwa obozy przygotowawcze pierwszego zespołu - do Hongkongu i Hiszpanii. Napastnik grywał w sparingach, raz -przeciwko brazylijskiemu Sao Paulo - wystąpił od pierwszej minuty u boku Lukasa Podolskiego. Podczas sezonu 2007/08 niemiecki szkoleniowiec włączył Polaka do składu Bayernu, ale ostatecznie Sikorski nie zadebiutował w Bundeslidze.

"Starszy brat" Alaby, powiernik Muellerowych uczuć...

Przez pięć lat spędzonych w Bayernie II Polak rozegrał 135 meczów i strzelił 33 gole. Z rezerw bawarskiego klubu wyniósł olbrzymi bagaż doświadczeń i anegdot. Na treningach rywalizował z obecnymi gwiazdami futbolu - mistrzem Niemiec Matsem Hummelsem, Diego Contento, czy Davidem Alabą.

Ten ostatni, urodzony w 1992 roku czarnoskóry obrońca, był dla Sikorskiego jak młodszy brat. Polak opiekował się Alabą, zabierał go do sklepów, restauracji, słowem - przygotowywał do życia w nowym, dużym mieście.

Ze wspomnianym wyżej Muellerem również był w dobrej komitywie. Sikorski wspominał jak na jednym z obozów leczył złamane serce kolegi. - Thomas miał akurat jakieś problemy z dziewczyną, to przychodził do mnie, żalił się, a ja starałem się mu pomóc. Naprawdę fajny gość - mówił w jednym z wywiadów napastnik Polonii.

Gdy po jednym z treningów słynny Oliver Kahn zapomniał zabrać z szatni zegarka, Sikorski został poproszony o odniesienie Niemcowi jego rzeczy. - Kosztował ze 100, albo nawet 200 tysięcy euro. Jak go niosłem, to ręce mi się trzęsły - śmiał się obecny snajper Polonii.

Liczne testy, gole w Górniku i konflikt z Nawałką

Po zakończeniu sezonu 2009/10 Sikorskiemu wygasł kontrakt. Polak postanowił poszukać nowego klubu w ojczyźnie. Pojawiał się na testach w Śląsku, Legii, Polonii i Lechii. Najbliżej było mu do Wrocławia, ale ostatecznie trener Ryszard Tarasiewicz uznał, że zawodnik nie pasuje do jego koncepcji i systemu gry.

Sikorski dostał szansę w Górniku, gdzie zarekomendował go sam Tomasz Wałdoch. Na początku grywał mało. Trener Adam Nawałka nie miał zaufania do nowego snajpera, ale z czasem Sikorski wywalczył sobie miejsce w składzie. W meczu Młodej Ekstraklasy przeciwko Cracovii strzelił cztery gole, pięć tygodni później, już w spotkaniu Ekstraklasy trafił do siatki Legii. Zdobył także zwycięską bramkę w meczu z Koroną Kielce.

W zimowych sparingach strzelał już wybornie, był snajperem numer jeden. Na pierwszym obozie w Polsce zaliczył trzy gole. W Turcji w dwóch pierwszych meczach trafił cztery razy. - Jestem już w Zabrzu dłużej, lepiej zgrałem się z kolegami. Lepiej się rozumiemy, sporo rozmawiamy. To wszystko składa się na lepsze występy - tłumaczył świetną dyspozycję Sikorski.

Wiosną strzelił cztery gole, był czołową postacią Górnika, ale nie potrafił dogadać się z Nawałką. W przerwie meczu 29. kolejki przeciwko Koronie szkoleniowiec zabrzan w niewybrednych słowach skrytykował Sikorskiego. W obronie napastnika wystąpił bramkarz Adam Stachowiak, który rzucił do trenera, że "gdyby nie gole Sikorskiego, Nawałki dawno nie byłoby już w Zabrzu".

Po zakończeniu sezonu Stachowiak pożegnał się z drużyną, a Sikorski odszedł do Polonii. Choć oficjalnie mówiło się o "ofercie nie do odrzucenia" ze strony "Czarnych Koszul", wiadomo było, że Sikorski nie zamierzał umierać za Nawałkę i Górnika. Transfer do Warszawy przyjął z ulgą.

Transfer do Polonii czyli totalny niewypał

Sikorski wrócił do miasta, w którym się urodził, i w którym miał zastąpić w składzie Polonii Artura Sobiecha. Plany były wielkie. - Chcę zdobyć mistrzostwo Polski i zagrać na Euro 2012 - mówił.

Na dziś nie zanosi się jednak, by któreś z tych marzeń miało zostać spełnione. Polonia gra coraz słabiej, wiosną traci punkty, a Sikorski albo siedzi na trybunach, albo zalicza kompromitujące występy. Prędko okazało się, że siła fizyczna i szybkość nie idą w parze z psychiką. Sikorski w miarę upływu czasu pogrążał się coraz bardziej. Wątły w sferze mentalnej nie potrafił poradzić sobie z atakami Wojciechowskiego. Każde kolejne docinki prezesa osłabiały jego pewność siebie, wiarę we własne umiejętności.

W sobotnim meczu w Bełchatowie napastnik nie trafił do pustej bramki z zaledwie 35 centymetrów. W 15 spotkaniach Sikorski nie strzelił gola, zmarnował za to sześć idealnych sytuacji podbramkowych.

- Co Zieliński chce udowodnić, dając mu kolejną szansę? Naprawdę jeszcze wierzy, że ten chłopak trafi kiedyś do siatki? Dalej na niego stawia, zamiast dać szansę młodemu Teodorczykowi, który podobno jest w formie - dziwił się w "Przeglądzie Sportowym" właściciel "Czarnych Koszul", Józef Wojciechowski.

Niewykluczone, że już wkrótce Sikorski będzie kontynuatorem niechlubnej tradycji zapoczątkowanej przez Daniela Kokosińskiego, czyli biegania po schodach stadionu przy ulicy Konwiktorkiej w ramach Klubu Kokosa. Czas byłego napastnika Górnika w klubie z Warszawy raczej dobiega już końca. Najprawdopodobniej Sikorski będzie szukał nowego klubu po zakończeniu sezonu.