Sport.pl

Czarna Magia, czyli felieton kibica Polonii: Spokojnie, będzie dobrze

- Rozgrywki Ekstraklasy w sezonie 2011/2012 nasza Polonia Warszawa zakończyła na szóstym miejscu. Zewsząd słychać lament kibiców Czarnych Koszul, że taki wynik jest dla nas porażką i dramatem. Ja tymczasem postanowiłem przyjąć nieco inny punkt widzenia - zerknąłem w kroniki by zobaczyć, ile raz w powojennej historii udało się Dumie Stolicy osiągnąć w najwyższej klasie rozgrywkowej coś więcej.
Okazało się, że po wojnie zdarzyło nam się to dokładnie osiem razy. W 1946 roku zdobyliśmy na gruzach stolicy pierwsze mistrzostwo Polski. W roku 1949 zajęliśmy w najwyższej klasie rozgrywkowej czwarte miejsce. W sezonie 1997/98 zdobyliśmy Wicemistrzostwo Polski. W sezonie 1998/99 - piąte miejsce. W sezonie 1999/00 - w nasze ręce trafił drugi tytuł mistrza Polski. W sezonach 2000/01, 2001/02 i 2008/09 zajmowaliśmy czwarte miejsce. Słowem - sezon 2011/2012 uznać należy za jeden z trzech najlepszych w ostatnim dziesięcioleciu, za jeden z 10 najlepszych w ostatnim 70-leciu i - strzelam - za jeden z 15 najlepszych w stuletniej historii klubu. A tu - płacz, utyskiwanie i rwanie włosów.

Czy w ciągu ostatnich sześciu lat wszystkim rzuciła się na głowę mentalność prezesa Józefa Wojciechowskiego? Czemu spodziewaliśmy się nieziemskich osiągnięć po budowanej i zarządzanej w totalnie chaotyczny sposób drużynie, w której właściwie nie ma profesjonalnie zorganizowanej akademii piłkarskiej, co sezon wymienia się bez głowy połowę składu i średnio trzy razy w roku zmienia się trenera a dwa razy w roku dyrektora sportowego? Czy do reszty straciliśmy kontakt z rzeczywistością? Niestety - wydaje mi się, że tak.

Cieszmy się, że przy tak bezsensownym prowadzeniu klubu przez jego właściciela i prezesa po raz kolejny udało nam się uniknąć walki o utrzymanie. Cieszmy się, że w tym transferowym szale i przy kręcącej się nieustannie trenerskiej karuzeli są jeszcze u nas tacy zawodnicy jak Sebek Przyrowski czy Łukasz Piątek, którym na Polonii faktycznie zależy i mają ją w sercu.

Albo tacy gracze jak Marcin Baszczyński czy Lado Dwaliszwili, którzy są w 100 proc. profesjonalistami i wkładają w grę dla nas mnóstwo zaangażowania i zdrowia. Oraz że pierwszy skład śmiało szturmuje pozbawiona kompleksów młodzież jak Wszołek i Teodorczyk. To już więcej niż połowa meczowej jedenastki!

A do tego w naszych barwach grali w ostatnich latach tak zdolni zawodnicy jak Tomek Jodłowiec, Adrian Mierzejewski, Artur Sobiech, Ebi Smolarek, Andreu czy Radek Majewski. Cieszmy się korzystnym dla nas bilansem derbowych spotkań za czasów prezesa Wojciechowskiego. Słowem: cieszmy się tym, co teraz mamy, a za czym wkrótce możemy zatęsknić.

Dlaczego o tym piszę? Bo jak przez mgłę pamiętam jak wyglądały nasze trybuny, gdy mniej więcej 20 lat temu graliśmy mecze z Chemikiem Bydgoszcz, Borutą Zgierz i Błękitnymi Kielce walcząc o awans do Ekstraklasy (wówczas, zgodnie z logiką, nazywanej I ligą). I jak niedługo potem z tej I ligi spadaliśmy, żeby po chwili znów awansować. Dużo lepiej pamiętam za to, jak niespełna 10 lat temu w naszym ataku grywali Maciek Nuckowski, Grzegorz Król, Piotr Kluzek albo Rodrigo. A w pomocy Matias Favano i Massimiliano Iezzi. I jak wówczas wyglądała nasza gra i rezultaty.

Owszem, to, jaki wynik w porównaniu do posiadanego sportowego potencjału uzyskaliśmy w obecnym sezonie, jest - eufemistycznie rzecz ujmując - "bardzo daleko od OK". Również postawa niektórych zawodników woła o pomstę do nieba - i obyśmy nigdy więcej nie musieli oglądać ich albo im podobnych w naszych barwach. Mimo to zajęliśmy jednak miejsce w górnej połowie tabeli. W logicznie zarządzanym klubie właściciel ucząc się na popełnionych błędach wprowadziłby poprawki i puścił dopracowany zespół w bój w kolejnym sezonie.

U nas - właściciel ogłosił, że się wycofuje (choć po jego wypowiedziach i działaniach widać, że chyba robi to nieco wbrew sobie). Perspektywa jego odejścia i cieszy i smuci. Smuci - bo był gwarantem nieustannej walki o najwyższe cele w Ekstraklasie. Cieszy - bo był gwarantem permanentnej niestabilności, co zawsze przełoży się na brak jakichkolwiek sportowych osiągnięć.

Tak czy owak, moim zdaniem nie powinniśmy jednak być załamani czy nie widzieć nadziei na przyszłość. Prezesowi Wojciechowskiemu nie przechodzą, póki co, przez gardło słowa "wycofanie z rozgrywek". Publicznie ogłosił też, że przykładnie ukarze winowajców zaistniałej sportowej degrengolady. I że nie pozwoli Polonii zginąć, utrzymując nasz klub aż znajdzie się nowy inwestor. Dużo skromniejszymi środkami, bez gwiazd i bez fajerwerków - ale utrzymując. A bazując na dobrym trenerze mającym spokój w pracy, na zdolnej młodzieży i wychowankach oraz na grupie rzetelnych ligowych wyrobników można spokojnie pozostać w Ekstraklasie. A nawet - jak Ruch czy Korona - przy odrobinie szczęścia powalczyć o najwyższe cele.

Spokojnie. Będzie dobrze!

Tani zespół na trudne czasy - jaka Polonia w przyszłym sezonie? »


Więcej o:
Komentarze (3)
Czarna Magia, czyli felieton kibica Polonii: Spokojnie, będzie dobrze
Zaloguj się
  • zero-dwadziescia-dwa

    0

    Czas zatrudnić w Warszawie specjalistów. Nie od piłki ale od feng shui...

    Rozwinięcie myśli na zerodwadziesciadwa.blox.pl/2012/05/Stadionowe-feng-shui.html

  • mortenpl

    Oceniono 4 razy 4

    Myślę, że dramatem nie jest miejsce, ale raczej styl lub jak kto woli jego brak oraz właśnie brak zaangażowania wielu zawodników, którzy dostają potężną kasę. Pominąwszy ewidentny nieład w klubie, to brak ambicji u piłkarzyków boli tak JW jak i kibiców. Mając jeden mecz w tygodniu można dać w nim z siebie wszystko!

  • zygmus722

    Oceniono 7 razy 7

    Ja powiem krótko - tak niestabilnej drużyny jak Polonia, nie ma, nie było i nie będzie. Polonia potrafi rozgromić Śląsk, by chwilę później być upokorzoną na własnym stadionie przez Zagłębie. Polonia ma świetny duet napastników, lecz co z tego, jak strzela bardzo mało bramek, w Polonii są gwiazdorskie kontrakty, lecz co z tego, jak połowa zawodników ma gdzieś klub i zaangażowanie w grę. Polonia jest pełna paradoksów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX