Polonia w przededniu zmian. GKS? Absurd. Łęczna, Legnica, ale może jednak Warszawa?

Najpóźniej za dwa tygodnie rozstrzygnie się przyszłość Polonii. Scenariusze na nowy sezon ?Czarnych Koszul? są różne, sam Józef Wojciechowski żadnego z nich nie potwierdza ani też nie odrzuca.
Dotychczasowy właściciel Polonii nie zdradza szczegółów rozmów. Potwierdza jednak, że się toczą. W "Fakcie" stwierdził, że pojawiło się kilka ofert. Czy dotyczą one jednak zakupu Polonii, czy jej licencji, tego nie chciał już powiedzieć. Ostatnie wydarzenia w klubie pokazują, że blisko jest przesilenia. Zanosi się na to, że rzeczywiście wkrótce coś istotnego się wydarzy.

Sytuacja w Polonii jakby się uspokoiła. Ci, co mieli zostać zwolnieni w administracji, dostali wymówienie. Piłkarze, co mieli odejść w pierwszej kolejności, odeszli. Nie ma w drużynie Bruno Coutinho (rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron), bo za jego mało profesjonalne podejście do pracy, nie chciał go widzieć w klubie Wojciechowski. Nie ma Łukasza Trałki (sprzedany za 100 tys. euro do Lecha Poznań), bo on sam nie zamierzał dłużej w klubie z Konwiktorskiej zostać.

Inni zawodnicy są do wzięcia, ale trzeba za nich zapłacić. Nie ma mowy o promocji. Edgar Çani nadal jest zawodnikiem Polonii, nie rozwiązał kontraktu wbrew informacjom innych mediów. Musi go on albo klub, który zechce Albańczyka wykupić za 900 tys. euro.

Pavel Szultes i Maciej Sadlok przeszli pomyślnie testy medyczne w Chorzowie, ale do Ruchu nie poszli. Wicemistrzowie Polski za obu piłkarzy muszą zapłacić, za czeskiego pomocnika 200 tys. euro, a to dużo jak na możliwości Ruchu. Sadlok jest jeszcze droższy. Marcin Baszczyńskiego trenuje codziennie w Markach i wcale do Chorzowa się nie wybiera. Póki co nie chce pochopnie rezygnować z dobrego kontraktu w Polonii.

Piłkarze "Czarnych Koszul" nie dostali pensji za kwiecień i maj, ale za marzec je otrzymali. Wojciechowski nie chce dopuścić do tego, by zawodnicy skorzystali z prawa do rozwiązania umów z winy klubu. Pilnuje tych spraw. Nie chce, by zawodnicy poodchodzili za darmo. Pytanie, czy robi w interesie Polonii, czy innego klubu, bo że we własnym to oczywiste. Innymi słowy, czy sprzeda miejsce stołecznego klubu w ekstraklasie, czy znalazł nabywcę na "Czarne Koszule", a może nadal będzie bawić się w piłkę, ale w oszczędnościowej wersji?

Pierwsze rozwiązanie zastosował on sam przed czterema laty. W 2008 roku wykupił licencję Groclinu Grodzisk Wlkp., kiedy Polonii nie udało się awansować do ekstraklasy. Pojawiają się informacje, że teraz podobny manewr, ale kosztem Polonii, która w takim wypadku zostałaby zlikwidowana, chce wykonać GKS Katowice. Tyle, że w GKS-ie - mimo nowego sponsora - nie ma pieniędzy na tak dużą transakcję, opiewającą na kilkanaście milionów złotych. Nie ma też stadionu, który by spełniał wymogi ekstraklasy. Absurd.

Bardziej prawdopodobne byłoby wykupienie licencji przez Bogdankę Łęczna albo Miedź Legnica, kluby z bogatymi sponsorami i sporymi marzeniami, ambicjami. Sama Polonia za kilkanaście milionów złotych, bez własnego obiektu, z zaledwie kilkutysięczną rzeszą kibiców nie jest atrakcyjnym towarem. Ale gra w ekstraklasie, w Warszawie, ma zapewnione wpływy z transmisji telewizyjnych, grają w klubie piłkarze, których wartość sportowa i materialna nie jest wcale niska. Pracownicy Polonii mówią, że Wojciechowski od kilku dni odzyskał humor.

Pojawiają się informację, że coś wyszło z prowadzonych rozmów. Ale niekoniecznie negocjacje dotyczyłyby sprzedaży klubu. Możliwe, że znaleźli się sponsorzy gotowi wspomóc dotychczasowego właściciela. Bo również do tego, a może przede wszystkim do tego dąży Wojciechowski. Liczy na pomoc sponsorów, nawet drobnych, również miasta. Chciałby, żeby Polonia grała w ekstraklasie młodym składem, z młodym trenerem i z realnym, choć niskim budżetem. Odsunąłby się na bok, zarządzał co najwyżej z tylnego fotela i cieszyłby się wtedy z każdego zwycięstwa, a nie zamartwiał - jak dotychczas - z każdej porażki.