Listkiewicz: Polonia przeżyła wojnę, ale nie Wojciechowskiego

Józkowi Wojciechowskiemu, którego bardzo lubiłem, udało się zrobić to, czego nie udało się zrobić Niemcom podczas okupacji - zniszczyć Polonię - mówi były prezes PZPN, kibic "Czarnych Koszul" Michał Listkiewicz
W ostrych słowach Listkiewicz podsumowuje decyzję byłego już właściciela Polonii, który w poniedziałek wieczorem sprzedał akcje występującego w ekstraklasie klubu ze stuletnią tradycją doprowadzając do jego likwidacji. Snuje plany na przyszłość "Czarnych Koszul", optymistyczne i pesymistyczne.

O Wojciechowskim

To jest twardziel, ale się poddał. Miałem szacunek dla tego człowieka, ale jednym ruchem zniweczył on wszystkie swoje wcześniejsze dobre decyzje. To nie jest nawet zupełnie jego wina, ale jego doradców, znanych mi z nazwiska, o których jednak nie będę mówił. To oni podeszli do tego czysto biznesowo i doradzili mu taki ruch, nie mający nic wspólnego z duchem sportu. Poznałem go, znałem historię jego życia i wiem, że to był zawsze twardziel.

Charakterem doszedł do sukcesu w biznesie, ale sporcie się poddał, wymiękł. Nie wymiękł tyle lat Cupiał z Wisły, Walter z Legii, a on tak. Nie zdobył mistrzostwa Polski i odchodzi w niesławie. Upokarzające jest w jego wypadku to, że sprzedał Polonię za 5 milionów złotych. To nie jest suma za którą warto byłoby dokonać czegoś takiego. 50 milionów to rozumiem.

Wyraźnie się poddał i było mu już wszystko jedno. 5 milionów było dla niego warte więcej niż 100 lat historii. Przebywam teraz w Albanii, rozmawiałem z właścicielem mistrza tego kraju, zespołu, który ma siedzibę pod granicą z Grecją Skenderbeu Korce, Agimem Zeko. Opowiadał mi o tym, jak ledwo się utrzymali, a potem zdobyli tytuł. Nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby rzucić w ten sposób klub, nawet gdyby grał w III lidze. To są ludzie honoru, ale żyją w Albanii.

O przyszłości Polonii

Mam też czarne myśli, Warszawa to przeklęte - dla sportu - miasto. Wierzę w kibiców Polonii, oni nie są dość liczni, ale świetnie zorganizowani, pełni pomysłów. Powinni pójść za przykładem kibiców z Gdańska i Szczecina. Ich kluby też upadały, a dziś grają w ekstraklasie. To budujące przykłady.

Nic nie ma w tym uwłaczającego, że będą grać w niższej lidze. Sam pamiętam jak jeździłem na wyjazdy za Polonią do Czarnej Białostockiej, Dębna Lubuskiego. Szyłem w domu flagi na wyjazdy. Pamiętam opowieści Jerzego Piekarzewskiego [honorowego prezesa klubu, ratował go w latach powojennych], jak jego żona gotowała w domu zupę piłkarzom, jak na bazarze Różyckiego zbierał pieniądze na zespół. Teraz też będzie się liczyła pewnie każda złotówka, każde wsparcie kibiców.

Wierzę, że dzięki temu Polonia się odrodzi. Mam też i czarne myśli. Upadła Skra Warszawa, Warszawianka, upadł Sarmata. Wegetuje Hutnik, nie ma AZS AWF. W Polonii nie istnieje już wiele ważnych sekcji. Nawet w Legii jest tylko piłka i nic więcej, gdzie to porównać z dawnymi czasami. Warszawa to przeklęte miasto dla sportu, praktycznie nie istnieje. W innych miastach otwieram lokalną prasę i czytam o sukcesach kilku klubów, w Warszawie jest z tym od wielu lat marnie. Mam nadzieję, że teraz nie będzie to jeden kłopot mniej dla władz miasta, ale jeden problem do rozwiązania więcej, że włączy się w pomoc dla klubu.

O fuzji

PZPN musi tego zakazać. Biję się w pierś, że już jako prezes PZPN temu nie zapobiegłem. Mam do siebie pretensje, że cztery lata temu nie odradziłem tego Wojciechowskiemu, kiedy kupował Groclin. To nie bazar. Nie wolno kupować pietruszki i z siatki do siatki jej przerzucać. PZPN musi coś w tej sprawie zrobić, walnąć pięścią w stół i zakazać tego. Dziś pewnie się uśmiecha prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

Był blisko przejęcia Groclinu, nie zrobił tego. Śląsk cieszy się z mistrzostwa Polski. Podobnie Pogoń Szczecin, cztery lata temu o mały włos nie przejęłaby Groclinu. Polonia musi przejść taką samą drogę, jak Pogoń. W grobie pewnie przewraca się mój poprzednik na stanowisku prezesa PZPN Marian Dziurowicz, właściciel GKS. Stworzył taki rodzinny klub, podobny trochę do Polonii, gdzie wszyscy byli zżyci ze sobą. Teraz powstaje coś, czego - już to słyszę - kibice w Katowicach nie zaakceptują.