Jak minęło sześć lat Polonii Wojciechowskiego. Wzloty i upadki, euforia trwała krótko

Gdy sześć lat temu Józef Wojciechowski wraz ze swoimi pieniędzmi wkroczył na Konwiktorską, w oczach kibiców Polonii jawił się jako zbawca. Dziś, sprzedając udziały i miejsce w ekstraklasie jest dla fanów ?Czarnych Koszul? tym, który niszczy ich ukochaną drużynę. Dwukrotny mistrz Polski przyszły sezon najprawdopodobniej rozpocznie w B-klasie.
W poniedziałek Wojciechowski porozumiał się z właścicielami austriackiej spółki WoodinterKom GmbH, która finansuje pierwszoligowy GKS Katowice, w sprawie sprzedaży 100 proc. udziałów w Polonii Warszawa. Na mocy porozumienia śląski zespół zagra w przyszłym sezonie w ekstraklasie. A miało być inaczej...

Wielkie plany

- Zainwestujemy w klub tyle, co potrzeba, a może i więcej - zapowiadał Wojciechowski tuż po tym jak marcu 2006 roku za 100 proc. akcji Polonii zapłacił około 1,5 mln zł. Fatalna kondycja finansowa i bałagan panujący przy Konwiktorskiej jeszcze za czasów panowania poprzedniego właściciela Jana Ranieckiego, odbił się na działaniach wchodzącego dopiero do piłki właściciela J.W Construction. Polonia spadła z ekstraklasy, a i początki w drugiej lidze miała niezwykle ciężkie.

Sezon 2006/2007 zakończyła na szóstym miejscu. Do elity powróciłaby prawdopodobnie szybko, gdyby od początku rozgrywek zespół prowadził Waldemar Fornalik. Obecny selekcjoner reprezentacji Polski przejął drużynę po Jerzym Eneglu Jr. dopiero w 17. kolejce, gdy zespół tułał się w ogonie ligowej tabeli. Upragniony awans miał być jednak tylko kwestią czasu.

Kolejne rozczarowanie i porozumienia z Drzymałą

W sezonie 2007/2008 zespół prowadziło jednak aż czterech trenerów (Fornalik, Dariusz Wdowczyk, Tomasz Strejlau, Jerzy Kowalik), a Polonia zajęła dopiero siódme miejsce. Wybuchowy Wojciechowski stracił cierpliwość. Gdy pojawiła się okazja wykupienia miejsca w ekstraklasie od właściciela Groclinu Grodzisk Wielkopolski Zbigniewa Drzymały, skrzętnie z niej skorzystał. Zespół oparty głównie na zawodnikach z Wielkopolski wystartował pod wodzą ówczesnego trenera Groclinu - Jacka Zielińskiego.

Po rundzie jesiennej "Czarne Koszule" zajmowały trzecią pozycję ze stratą jednego punktu do prowadzącego Lecha. Marzenia Wojciechowskiego o mistrzostwie Polski nabierały realnych kształtów. Zapewnienie sobie gry w europejskich pucharach stał się celem minimum.

Ale euforia trwała krótko.

Jeden punkt w trzech meczach wiosny spowodował, że z pracą pożegnał się Zieliński. Jego następca Bogusław Kaczmarek przywrócił nadzieję na tytuł, ale dziesięć punktów w czterech spotkaniach okazały się dla Wojciechowskiego zdobyczą zbyt małą, aby Kaczmarek nadal mógł pracować z zespołem. Do końca ligi piłkarzy prowadził Jacek Grembocki. Polonia zakończyła sezon na czwartym miejscu, ale awansował do Ligi Europy, bo Puchar Polski zdobył wyprzedzający ją w tabeli Lech.

"Klub Kokosa" i przyjście Bakero

Kiepski start sezonie 2009/2010 szybko zweryfikował cele zespołu i zadecydował o przyszłości Grembockiego. Pamiętaliby o nim nieliczni, gdyby nie fakt, że to były szkoleniowiec Znicza Pruszków przyciągnął za sobą na Konwiktorską Daniela Kokosińskiego. Piłkarza, którego zagmatwane losy dały początek popularnemu "Klubowi Kokosa". Miejsca dla - jak mawiał Wojciechowski - "nieudaczników", którzy nie nadają się nawet do gry w Młodej Ekstraklasie. Gdzie zawodnicy zamiast zajęć z piłkami, zmuszani byli do biegania po schodach.

Nazwisko Grembockiego nigdy nie robiło na kibicach wielkiego wrażenia, a Wojciechowskiemu po szybkim odpadnięciu z pucharów przestali imponować polscy trenerzy. Jeszcze w rundzie jesiennej drużynę powierzył Słowakowi Dusanowi Radolsky'emu, co było jednak tylko preludium do prawdziwego trenerskiego transferowego hitu. W listopadzie kontrakt z Polonią podpisała legenda Barcelony - Jose Marii Bakero. Hiszpan uratował Polonię przed degradacją, ale zmienny w uczuciach Wojciechowski z dnia na dzień darzył go coraz mniejszym zaufaniem.

Smolarek nie dał pucharów

Latem znów rozpieścił kibiców transferami. Na Konwiktorską ściągnął między innymi Euzebiusza Smolarka. W Polsce na taki luksus mógł sobie pozwolić tylko właściciel Polonii. Tylko on mógł kilka miesięcy później zesłać byłego reprezentanta Polski do zespołu rezerw. Tak zrobił, kiedy Smolarek nie spełniał jego oczekiwań.

Narastający konflikt Wojciechowskiego z Bakero sprawiał, że posada trenera wisiała na włosku. Na pierwsze potknięcie czekał Paweł Janas - dyrektor sportowy Polonii i naturalny następca Bakero.

Pojawienie się Janasa na ławce trenerskiej okazało się totalną klapą. To samo można powiedzieć o kolejnym zagranicznym trenerze Holendrze Theo Bosie. Doszło do tego, że jeszcze w marcu zespół ponownie objął Jacek Zieliński. Nowy-stary trener zakończył rozgrywki na szóstym miejscu. Wojciechowski znów musiał obejść się smakiem. Nie dostał upragnionego mistrzostwa, ani nawet awansu do Ligi Europy. Ponownie miał jednak nadzieje, że uda się w następnym sezonie.

Rekord Zielińskiego i koniec

Ale jeszcze przed startem rozgrywek za ponad pięć milionów euro sprzedał do Trabzonsporu najlepszego gracza ligi - Adriana Mierzejewskiego. Atmosfery w klubie nie poprawiła jego decyzja o zamrożeniu piłkarzom części pensji i wypłaceniu ich z nadwyżką dopiero w przypadku zdobycia tytułu.

Zmian w kontrakcie nie zaakceptował jednak tylko Artur Sobiech. W efekcie Wojciechowski najpierw odsunął go od treningów z pierwszą drużyną, a potem szybko sprzedał do niemieckiego Hannoveru.

Polonia nie była już tak silna kadrowo, ale po pierwszej części sezonu miała duże szanse na podium. Jeszcze zimą właściciel z dnia na dzień zwolnił odpowiadającego za transfery wiceprezesa ds. sportowych Włodzimierza Lubańskiego i sam zaczął ściągnąć nowych zawodników. Wiosną drużyna grała w kratkę. Zielińskiego, najdłużej pracującego trenera za czasów rządów Wojciechowskiego, na stanowisku zastąpił Czesław Michniewicz, który w siedmiu ostatnich meczach miał zdobyć 21 punktów. Jego przyjście niewiele zmieniło.

Wojciechowski cierpliwość stracił jeszcze w kwietniu. Cztery kolejki przed końcem, po porażce z Ruchem zapowiedział, że z końcem sezonu nie będzie już finansował Polonii. Jeszcze wtedy w te słowa wierzyło niewielu. Najmniej ci, co znali kapryśną naturę biznesmena. Ale Wojciechowski znów zaskoczył. Tym razem słowa dotrzymał.