Piotr Dziewicki: IV liga dla Polonii to nonsens

- Polonia tylko zmieniła właściciela, nie ma już w niej Józefa Wojciechowskiego, jest Ireneusz Król. Nie za bardzo rozumiem więc obecny protest kibiców przeciw grze w ekstraklasie - mówi Piotr Dziewicki, były zawodnik Polonii, obecnie komentatorem Canal+.
Piotr Dziewicki w zespole "Czarnych Koszul" grał prawie dziesięć lat, zdobył z nim - na przełomie wieków - wszystkie możliwe w Polsce trofea: mistrzostwo, puchar krajowy i ligi, superpuchar. Kiedy tydzień temu Józef Wojciechowski sprzedał klub do Katowic, zareagował od razu, zapowiedział, że zagra w czwartoligowej drużynie. Dziś, gdy sytuacja diametralnie uległa zmianie, jest za tym, żeby poprzeć nowego właściciela Ireneusza Króla i Polonię w wersji ekstraklasowej.

Olgierd Kwiatkowski: Widzi pan Polonię w ekstraklasie, czy w IV lidze?

Piotr Dziewicki: Od tego trzeba zacząć, że za bardzo wyjścia z sytuacji nie ma. Na grę w IV lidze Polonia nie ma możliwości. Klub nadal ma ważną licencję na występy w ekstraklasie. Od 2009 roku tymi licencjami nie można handlować, o czym właśnie przekonał się teraz pan Ireneusz Król. Polonia tylko zmieniła właściciela, nie ma już w niej Józefa Wojciechowskiego, jest właśnie Ireneusz Król. Nie za bardzo rozumiem więc obecny protest kibiców przeciw grze w ekstraklasie. Owszem, pan Król mówił jasno i zrozumiale, że kupując spółkę KSP Polonia, zamierza ją przenieść do Katowic i grać w ekstraklasie jako GKS Katowice. Nie mógł tego zrobić, to jest tu - w Warszawie. Zdążył za to już w prasie przeprosić.

Ale u kibiców właśnie z tego powodu panuje nieufność wobec nowego właściciela, bo przykładał rękę do likwidacji Polonii.

- Dlatego oczekuję od pana Króla, że przeprosi za to na spotkaniu z kibicami Polonii, przyzna się do błędu. Ale też trudno go za to wszystko winić, nie on sprzedawał Polonię. Najlepiej by było, żeby zadeklarował, że w najbliższym czasie poszuka nowego inwestora dla Polonii, a to przecież nie potrwa miesiąc, dwa. To długi proces. Może jednak spodoba mu się w Warszawie, tego też nie można wykluczyć.

Pomysł gry w IV lidze pan zaakceptował. Zadeklarował pan, że zagra w tworzonej w tej klasie drużynie.

- Uważam, że tydzień temu był to świetny projekt, nie można było mieć do niego zastrzeżeń. Oparty na juniorach klub odradza się od niskiej ligi. Ale wtedy wydawało się, że Polonii nie ma w ekstraklasie, jej licencja była przenoszona do KP Katowice. Wiele od tego czasu się pozmieniało. Dziś gra w IV lidze byłaby nonsensem, chyba że mówimy tylko o rezerwach.

Myślę, że kibice Polonii dokładnie obserwowali to, co dzieje się w Katowicach, widzieli protesty kibiców GKS. Ujęli się za nimi, poczuli też zgryz z powodu przyjęcia cztery lata temu licencji Groclinu. Ale to było cztery lata temu, i tego nie da się odwrócić, trzeba było wtedy protestować. Sądzę, że kibice Polonii chcieliby się wybielić. Ten brak głośnej reakcji cztery lata temu nadal ich gryzie, może też mają jakieś ale do pana Króla, chyba jednak myślą o oczyszczeniu się, tyle że jest na to za późno.

A gra Polonii od B-klasy to również nonsens?

- Rządzą w tej sprawie emocje, za dużo ich. Przecież tu nie chodzi o to, że trzeba znaleźć pieniądze na taki projekt, piłkarzy, dużo cierpliwości. Mówimy o Polonii, która jeśli chodzi o liczbę - podkreślam liczbę - kibiców, jest w Warszawie i na Mazowszu daleko w tyle za Legią. Czy ktoś sobie wyobraża, jak będą wyglądały mecze Polonii w B-klasie? Niejeden mecz by się w ogóle nie rozpoczął. Trzeba to zrozumieć i przyjąć do wiadomości.

W Polonii trenuje teraz 13, w porywach 16 zawodników, nie zagrali żadnego sparingu, przeżywali na pewno swoją niepewną przyszłość. Czy ten zespół jest skazany z góry na degradację?

- Piłka nożna jest nieobliczalna. Problemy mają inne kluby: GKS Bełchatów, Widzew Łódź. To może być taki sezon, w którym liczyć się w walce o utrzymanie będą te zespoły, które po prostu przetrwają. W Polonii zmarnotrawiono czas, dwa długie miesiące. Nie stworzono piłkarzom warunków do treningu, nie sprowadzono nowych zawodników, no bo czym można było ich skusić, skoro nie było nikogo, z kim można porozmawiać o planach drużyny.

W pięciu najbliższych meczach Polonia poniesie pięć porażek?

- Późno się zabrali do przygotowań do sezonu, zostało już tylko trzy tygodnie do startu ligi. Mało czasu. Jeden, dwa pierwsze mecze, wtedy może jakiś punkcik urwą, ale potem zacznie sił brakować. Mówimy przecież o ekstraklasie, a nie o IV lidze.

W wywiadzie dla "Gazety" tuż przed końcem sezonu przewidywał pan czarny scenariusz dla Polonii, bardzo źle ocenił pan Józefa Wojciechowskiego. Teraz również niewiele znajdzie pan argumentów na jego obronę.

- Wojciechowski sprzedał świadomie Polonię osobie, która chciała przenieść licencję do Katowic. Doskonale o tym wiedział. Józef Wojciechowski pragnął zniszczyć Polonię, po raz kolejny okazało się, że nie był godny Polonii.

Tłumaczył się, że nie miał pomocy z zewnątrz.

- Uważał, że wszystko od niego zależy, że on i tylko on może być osobą decyzyjną w klubie, od nikogo nie oczekiwał pomocy.

Od miasta też nie?

- Myślę, że też. Był nastawiony tylko na sukces, na mistrzostwo Polski, nie interesowały go takie sprawy jak stadion. Ale jak widać, mimo wydanych pieniędzy nie udało mu się nigdy tego mistrzostwa zdobyć.

Miał wielu doradców, oni nie wywiązali się z zadania?

- Wielu z tych doradców nie było na etatach, służyli mu radą, ale nie brali za to wielkiej odpowiedzialności, i to był duży błąd. Traktowali tę pracę na krótką metę, załatwiali szybko jakieś swoje własne sprawy. Nie wszyscy, ale część tak.

Wycofanie się Wojciechowskiego i sposób, w jaki to zrobił, paradoksalnie wywołało pozytywny ruch wokół Polonii. Czy to znaczy, że klub ma jakiś potencjał, by w przyszłości na tych gruzach powstało coś sensownego?

- W momencie kiedy licencja była już w Katowicach i Polonia mogła zniknąć z piłkarskiej mapy Polski, rzeczywiście wiele osób zaangażowało się szybko w akcję ratowania klubu - począwszy od MZPN, WOSiR, ale ja sam otrzymywałem sporo telefonów od osób, które zadeklarowały, że pomogą Polonii, jeśli nie osobiście, to finansowo. To było naprawdę bardzo miłe.