Złe wybory Wojciechowskiego, czyli gdzie są byli piłkarze Polonii

- Problem Polonii polega na tym, że jej piłkarze, przychodząc do niej, grają gorzej niż w poprzednich klubach - mówił jej były trener Czesław Michniewicz. Okazuje się, że opuszczając Konwiktorską, w nowych klubach w większości spisują się jeszcze słabiej.
W sobotę "Czarne Koszule" podejmują Zagłębie Lubin (początek o 15.45) - klub, który z chęcią przyjmował do siebie byłych polonistów. Do dziś w szerokiej kadrze drużyny z Dolnego Śląska jest czterech zawodników występujących niegdyś na Konwiktorskiej, jeszcze niedawno było ich aż pięciu: Martins Ekwueme, Janusz Gancarczyk, Michał Gliwa, Robert Jeż, Patryk Rachwał. Wszyscy oprócz Nigeryjczyka przyszli do Zagłębia z Polonii występującej już w ekstraklasie, z Polonii naznaczonej silnym piętnem władzy poprzedniego prezesa klubu Józefa Wojciechowskiego.

W lubińskim klubie Kokosa

W nowej rzeczywistości, w najbardziej stabilnym klubie polskiej ekstraklasy, płacącym na czas pensje, gdzie nie odczuwali presji na wynik, radzą sobie tak samo źle - jeśli nie gorzej - jak w stolicy. Gancarczyk i Rachwał podpisali kontrakty z Zagłębiem latem 2011 roku. Przyszli za darmo, Polonia ich już nie chciała.

Gancarczyk sprowadzony na Konwiktorską przez Jose Mari Bakero za 500 tys. zł ze Śląska Wrocław miał za sobą wcześniejszy występ w reprezentacji Polski (z Kanadą). Zagrał 31 meczów w czarnej koszuli, strzelił jednego gola. Rachwał zjawił się w Warszawie po zajęciu piątego miejsca w lidze, wystąpił w zaledwie 12 spotkaniach. Dopadła go choroba. Gdy już wyzdrowiał, kompletnie zawiódł.

Również w Lubinie obaj piłkarze nie wrócili do dawnej świetności. Okazali się na tyle słabi, a ich kontrakty na tyle wysokie, że szybko zmienili klub - na klub Kokosa w wersji lubińskiej. Gancarczyk i Rachwał trenują do dziś indywidualnie, nawet poza drużyną rezerw. Na grę nie mają żadnych szans, ale nie chcą się zgodzić na rozwiązanie umów za porozumieniem stron, bo straciliby na tym finansowo, tak jak kiedyś Daniel Kokosiński w Polonii.

Na tym tle Gliwa i Jeż należą do topowych graczy Zagłębia. Mają swoje pewne miejsce na boisku.

Minus 63 piłkarzy w cztery lata

Przeglądając listę piłkarzy, którzy od 2008 roku poodchodzili z Polonii, niewielu można znaleźć takich, którzy wykonali krok w przód. A w tym czasie "Czarne Koszule" opuściło aż 63 zawodników (licząc również tych, co zakończyli kariery), z tej grupy 53 zagrało co najmniej jeden mecz w pierwszej drużynie.

Z tej grupy lotów nie obniżyli: Radosław Majewski, Adrian Mierzejewski, Artur Sobiech. Grają lub grywają w niezłych, choć nie topowych klubach. Od czasu do czasu strzelą bramkę, niekiedy o ich występach mówi się dłużej niż w weekend. Mierzejewskiego i Sobiecha trener Waldemar Fornalik powołuje do reprezentacji Polski. Zaistniał Marcelo Sarvas. Brazylijczyk najpierw odszedł do kostarykańskiego Alajuelense, a później podpisał kontrakt z Los Angeles Galaxy, w którym grał u boku Davida Beckhama.

Swoje miejsce w piłkarskim świecie znalazł Filip Ivanovski, było nie było - jeden z najskuteczniejszych zawodników ery Wojciechowskiego (11 goli w sezonie, tyle co Edgar Çani). Reprezentant Macedonii został mistrzem tego kraju z Vardarem Skopje, dziś jest zawodnikiem kazachskiej Astany. Po krajowy tytuł z Debreczynem sięgnął wyśmiewany przez poprzedniego właściciela Węgier Tamas Kulcsar. Do Chile wrócił z szyderstwem traktowany w Polsce Cesar Cortes i znalazł pracę w klubie Huachipato.

Trudniej jednoznacznie ocenić Dariusza Pietrasiaka. Z jednej strony zdobył mistrzostwo Polski ze Śląskiem, ale jego udział w tym sukcesie nie był szczególnie znaczący. Zaraz potem wybył do Izraela, stamtąd wrócił jeszcze szybciej do rodzinnego Sandomierza, w którym trenował z Wisłą, a dziś z kilkoma kilogramami nadwagi gra w ekstraklasie - w Podbeskidziu Bielsko-Biała.

Dziś jednak wyraźnie widać, jak wiele złych wyborów piłkarzy dokonywano za czasów Wojciechowskiego, jak przepłacał za transfery i pensje były właściciel. Górnik Zabrze dostał prawie trzy miliony złotych za Sikorskiego, Ruch Chorzów - 2,7 miliona złotych za transfer Sadloka, Euzebiusz Smolarek zarobił w Warszawie ponad milion złotych, niewiele mniej Rachwał, Grzegorz Bonin przyjął milion za podpisanie kontraktu. Wszystkich Polonia Wojciechowskiego z hukiem i z wielką ulgą się pozbyła, a nowe ich kluby zrobiłyby podobnie.

Na nic zdają się usprawiedliwienia części byłych piłkarzy "Czarnych Koszul", że w Polonii było ciężko, bo presję wywierał właściciel, bo zbyt często zmieniali się trenerzy, bo nie ma boiska do treningów. Ligowymi przeciętniakami, jak byli, tak nadal są, mimo spokoju i dobrych warunków Łukasz Trałka w Lechu i Tomasz Jodłowiec w Śląsku. Sportowa depresja dopadła Macieja Sadloka, nie wspominając o Danielu Sikorskim, któremu nadal nie udaje się strzelić gola w lidze.

Znaczące staje się spostrzeżenie, że z zawodników, którzy odeszli latem, a było ich sporo, bo 13 (w większości z podstawowego składu), żaden nie gra dziś w klubie, który zajmowałby wyższą pozycję niż Polonia.