Sport.pl

Burzliwy rok Edgara Caniego. Od przedłużenia kontraktu, po "fuck off" do trenera

Olgierd Kwiatkowski
22.01.2013 , aktualizacja: 22.01.2013 19:47
A A A
Edgar Cani

Edgar Cani (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Miał być jednym z filarów drużyny, która walczy o mistrzostwo Polski, jest niechcianym gwiazdorem, którego ruchy trudno przewidzieć.
Zobacz, co pisz± nasi blogerzy na Warszawa.sport.pl

We wtorek ósmy klub Serie A, Catania Calcio, poinformował na swojej stronie internetowej, że podpisał do czerwca 2016 roku kontrakt z napastnikiem Polonii Edgarem Canim. Sęk w tym, że zdaniem Polonii 23-letni Albańczyk wci±ż ma ważny kontrakt z warszawskim klubem.

Jak rozwi±zana zostanie ta sytuacja - nie wiadomo. Wiadomo jednak, że Cani problemy sprawia nie od dzi¶. Przez kilka ostatnich miesięcy Albańczyk zdołał narazić się prezesom, trenerom i zawodnikom "Czarnych Koszul".

Z ligi włoskiej do polskiej

Cani do Polonii trafił w lecie 2011 roku - najpóĽniej ze wszystkich piłkarzy sprowadzonych w ówczesnym okienku transferowym, w trakcie drugiego zgrupowania. Polecony przez Zbigniewa Bońka, z występami w kilku klubach Serie B, miał zapełnić lukę po Arturze Sobiechu. Debiut miał wymarzony. Strzelił gola w sparingu z mistrzem Niemiec - Borussi± Dortmund.

PóĽniej długo nie mógł jednak udowodnić, że jest lepszy od innych napastników: Daniela Sikorskiego, Łukasza Teodorczyka, Pavla Szultesa. W lidze na pierwsz± bramkę czekał do wrze¶nia. Długo zawodził, tak samo jak pozostali piłkarze ofensywni "Czarnych Koszul". Końcówkę rundy jesiennej sezonu 2011/12 miał jednak rewelacyjn± - strzelił sze¶ć goli w czterech meczach.

Po niezłych występach pojawiły się dla niego oferty z pierwszej i drugiej ligi włoskiej, ale kluby te chciały go za darmo, czyli dopiero od czerwca, kiedy wygasłaby mu umowa ze stołecznym zespołem. Żaden zagraniczny klub nie godził się na wykupienie z Polonii zawodnika, który chciał odej¶ć, w zimowym okienku transferowym.

Cani mógł spędzić pół roku w Młodej Ekstraklasie. Ówczesny wła¶ciciel "Czarnych Koszul" Józef Wojciechowski przedstawił piłkarzowi sprawę jasno: albo przedłużenie kontraktu, albo rezerwy b±dĽ zmiana klubu.

Człowiek niepoważny?

Ostatecznie, pod koniec stycznia 2012 roku, Albańczyk przedłużył kontrakt z drużyn± "Czarnych Koszul" - do czerwca 2015 roku. Ale okoliczno¶ci podpisania umowy wzbudzały podejrzenia, czy jest poważnym człowiekiem. Cani długo nie chciał jej podpisać, oczekiwał lepszych warunków. Ostatecznie się zgodził, ale przez to z opóĽnieniem wyjechał na pierwszy obóz przygotowawczy Polonii. Zaczęły się rok wielkich kłopotów z Canim.

W rundzie rewanżowej ujawniły się wszystkie wady Albańczyka. Razem z Brazylijczykiem Bruno stan±ł na czele grupy obcokrajowców przeciwstawiaj±cych się decyzjom trenera Jacka Zielińskiego. O jego mało sportowej postawie narosły legendy, choć wiele miały wspólnego z prawd± - wizyty w nocnych klubach, palenie papierosów po treningach (na Konwiktorskiej piłkarze utworzyli specjalny k±cik, żeby oddawać się nałogowi). WyraĽnie spadła też forma zawodnika. Wiosn± strzelił tylko dwa gole. Dopiero po zakończeniu sezonu Wojciechowski odważył się powiedzieć: - Problemem Polonii s± Bruno i Cani.

Król go chciał...

Mimo tych ostrzeżeń następca Wojciechowskiego Ireneusz Król wybaczył piłkarzowi reprezentacji Albanii, choć miał podstawy, by zerwać z nim kontrakt. Cani na treningach Polonii pojawił się dopiero już po rozpoczęciu tego sezonu, z ponad trzymiesięcznym opóĽnieniem. Naruszył warunki kontraktu. Ze względu na jego warto¶ć sportow± (i warto¶ć na rynku) Król, a za nim trener Piotr Stokowiec przywrócili go do drużyny.

Swojej szansy znów nie wykorzystał, nie wytrzymał napięcia, stresu zwi±zanego z jawnie okazywan± mu niechęci± kolegów z drużyny. Po meczu z GKS Bełchatów, w którym poloni¶ci nie pozwolili wykonywać Caniemu - wywalczonego przez niego - rzutu karnego (przy stanie 4:0), Albańczyk powiedział do trenera: "Fuck off". Nie wsiadł do autobusu, do Warszawy wracał samochodem z dyrektorem sportowym Pawłem Olczakiem.

Odsunięty do rezerw niezbyt chętnie trenował z t± drużyn±. Nie przychodził również na zajęcia, na które Stokowiec zapraszał piłkarzy nie występuj±cych regularnie w pierwszym zespole. Stał się bezużyteczny, ale wci±ż obowi±zywała go z Poloni± umowa.

... ale już nie chce

Od czasu wznowienia treningów przez warszawski klub o Canim było cicho. Podobno jeĽdził na Ukrainę, odbierał telefony z Niemiec (Jahn Regensburg), jeszcze w ubiegłym roku nie wypaliły rozmowy transferowe z Lechem Poznań. Za Albańczyka Polonia ż±dała około 500 tys. euro, on sam oczekuje pensji w wysoko¶ci 18 tys. euro miesięcznie. Sporo.

Polonia z jednej strony pozbywa się dobrze zarabiaj±cych piłkarzy. Na tej zasadzie opu¶cili już Konwiktorsk± Marcin Baszczyński i Tomasz Brzyski. Obaj zrezygnowali przy tym z czę¶ci zaległych wypłat.

Ale dobrze by było - tak my¶li Król - żeby jednak co¶ na kim¶ zarobić. Sprzedaż Caniego takie możliwo¶ci stwarza. Jeżeli udałoby się Polonii z Włochami dogadać w sprawie transferu, to wszyscy byliby z takiego obrotu sprawy zadowoleni.

Piłkarz, bo wróciłby do kraju, w którym się wychował, grałby w jednej z najlepszych lig ¶wiata, odszedłby z klubu, w którym nikt go nie chce.

"Czarne Koszule", bo dostałby pieni±dze, a nawet, jeżeli nie, to ubyłaby do wypłacenia jedna za wysoka jak na dzisiejsze możliwo¶ci klubu pensja, a przede wszystkim kłopot, jaki ten piłkarz sprawiał.

Rzecznik Polonii: » Cani ma umowę z nami


Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX