Sport.pl

Czarna Magia, czyli felieton kibica Polonii: I tylko punktów żal...

- Wystarczyło po zdobyciu bramki zamienić pozycje Gołębiewskiego i Pazia - i z dużą dozą prawdopodobieństwa byłoby po problemie. Może nie bylibyśmy tak piorunujący w przodzie, ale przy naszym prowadzeniu zabezpieczenie tyłów było nieco istotniejsze, nieprawdaż? - zastanawia się kibic Polonii.
Rusz się w Warszawie. Zaplanuj aktywny tydzień, do wyboru wiele imprez

Jak dotąd zarówno w pierwszej, jak i w drugiej części sezonu trenerowi Stokowcowi i reszcie naszego sztabu szkoleniowego należały się oklaski i ukłony do ziemi za śmiałe wybiegi taktyczne, umiejętne rotowanie składem i pomysłowe rozstawianie zawodników na placu (nie zawsze zgodnie z ich nominalnymi pozycjami, za to najczęściej skutecznie). Niestety, w meczu z Wisłą Kraków nasz trener przeliczył się, myśląc, że raz zastosowany trik zadziała skutecznie po raz drugi.

Zaczęło się pięknie - Morozow i Pazio dogrywali w pierwszych 20 minutach z głębi pola świetne piłki, po których nasz "Przybessi" powinien strzelić dwie bramki i wywalczyć rzut karny oraz czerwoną kartkę dla Bunozy. Karnego i kartkę odebrali nam sędziowie (Znowu! Która to już pomyłka arbitrów na naszą niekorzyść?). Bramkę udało się zdobyć raz. "Miły" skutecznie wymusił błąd obrońcy Wisły i zdążył posłać piłkę do siatki.

Wydawało się, że będzie to dla nas woda na młyn. Ustawienie za podwójną gardą, szybcy zawodnicy z przodu, przeciwnik zmuszony do ataku - nic, tylko skutecznie kontrować. Niestety, kiedy ilość nie przekłada się na jakość, nawet pięciu obrońców i dwóch defensywnych pomocników nie gwarantuje skutecznego zaryglowania własnej bramki. Sęk w tym, że ten brak jakości w tyłach wywołały decyzje trenera - a konkretnie brak szybkiej reakcji na boiskowe wydarzenia.

Bardzo lubię Daniela Gołębiewskiego - umiejętności ma... no, powiedzmy, że przeciętne - za to daje z siebie wszystko i więcej, zostawia na placu serce, płuca i wątrobę i walczy do ostatniej kropli krwi. Sęk w tym, że choć w Poznaniu zagrał jako wing back w miarę przyzwoicie (i bardzo szczęśliwie), wiele wody w (nomen omen) Wiśle upłynie, zanim będzie można powiedzieć, że grając na tej pozycji, dodaje drużynie jakości.

Od początku meczu widać było, że niewysocy zawodnicy Wisły kręcą nim okrutnie i skończy się to źle. Zwłaszcza że drużyna z Krakowa, znalazłszy nasze najsłabsze ogniwo, z premedytacją atakowała głównie swoją prawą stroną (i w meczach przeciw nam będzie to robić każda kolejna drużyna). Co więcej, przytłoczony odpowiedzialnością Daniel nie wspierał też naszych ataków. Słowem - nie było z niego na boisku większego pożytku ani w defensywie, ani w ofensywie. Niestety, w przeciwieństwie do zawodników "Białej Gwiazdy" nasz sztab szkoleniowy zdawał się tego nie dostrzegać. Skutek? Dwie akcje po dośrodkowaniach z lewej strony, dwie bramki dla Wisły Kraków.

Rozumiałbym, gdyby "Dyzio" grał na lewej obronie z przymusu. Sęk w tym, że na lewym skrzydle w dużej mierze bezproduktywnie (pomijając dwa dogrania do Przybeckiego z początku spotkania) próbował szarpać zagubiony na nim... jeden z lepszych lewych obrońców rundy jesiennej Adam Pazio. Wystarczyło po zdobyciu bramki zamienić pozycje Gołębiewskiego i Pazia - i z dużą dozą prawdopodobieństwa byłoby po problemie. Może nie bylibyśmy tak piorunujący w przodzie, ale przy naszym prowadzeniu zabezpieczenie tyłów było nieco istotniejsze, nieprawdaż?

Wszystko to nie zmienia faktu, że sztab szkoleniowy Polonii wykonuje absolutnie rewelacyjną pracę i za osiągnięcia z naszą rozmontowaną ekipą z tego sezonu należy mu się pomnik na dziedzińcu stadionu. Na zdrowy rozum powinniśmy bowiem do spółki z Bełchatowem i Podbeskidziem nieskutecznie walczyć o utrzymanie, a nie dotrzymywać pola Legii i Lechowi w walce o grę w pucharach.

Co więcej, jestem przekonany, że z popełnionych błędów wyciągnięte zostaną odpowiednie wnioski i w kolejnym spotkaniu znowu to my zaskoczymy naszych przeciwników, a nie oni nas. Słowem - porażkę trzeba przyjąć na klatę, przegraliśmy może jedną potyczkę, ale wojna trwa dalej i w dalszym ciągu nasza sytuacja nie wygląda w niej najgorzej!

I tylko punktów żal - bo mecz z Wisłą spokojnie mogliśmy wygrać.



Więcej o:
Komentarze (3)
Czarna Magia, czyli felieton kibica Polonii: I tylko punktów żal...
Zaloguj się
  • olenkakibicuje

    Oceniono 5 razy 5

    Jesteśmy zbieżni w opiniach :)
    pozdrawiam

    www.warszawa.sport.pl/blogi/olenka-kibicuje/2013/03/lewi_lewi_obroncy/1

  • noriakikassai

    Oceniono 7 razy -3

    A ja się uśmiecham jak czytam te marzenia. "Mecz spokojnie można było wygrać"...spójrzcie w statystyki meczowe dreammakerzy, jak się oddaje w całym meczu 3 strzały celne (wliczając ten bramkowy Przybeckiego) to nie można mówić o "spokojnym" wygraniu meczu i to niezależnie od tego ze rywal był tak samo słaby.

    Stokowiec nie wymyślił tej taktyki jaka obecnie gra Polonia, wymyślił ja trener Górski i zastosował na Wembley w 73 po czym do dziś trwa mit wielkiego meczu który był tak naprawdę "obroną Częstochowy". Tyle,że tak się nie da grać cały czas tym bardziej ze już w poprzedniej rundzie ta sama taktyka była stosowana i jak to wyglądało pod koniec rundy wszyscy widzieli.

    Stokowiec poza tym ze potrafi nieźle mobilizować (ale trzeba tez przyznać ze sytuacja w Polonii mu to ułatwia bo "w biedzie będziemy się trzymać razem jak w rodzinie itp blablabla") to ma wg mnie dużą wadę - za bardzo chce.
    O ile przy drużynie wygrywającej regularnie to zaleta to przy drużynie przegrywającej będzie budziło frustracje i nerwowość a to będzie się przekładało na błędy, np takie jak trzymanie się kurczowo Gołebiewskiego w obronie.
    Tak naprawdę problemy Stokowca dopiero się zaczną po 5 kolejce, wtedy zacznie się prawdziwe granie.

    Tak z innej beczki...czy pamiętacie jakikolwiek przegrany mecz Polonii po którym nie pisalibyście ze sędzia was okradł, oszukał itp?
    Wg mnie nie było nawet pół podstawy do podyktowania karnego w tamtej sytuacji nie mówiąc o czerwonej kartce dla Bunozy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX