Żoliborzanin ze Sparty, który stał się symbolem Polonii. Krzysztof Mateja obchodzi 75. urodziny

Polonia z połowy lat 70. K. Mateja w górnym rzędzie, drugi od prawej strony

Polonia z połowy lat 70. K. Mateja w górnym rzędzie, drugi od prawej strony (fot. Polonia Warszawa)

Z Polonią związany nieprzerwanie od ponad pięćdziesięciu lat - początkowo jako koszykarz, a później wieloletni działacz, w tym kierownik koszykówki męskiej. W środę 75. urodziny obchodzi Krzysztof Mateja.


Symbolem piłkarskiej Polonii Warszawa jest Jerzy Piekarzewski. Kimś takim dla sekcji koszykarskiej "Czarnych Koszul" jest Krzysztof Mateja. - Kiedyś rozmawialiśmy z Jurkiem na temat naszego stażu w klubie - wspomina Mateja. - On zaczął wcześniej, ale działał z przerwami. Policzyliśmy i okazało się, że jestem przy klubie gdzieś o rok dłużej.

Dzieciństwo bez ojca

Krzysztof Mateja urodził się w okupowanej Warszawie. Pochodził z rodzin inteligenckiej - matka przed wojną pracowała w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, a ojciec, Stefan, pełnił funkcję sędziego orzekającego w sporach z zakresu prawa pracy. Krzysztof nie pamięta taty, jego pierwsze wspomnienia sięgają samej końcówki wojny. Wiadomo, że podczas wojny Stefan Mateja był dyrektorem Departamentu Pracy i Polityki Społecznej Delegatury Rządu RP na Kraj. W nocy z 9 na 10 sierpnia 1944 został zastrzelony przez żołnierzy RONA. - Ojciec został pośmiertnie odznaczony przez rząd londyński Krzyżem Powstania Warszawskiego. W tamtych czasach nie było mowy o żadnej uroczystości. Odznaczenie przyznano na początku lat 70., dotarło do nas dopiero po kilku latach, gdy ktoś przywiózł je z Londynu.

Na scenie z Zapasiewiczem

Rodzina Matejów powróciła do Warszawy w 1946 roku. Krzysztof, wraz z matką, babcią i bratem Andrzejem, zamieszkał na Żoliborzu, przy ulicy Mickiewicza. Lokatorem ich bloku był też później Jacek Kuroń.

Nastoletni Krzysztof interesował się sportem. Początkowo trenował lekką atletykę. Później, wzorem brata Andrzeja, zaczął uprawiać koszykówkę. Trafił do Sparty/Spójni, w której grali między innymi starsi koledzy ze szkoły, Witold Jędrzejewski, Marcin Herbst oraz brat Andrzej.

Jednocześnie uczył się w Liceum im. Bolesława Limanowskiego (wcześniej TPD), jednej z najlepszych wówczas szkół w Warszawie. W latach 50. jej mury opuściło wiele wybitnych później postaci: Bronisław Geremek, Zbigniew Zapasiewicz, Tomasz Łubieński, Andrzej Paczkowski, Janusz Głowacki. Trzej ostatni chodzili do jednej klasy z Andrzejem Mateją.

- Matka Zapasiewicza była wychowawczynią mojej klasy licealnej - mówi Krzysztof Mateja. - Zorganizowano przedstawienie szkolne, w którym Zbyszek, już wtedy absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, odgrywał główną rolę. Wystawiono którąś sztukę Fredry. Ja zajmowałem się sprawami technicznymi, ale Zapasiewicz powiedział, że skoro już tu jestem, to mogę wcielić się w postać lokaja. Miałem wypowiedzieć kwestię "powóz zajechał" i ewentualnie dodać coś od siebie. Wymyśliłem więc, że mój bohater będzie kulał. Tak wyglądała moja, jak to niektórzy później mówili, "rola życia" u boku samego Zapasiewicza.

Twarde łokcie "Średniego"

W 1958 roku po przegranych barażach o II ligę, Sparta rozwiązała drużynę koszykówki. Koszykarze wraz z trenerem Zdzisławem Ziółkowskim przeszli do Polonii. Młodszy z braci Matejów zasilił początkowo zespół juniorski. Pierwszy mecz w drużynie seniorów rozegrał w sezonie 1959/60, już po zdobyciu przez Polonię mistrzostwa Polski.

- Jak na koszykarza Krzysio nie był zbyt wysoki, dlatego mawialiśmy na niego "mały". Po jakimś czasie przyszedł na trening z dowodem osobistym, w którym w rubryce "wzrost" wpisano mu "średni". Od tamtego momentu zyskał pseudonim "Średni" - wspomina dziś Marcin Herbst, kolega jeszcze z czasów Spójni.

Po odejściu czołowych zawodników w roku 1960 Polonia przeżywała kryzys i z czołowej drużyny stała się ligowym przeciętniakiem. Mateja był głównie rezerwowym.

A tak kolegę z parkietu wspominał w klubowej księdze pamiątkowej Andrzej Nowak, wieloletni koszykarz i trener Polonii: "Rozgrywający, zmiennik o dziwnym rzucie z dystansu, zbyt grzeczny na koszykarza oraz niezbyt wysoki. Potrafił jednak dobrze pracować łokciami. Kiedyś, w trakcie wyjazdowego meczu z AZS Toruń, przy naszej akcji w ataku, Krzysio zaczął uciekać w drugą stronę boiska. Za nim ruszył ponad dwumetrowy Krzysztof Franciszok, goniąc niemiłosiernie delikwenta. Nasz malutki, niezwykle grzeczny, nigdy nie używający mocnych słów koszykarz, zdołał zbiec do swojej ławki rezerwowych, gdzie poczuł się już bardzo bezpiecznie. Na pytanie co się stało odparł, że nazwał Franciszoka "duchem puszczy", co tak go rozsierdziło, że postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość naszemu koledze. Wymiana uprzejmości nastąpiła oczywiście po kolejnym "łokciu" Krzysia".

- Ja z kolei zapamiętałem mecz z Wisłą, który rozgrywaliśmy w hali Gwardii w 1969 roku - dodaje Mateja. - Na kilka sekund przed końcem przegrywaliśmy dwoma punktami, oddałem ostatni rzut w meczu. Piłka zatańczyła na obręczy i wypadła.

Karierę zawodniczą Krzysztof Mateja zakończył w roku 1971. Ale nie oznaczało to rozstania z klubem. Został sekretarzem, a niedługo później kierownikiem sekcji koszykówki mężczyzn. - Znakomicie odnalazł się w tej roli. Okres, w którym pełnił rolę kierownika sekcji był bardzo dobry dla klubu, miło go wspominam - twierdzi Andrzej Nowak.

Mateja nie zrezygnował całkowicie z czynnego uprawiania koszykówki. W latach 70. uformowała się nieoficjalna grupa koszykarskich oldbojów, która spotykała się w hali Polonii przy Konwiktorskiej. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat tworzyli ją różni ludzie - byli zawodnicy Polonii, Legii, ale także postacie z pierwszych stron gazet, m.in. Marek Perepeczko, Tomasz Stockinger, Krzysztof Materna, Władysław Komar, a także redaktorzy rozkochani w baskecie, Łukasz Jedlewski i Wojciech Michałowicz. Koszykarscy weterani, w zmienionym składzie, spotykają się do dziś.

Specjalista od budownictwa, opozycjonista w PRL-u

Krzysztof Mateja łączył społeczną pracę dla Polonii z innymi obowiązkami. Po zakończeniu studiów na Wydziale Budownictwa Przemysłowego Politechniki Warszawskiej pracował przy rozbudowie fabryki samochodów na Żeraniu.

- W marcu 1968 roku wybuchały protesty studentów. Urywałem się z pracy, aby je podglądać z bliska. Jeden z majstrów był aktywistą partyjnym, jakoś w tamtym czasie proponował mi wstąpienie do PZPR. Grzecznie odmówiłem.

Mateja rozpoczął wkrótce pracę w jednym z instytutów budowlanych. Działa tam do dziś. Jest autorem licznych ekspertyz z zakresu nadzoru budowlanego. Za swą aktywność zawodową został odznaczony w 2005 roku Złotym Krzyżem Zasługi.

Z pracą w branży budowlanej wiąże się jeszcze inna działalność Mateji. W 1980 był jednym z członków założycieli "Solidarności" w swoim zakładzie. Po wybuchu stanu wojennego nielegalnie kolportował opozycyjną "bibułę".

Z tamtymi czasami wiążą się także wspomnienia z wątkiem sportowym. - 12 grudnia 1981 roku graliśmy mecz w Tarnobrzegu. Do Warszawy wracaliśmy późnym wieczorem. Pamiętam, że po północy pojawiły się problemy z odbiorem radia, aż po jakimś czasie w ogóle przestało nadawać. Kiedy wysiadłem z autokaru przy pl. Wilsona, zaniepokoił mnie widok uzbrojonych w pałki oddziałów idących od strony kościoła Stanisława Kostki. W domu zorientowałem się, że nie ma sygnału telefonicznego - opowiada Krzysztof Mateja. - Niedługo potem gościłem u Wiesława Wypycha (były koszykarz Polonii, wicemistrz Polski z 1976 roku - red.). Mieszkał wtedy przy ul. Duracza. Trochę się zasiedziałem, a kiedy wychodziłem, obowiązywała już godzina milicyjna. Droga do domu prowadziła przez otwarte tereny Piasków i skraju Sadów Żoliborskich. Szczęśliwie udało mi się nie trafić na milicyjny patrol, ale takie spacery kosztowały sporo nerwów.

Pracowity i wierny

Krzysztof Mateja funkcję kierownika pierwszej drużyny Czarnych Koszul pełnił do momentu wejścia do Polonii firmy Warbud pod koniec lat 90. Później znalazł się we władzach spółki akcyjnej, zarządzającej zespołem seniorskim. Dziś jest wciąż związany z klubem - przewodniczy komisji rewizyjnej MKS Polonia.

- Jak poznałam Krzysia, był juniorem. I dla mnie tym juniorem pozostał do dziś - żartuje Hanna Loth-Nowak, wieloletnia koszykarka Polonii i reprezentacji Polski, legenda klubu.

- Krzysiek to wspaniały człowiek, który wspierał wiele pokoleń koszykarzy, począwszy od zawodników z mojego pokolenia, aż po chłopaków, którzy trenują w klubie dzisiaj - wspomina Witold Ziółkowski, wicemistrz Polski z Polonią w 1976 roku. - Był bardzo dobrym kierownikiem sekcji, otrzymałem od niego wiele wsparcia, kiedy łączyłem grę ze studiami - dodaje Ziółkowski.

- Odkąd pamiętam, dbał w klubie o wiele spraw, choćby o to, by na uroczystościach pogrzebowych ludzi z Polonii zawsze był klubowy sztandar - mówi Hanna Loth-Nowak. - Krzyś cały czas działa na rzecz klubu. Choć nie jest wychowankiem, pozostaje wierny Polonii, jak niewielu innych.

Komentarze (8)
Żoliborzanin ze Sparty, który stał się symbolem Polonii. Krzysztof Mateja obchodzi 75. urodziny
Zaloguj się
  • polonista_1911

    Oceniono 11 razy 7

    Wszystkiego najlepszego panie Krzysiu! Dzięki za długoletnią działalność na rzecz polonijnego basketu!

  • aleartykul

    Oceniono 6 razy 2

    Bardzo fajny artykuł!

  • pazdan12

    Oceniono 19 razy -9

    "Symbolem piłkarskiej Polonii Warszawa jest Jerzy Piekarzewski".

    Z całym szacunkiem dla Profesora Piekarzewskiego, ale po przeczytaniu tego zdania skończyłem lekturę tego tekstu. Każdy Warszawiak wie (a raczej - każde dziecko, powinienem napisać...) że symbolem piłkarskiej Polonii jest Dariusz K. pseudonim Benito.

    Na drugim miejscu Badenow (zwany też małym rycerzem)

    I ew. potem reszta nazwisk - Koniu ("pojawiam się i znikam", w sensie już kilka razy umierał a potem okazywało się to plotką), Wiśnia, Talib (albo Arab, czy Ormianin - nie pamiętam, bo chyba już umarł), Garus (umarł śmiercią naturalną), Komandos (dobrze huliganił, szkoda że umarł), chłopaki z Enigmy ("sprejowi huligani"), wspomniany Pekin, Szczepaniak, Wacław Badenhoff, czy jakoś tak, jeszcze był taki co jego grób ostatnio gdzieś odnaleziono, nie pamiętam nazwiska, Gawkowski, Doman Nowakowski - dobrą spikerkę swego czasu uprawiał - taką zaangażowaną, i inni

  • menago1916

    Oceniono 18 razy -12

    Możliwe że bohater artykułu jest jakąś tam lokalną legendą, ale warto przypomnieć że obecnie w Polonii pracuje człowiek, który już za młodu stał się arcylegendą:

    Wczoraj funkcjonariusze z Centralnego Biura Antykorupcyjnego zapukali do drzwi mieszkania kolejnego polskiego trenera. W Warszawie zatrzymany został Jerzy E. junior (29 l.).Prokuratura zapowiada, że młody szkoleniowiec będzie miał postawione zarzuty korupcyjne. To zapewne koniec kariery trenerskiej Jerzego E. juniora. Przed kilkunastoma dniami uzyskał on licencję UEFA Pro, która upoważnia do podjęcia pracy w każdym europejskim klubie.

    Co ciekawe, dyplom wręczał mu ojciec Jerzy Engel (56 l.), przewodniczący wydziału szkolenia PZPN.

  • cracovia.czek

    Oceniono 21 razy -17

    JEZU !!! Ale tradycja !!! Pewnie poznamy wszystkich pięciu kibiców Polonii.
    Wspaniały marketing i to na europejskim poziomie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX