Igor Gołaszewski: Polonia to drużyna gotowa na awans i dobrą grę w II lidze [ROZMOWA]

- Już po zimowych sparingach czułem, że to może się udać - mówi trener Igor Gołaszewski, który z Polonią zakończył sezon na pierwszym miejscu w tabeli.
W sobotę rezerwy Legii ograły Polonię na Konwiktorskiej 3:1. Ale dla "Czarnych Koszul" ta porażka nie była aż tak bolesna. Drużyna Igora Gołaszewskiego już w poprzedniej kolejce zapewniła sobie pierwsze miejsce w tabeli, które gwarantuje jej grę w barażach o II ligę (rywalem Polonii będzie KS Polkowice lub Górnik Wałbrzych).

Dla rezerw Legii sobotnie zwycięstwo było ważniejsze, bo przed ostatnią kolejką wciąż nie były pewne utrzymania w III lidze. Tak samo jak Ursus. Na szczęście on też wygrał swój ostatni mecz (2:0 z Pelikanem Łowicz) i podobnie jak Legia będzie występować w przyszłym sezonie w zreorganizowanej III lidze (zmniejszonej z ośmiu do czterech grup).

Bartłomiej Kubiak: Na sobotnie derby wystawił pan mocno rezerwowy skład. W takich meczach można odpuszczać?

Igor Gołaszewski: Zrobiłem sporo zmian w składzie, by przed barażami dać odpocząć zawodnikom, którzy przez cały sezon grali najwięcej. Ale o żadnym odpuszczaniu nie ma nawet mowy. Bo choć to nie był dla nas kluczowy mecz, to chcieliśmy go wygrać. I chyba każdy widział, że nie oddaliśmy pola Legii i nie byliśmy od niej słabsi. Może w pierwszej połowie byliśmy zbyt mało agresywni, przez co daliśmy sobie strzelić dwa gole. Nie zamierzam jednak teraz nikogo krytykować. Nawet chcę pochwalić chłopaków. Mam świadomość, że tym, którzy zagrali po dłuższej przerwie, mogło brakować czucia piłki. Najbardziej szkoda mi końcówki spotkania, kiedy Legia opadła z sił, a my za szybko, niepotrzebnie, staraliśmy się wpychać piłkę w jej pole karne.

Wasza linia obrony na mecz z Legią została zestawiona eksperymentalnie. Jak dużo błędów pan naliczył?

- A co było tym eksperymentem?

Bazyli Kokot na środku obrony.

- Przecież on w juniorach cały czas grał na tej pozycji. Dopiero później, gdy wziąłem go do pierwszej drużyny, zrobiłem z niego bocznego obrońcę. Ale tak jak już mówiłem: chcieliśmy w meczu z Legią dać odpocząć najbardziej eksploatowanym zawodnikom. Choćby defensywnym pomocnikom. Dlatego Daniel Choroś został przesunięty do przodu, a Bazyli zagrał na jego pozycji.

Piotr Kosiorowski odcierpiał karę za żółte kartki, mógł teoretycznie zagrać z Legią, ale z jego kolanem nie jest najlepiej. Liczy pan na niego w barażach?

- Tak. Jego uraz nie jest aż tak groźny, by nie mógł rozegrać dwóch dodatkowych meczów. W meczu z Legią Kosiorowski siedział na ławce, ale nie braliśmy go pod uwagę. Dlaczego? Piotrek ma już 12 żółtych kartek i każda kolejna eliminowałaby go z następnego meczu. W barażach na pewno nam się przyda.

Kończycie teraz sezon na pierwszym miejscu w tabeli, ale po rundzie jesiennej traciliście do lidera aż 10 punktów. Kiedy pan uwierzył, że to się może udać?

- W trakcie zimowych przygotowań odświeżyliśmy drużynę. Część piłkarzy odeszła, a w ich miejsce przyszli nowi. Atmosfera w szatni się poprawiła, zespół się skonsolidował. Już po zimowych sparingach czułem, że to może się udać. Co prawda w lidze mieliśmy lekkie załamanie w meczu z Ursusem, ale szybko z niego wyszliśmy. Udało się, choć łatwo nie było. Reorganizacja trzeciej ligi sprawiła, że wiele zespołów do samego końca walczyło o utrzymanie. Poza tym uważam, że grupa łódzko-mazowiecka jest najsilniejsza z tych wszystkich ośmiu w trzeciej lidze.

Czy uważa pan, że obecny skład Polonii gwarantuje wam nie tylko awans, ale później też bezpieczną grę w II lidze?

- Zimą graliśmy sparingi z pierwszoligowcami i byliśmy od nich lepsi. To jest dowód na to, że tę drużynę stać nie tylko na awans, ale też na grę na dobrym poziomie i walkę o czołowe lokaty w II lidze.

Myślicie już o wzmocnieniach?

- Wiadomo, że myślimy. Ale na razie czekamy na baraże. One na ten moment są najważniejsze.

Jak zamierza pan przygotować zespół do tego dwumeczu?

- Jesteśmy na finiszu sezonu, więc zmęczenie daje się już we znaki. Dlatego zanim zaczniemy treningi taktyczne, to kilka najbliższych dni poświęcimy na regenerację. Odpoczynek w sporcie jest potrzebny. Szczególnie pod koniec sezonu, kiedy zmęczenie jest duże. Ale cierpią wszyscy, nie tylko my. Wystarczy obejrzeć sobie ostatni finał pucharu Włoch, Niemiec czy Ligi Mistrzów. Nawet na takim poziomie zawodnicy nie wytrzymują, łapią ich skurcze i padają jak muchy.