Michał Listkiewicz: Coś złego siedzi w głowach piłkarzy

- Teraz Polonia ma grać o to, żeby zminimalizować straty przed zimą. Żadnych nerwowych ruchów nie będzie - mówi Michał Listkiewicz współpracujący z warszawskim klubem.


Półoficjalnie były prezes PZPN jest doradcą właściciela "Czarnych Koszul" Józefa Wojciechowskiego. On sam unika jednak jak ognia słowa doradca. - Z tym doradzaniem to nie jest zupełnie prawda. Kiedyś namawiałem pana Wojciechowskiego, by zainwestował w Polonię, i dziś on uważa - chyba słusznie - że mam moralny obowiązek pomóc mu w kłopotach. A kłopoty się rzeczywiście pojawiły - mówi "Gazecie" Listkiewicz.

Polonia, zespół, który miał walczyć o mistrzostwo Polski, po dziewięciu kolejkach ekstraklasy zajmuje dopiero 12. miejsce, została wyeliminowana z Pucharu Polski. W sześciu ostatnich meczach piłkarze "Czarnych Koszul" nie strzelili gola, nie wygrali meczu, zdobyli zaledwie 1 punkt. W sobotę grają na Konwiktorskiej z Odrą Wodzisław mecz o przyszłość własną i trenera Duszana Radolskiego.

Olgierd Kwiatkowski: Nadal współpracuje pan z właścicielem Polonii?

- Kiedyś namawiałem pana Wojciechowskiego, by zainwestował w Polonię, i dziś on uważa - chyba słusznie - że mam moralny obowiązek pomóc mu w kłopotach. A kłopoty się rzeczywiście pojawiły. Spotkałem się więc z panem Józefem w zaprzyjaźnionym gronie. Przekonujemy go, że w takich momentach jak ten trzeba zachować zimną krew, nie załamywać się. Podałem mu przykłady z ostatnich lat, miesięcy: Bogusława Cupiała, który zacisnął zęby po kolejnych porażkach w eliminacjach do Ligi Mistrzów, właścicieli Lecha Poznań, klubu mającego zostać polskim Realem Madryt, a dziś znajdującego się w niewiele lepszej sytuacji niż Polonia, Mariusza Waltera z Legii obrażanego notorycznie przez kibiców, a mimo to wytrwale dążącego do celu.

Jak reaguje na to prezes Polonii? Nie zamierza się wycofać, jak to bywało w dawnych czasach po porażkach?

- To twardy zawodnik. Łatwo się nie podda, choć wkłada w Polonię tyle serca, że ostatnie porażki odbijają się przede wszystkim na jego zdrowiu.

Nie rzuci tego, bo to ambitny człowiek. Jeśli odejdzie, to jako zwycięzca.

A Duszan Radolsky odejdzie, jeśli nadal będzie przegrywał?

- Wydawało się, że Duszan Radolsky będzie strzałem w dziesiątkę. Nawet taki fachowiec nie potrafi trafić do tej drużyny. Coś złego siedzi w głowach piłkarzy, przecież Filip Ivanovski gra w reprezentacji, i to całkiem nieźle, a w lidze od kilku tygodni nie istnieje. Zobaczymy, jak się to teraz potoczy. Znam jednak Radolskiego. Wierzę, że stać go na dobre wyniki. Teraz Polonia ma grać o to, żeby zminimalizować straty przed zimą. Żadnych nerwowych ruchów nie będzie. Przed rundą rewanżową Józef Wojciechowski jest gotów do wzmocnień, chce sięgnąć do kieszeni. Drużyna ma potem grać spokojnie, żeby w następnym sezonie osiągnąć co najmniej tyle co w poprzednim.

Nie uważa pan, że gniew prezesa, który padł na piłkarzy - zamrożenie wypłaty premii, renegocjacje kontraktów - również przeszkadza w osiąganiu dobrych wyników przez Polonię?

- Prezes jest osobą nastrojową. Jeżeli Polonia wygra dwa-trzy mecze, to piłkarze będą przytulani do piersi. Rzeczywiście jeżeli przegrywa, to się obraża i czuje wielki żal. Tak jest teraz. Ale on cierpliwie czeka i wierzy, że za jego cierpliwość piłkarze wreszcie zapłacą mu dobrymi wynikami. Pewne błędy zostały popełnione. Po co było wypłacać premie za przejście Czarnogórców i Sanmaryńczyków w eliminacjach Ligi Europejskiej? Wiadomo, że sytość rozleniwia.

Teraz wszystko jest w nogach piłkarzy. Oni grają przecież o swoje miejsca pracy. Jeśli Polonia by się rozsypała, to niewielu z tych zawodników, którzy są obecnie w zespole, znalazłaby potem chętnych. Nie ten moment, nie te czasy. Zawodnicy nie powinni mieć w głowach, za ile grają, muszą mieć w głowach swoją przyszłość.

Widział pan projekt stadionu, który prezes Polonii przedstawił władzom miasta?

- To doskonały projekt. Wykonali go Portugalczycy, którzy projektowali stadiony na Euro 2004, fachowcy z najwyższej światowej półki. Znaleźli się poważni inwestorzy. Nikt nie chce tego terenu miastu zabrać, ale wziąć go w zarządzanie. Właściciel Polonii chce go ucywilizować, bo kontenery i baraki w centrum Warszawy są wielkim wstydem dla naszego miasta. I chyba bardziej niż problemy z drużyną Wojciechowskiego oburza brak reakcji miasta na takie propozycje. Moim zdaniem słusznie. Warszawa bardzo źle się prezentuje na tle innych miast w podejściu do sportu. Czy to w Poznaniu, czy w Gdańsku, czy we Wrocławiu prezydenci bardziej interesują się sportem. Nie można tego powiedzieć o pani prezydent Gronkiewicz-Waltz.

W działaniach miasta Polonia została zepchnięta na margines. Skrajną nieodpowiedzialnością jest organizowanie meczu rugby na Konwiktorskiej w październiku. Z tego powodu walkowerem zostanie oddany mecz Młodej Ekstraklasy, a nie wiadomo, jak to będzie z pierwszą drużyną, czy będzie miała ona jeszcze na czym grać. Przecież można taki mecz zorganizować na Legii, w Pruszkowie albo w Ząbkach.

Był pan na mistrzostwach świata do lat 20. w Egipcie. Czy znalazł pan tam jakiegoś zawodnika, a może trenera dla Polonii?

- W przyszłym tygodniu wyjeżdżam do Nigerii na mistrzostwa 17-latków. Nawiązałem interesujące kontakty. W Polonii są plany, żeby wkrótce nawiązać współpracę z klubami zagranicznymi, ze wschodu i z zachodu Europy.