Co dalej z Onyszką?

- Będę konsultował z prawnikami, czy ten kontrakt nie został zawarty w złej wierze, ale szczerze współczuję Onyszce jego choroby - powiedział właściciel Polonii Józef Wojciechowski.
Arkadiusz Onyszko nie będzie mógł już grać w piłkę. 36-letniego bramkarza czeka transplantacja nerki. Zabieg odbędzie się w ciągu miesiąca, dawcą będzie matka albo brat piłkarza. On sam zapowiada, że za pół roku wyzdrowieje i wróci do sportu, ale biorąc pod uwagę pozycję, na której występuje, graniczy to z cudem.

Stan bardzo poważny

O chorobie piłkarza w Polonii dowiedziano się niedawno podczas zgrupowania w Tarnowie Podgórnym. Na jednym z treningów Onyszko źle się poczuł. Lekarze skierowali go na badania.

- Dowiedziałem się, że mój stan jest bardzo poważny i konieczne będą co najmniej dializy, bo nerki nie przetaczają krwi. Ciśnienie miałem tak niskie, że lekarka pytała mnie, czy dobrze widzę. Dowiedziałem się, że przy takim poziomie hemoglobiny normalny człowiek mógłby nie przeżyć, uratowało mnie to, że jestem sportowcem - opowiadał w stacji Orange Sport Info.

Jeszcze w czasie zgrupowania Polonia poinformowała na oficjalnej stronie, że bramkarz odniósł kontuzję: "Podczas zajęć zawodnik naciągnął mięsień przywodziciela. Według oceny sztabu szkoleniowego oznacza to dla Onyszki około dwóch tygodni przerwy w treningach". Piłkarz nie pojechał jednak na kolejne zgrupowanie do Austrii. W poniedziałek ujawnił prawdziwe przyczyny przerwy w treningach. Od kilku dni szuka szpitala, w którym może przeprowadzić zabieg.

Dlaczego nie został przebadany?

Przy okazji tej sprawy wyszło na jaw, że w Polonii kompletnie zlekceważono podstawową procedurę przy zawieraniu kontraktu - nie przebadano piłkarza.

- Wszystko odbyło się w jednej chwili i nikt nie poprosił mnie o zrobienie jakichkolwiek badań - przyznał Onyszko.

Kontrakt z zawodnikiem stołeczny klub zawarł 20 maja, czyli tuż po zakończeniu poprzedniego sezonu. Mający za sobą dobry sezon w Odrze Wodzisław piłkarz otrzymał podobno propozycję z Wisły Kraków, choć ta nigdy tego nie potwierdziła.

- Grał do ostatniego meczu poprzedniego sezonu. Nic nie wskazywało na żadną chorobę, nic nam o niej nie mówił. Kiedy negocjowaliśmy umowę, powiedział nam, że jeśli szybko go nie podpiszemy, to pójdzie do Wisły - opowiada okoliczności zawarcia kontraktu prezes "Czarnych Koszul".

Onyszko w telewizyjnym wywiadzie mówił, że chorobę stwierdzono u niego jeszcze w Danii. - Teraz wiem też, że zasłabł na boisku w Wodzisławiu, przebywał w szpitalu. Doskonale wiedział o tym, co się z nim dzieje. Nie powiedział nam o tym - mówi Wojciechowski.

Menedżer zwraca prowizję

Właściciel Polonii uważa więc, że zawodnik zachował się nielojalnie wobec nowego pracodawcy, a zawarł bardzo dobry kontrakt - zarobki 50 tys. zł miesięcznie plus prowizja 100 tys. za złożony pod umową podpis.

Tej prowizji Onyszko jednak nie otrzymał. Wojciechowskiemu zwrócił ją - i swoją również (także w wysokości 100 tys. zł) - menedżer zawodnika Jarosław Kołakowski. - Zachował się bardzo fair. Zdaję sobie sprawę, że dlatego, by nie stracić reputacji. Na pewno będziemy podchodzić ostrożnie do tego menadżera - przyznaje właściciel Polonii. Onyszko z kolei uważa, że kontrakt go nadal obowiązuje i oczekuje, że warszawski klub z niego się wywiąże. Ma pretensje do Kołakowskiego, że bez jego wiedzy oddał pieniądze za podpis pod kontraktem.

Tymczasem Polonia myśli o jego rozwiązaniu. "W ciągu najbliższych dni dojdzie do spotkania pomiędzy Pawłem Janasem, Danielem Purzyckim (menedżerem generalnym) a bramkarzem Polonii. KSP Polonia Warszawa oczekuje również na analizę prawną umowy zawartej pomiędzy zawodnikiem, a klubem" - głosi oficjalny komunikat klubu. Wojciechowski uważa, że kontrakt został zawarty przez piłkarza "w złej wierze", ale zdaje się na swoich prawników. Przyznaje, że czuje się oszukany. - Nie mam do siebie żalu, bo ja najpierw ufam ludziom. Liczyłem przede wszystkim na dobrego bramkarza, chciałem go mieć bardzo szybko i żałuję, że takiego nie mamy. Dziś szczerze mu współczuję, bo jest ciężko chory i życzę mu, żeby szybko się wyleczył - stwierdził Wojciechowski.



Będą szukać bramkarza

Polonia będzie szukać nowego bramkarza, nie wiadomo jeszcze, czy takiego, który od razu mógłby być numerem 1, czy raczej trzeciego w hierarchii. W tej chwili w kadrze "Czarnych Koszul" znajduje się dwóch zawodników na tę pozycję - były reprezentant Polski Sebastian Przyrowski i zawodnik młodzieżówki Michał Gliwa. Podstawowym bramkarzem był przez większość sezonu Przyrowski, ale po kilku wpadkach jego miejsce zajął Gliwa. Kwestia, który z nich jest teraz numerem 1, pozostaje nierozstrzygnięta.