Sport.pl

Ekstraklasa. Właściciel Polonii: Zawsze marzyłem o Smolarku

Moje ambicje i pasja wygrywania w połączeniu z chęcią Ebiego udowodnienia paru rzeczy ludziom, którzy w niego zwątpili, mogą być mieszanką wybuchową - tak właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski tłumaczy dwuletni kontrakt z Euzebiuszem Smolarkiem za 800 tysięcy euro
Wczoraj wieczorem 43-krotny reprezentant Polski (19 goli) wylądował na Okęciu. Dziś przejdzie badania medyczne i zostanie piłkarzem drużyny José Mari Bakero. W niedzielę 29-letni Smolarek rozwiązał kontrakt z grecką Kavalą, w której grał przez ostatnie pół roku.

Robert Błoński: Polscy piłkarze zjeżdżają z zagranicy do naszej ligi grubo po trzydziestce i raczej na emeryturę. Panu udało się sprowadzić zawodnika, którego ambicją jest odbudowanie formy i ponowny wyjazd zagraniczny. Skąd pomysł ze Smolarkiem?

Józef Wojciechowski: Byłem nim zafascynowany od kiedy strzelał piękne gole dla reprezentacji Polski. Chciałem go w Polonii już kilka miesięcy wcześniej, ale wtedy nie było mnie na niego stać. Ostatnio temat wrócił, bo transfery kolejnych napastników były nieudane. Tydzień temu w rozmowie z wiceprezesem Pawłem Janasem znowu padło nazwisko "Smolarek". Postanowiliśmy zadzwonić i spytać, czy nie chce wrócić do kraju przodków. Chciał.

Wszystko potoczyło się błyskawicznie.

- Lubię działania typu "jak już, to już; jak nie, to nie".

Nie ma pan obaw? Fantastyczne mecze w kadrze Ebi rozgrywał cztery i trzy lata temu. Ostatnie dwa sezony miał słabe, przez kilka miesięcy był nawet bezrobotny.

- Nie zapomniał, jak się gra w piłkę. A zresztą kto w życiu nie ma słabszych momentów? W Polonii Ebi zastanie idealne warunki, by zrealizować swoje cele. Mamy doskonałą drugą linię, najlepszą w lidze. Ma go więc kto "obsłużyć" podaniami, jemu zostanie tylko trafianie do siatki. Wiosną mieliśmy mnóstwo sytuacji pod bramką przeciwnika, tylko nie było komu tego wykończyć. Teraz będzie Ebi. W każdym transferze jest ryzyko, ale nie uważam, by akurat w tym było wyjątkowo duże. Umowę podpisujemy na dwa lata. Nie płacimy wielkiej kwoty odstępnego ani za podpis na kontrakcie.

Ambitny prezes chce za wszelką cenę wygrywać i zdobyć tytuł mistrza Polski. Przyjeżdżający do Polski po trudnych dla siebie czasach Ebi ma wiele do udowodnienia: chce wrócić do formy, przypomnieć się selekcjonerowi Smudzie, strzelać gole i wrócić na Zachód.

- Tak samo uważam, to może być niezła mieszanka.

Czy w tej sytuacji Polonii potrzebny jest jeszcze Dawid Nowak, który podpisał z wami kontrakt od pierwszego stycznia 2011 r.?

- Sami Ebi i Daniel Gołębiewski sprawy strzelania bramek nie rozwiążą. Większość dobrych klubów ma po trzech-czterech snajperów i Polonia nie może być gorsza. Ale nie wiem, czy Nowak się zdecyduje. To pytanie do niego. My zrobiliśmy niemal wszystko, żeby w Polonii był. Ma czas do końca roku, bo wynegocjował sobie zapis, że do 31 grudnia może zadzwonić i łatwo się z umowy z nami wycofać. Nie było mnie w kraju, kiedy to podpisywał, ale skoro sobie zażyczył, to ma.

Co z bramkarzem Arkadiuszem Onyszką, który niedługo po podpisaniu wartego 50 tys. złotych miesięcznie kontraktu oznajmił, że ma niewydolność nerki i nie może czynnie uprawiać sportu?

- Mam opinię prawną, z której jednoznacznie wynika, że możemy z nim zerwać kontrakt, bo jedna ze stron zawarła go w złej wierze. Zgodził się reprezentować barwy Polonii, świadczyć usługi, wiedząc, że choroba mu to uniemożliwia.

Jak to możliwe, że podpisaliście kontrakt bez badań lekarskich?

- Wszystko jest możliwe. Musieliśmy działać szybko, bo chciała go także Wisła. Poza tym przecież kilka dni przed podpisaniem umowy widzieliśmy go, jak grał, i nie podejrzewaliśmy żadnej choroby. Przez to tracą inni zawodnicy. Nigdy bym nie podpisał warunkowej umowy z Ebim i nie wysłał go na badania, bo przecież ostatnio w Kavali grał i trenował. Jestem biznesmenem może starej daty i uważam, że trzeba sobie ufać. Biorąc Onyszkę, myślałem, że stawiamy na dobry, wypróbowany towar. A on nas wykiwał. Postąpił nie fair wobec wszystkich Polaków. Jeśli nie uda się zerwać kontraktu, będzie mu płacił ZUS. A przecież przez ostatnie 12 lat nic dla naszego kraju nie zrobił. Zarabiał i odprowadzał podatki w Danii. Należy spytać Onyszkę, czy to fair, że tydzień po podpisaniu wysokiego kontraktu poszedł na chorobowe.

Trzeba było go zbadać.

- Gdybym tak podchodził do wszystkiego, to teraz nie rozmawiałbym z panem, bo nie wiem, co zostanie napisane. Ufajmy sobie, na tym polega życie i dzięki temu jest trochę łatwiejsze. Onyszko wiedział, że ma 30 procent niewydolności nerek i zawodowo nie może uprawiać sportu.

To koniec transferów Polonii?

- Nie, potrzebujemy bramkarza i może kolejnego napastnika.

Artura Sobiecha z Ruchu Chorzów?

- Zostawmy to na środek tygodnia.

Nowy bramkarz Polonii Warszawa »


Więcej o: