Sport.pl

Daniel Gołębiewski: Jest się od kogo uczyć

Do Polonii przyszedłem, mając 16 lat. Nie byłem szkolony tak jak koledzy, byłem dla nich obiektem drwin. Zawziąłem się, powiedziałem, że ciężką pracą mogę do czegoś dojść - mówi powołany na mecz z Kamerunem napastnik ?Czarnych Koszul?.
Jesteś ligowym ekspertem? Zagraj w Wygraj Ligę »

Jest jednym z trzech piłkarzy Polonii (dwaj pozostali to Adrian Mierzejewski i Jakub Tosik), którzy będą mogli zagrać w najbliższym środowym meczu reprezentacji, ale jedynym z szansą na absolutny debiut.

A jeszcze przed rokiem był raczej typowany zaledwie do zespołu Młodej Ekstraklasy Polonii. Stopniowo jednak zyskiwał zaufanie kolejnych trenerów, podstawowym zawodnikiem stał się u José Mari Bakero. W rundzie wiosennej strzelił pięć goli i był najskuteczniejszym piłkarzem Polonii, znacząco przyczyniając się do utrzymania w lidze. Ten sezon 23-letni napastnik zaczął na ławce rezerwowych, ale gdy wszedł na boisko w meczu z Górnikiem, był autorem akcji, po której Mierzejewski strzelił drugiego gola.

Olgierd Kwiatkowski: Kiedy się pan dowiedział o powołaniu?

Daniel Gołębiewski: W sobotę byłem przygotowany na wyjazd na kadrę U-23 i nastawiałem się na występ w młodzieżówce, wracałem właśnie z treningu, koledzy powiedzieli mi, że mam jechać do Szczecina na zgrupowanie pierwszej reprezentacji. Pomyślałem sobie, że jak zwykle mnie wkręcają - żartów u nas w drużynie jest bardzo dużo - pojechałem do domu i sprawdziłem na stronie PZPN-u, czy to jest prawda. Trudno było w to uwierzyć.

Jak pan zareagował, gdy okazało się, że nie jest to jednak żart?

- Dla mnie było to ogromnym zaskoczeniem, ale wiem też, że smutny z tego powodu był Artur Sobiech. Zająłem jego miejsce, bo on odniósł kontuzję. Współczuję mu z tego powodu, to mój kolega z klubu.

W Polonii jednak stracił pan miejsce w pierwszym składzie. Zajął je... Artur Sobiech. Kiedy pokazywano pana na ławce rezerwowych w Zabrzu, w meczu z Górnikiem nie miał pan zadowolonej miny.

- Żaden piłkarz nie jest zadowolony, jeśli siedzi na ławce. Moja reakcja była więc chyba normalna. Ale nie jest tak, że mam na stałe przypisany status rezerwowego. Każdego dnia będę walczył o miejsce na boisku w wyjściowym składzie i mam nadzieję, że jeśli się wykażę, to je odzyskam.

Był pan chyba jedynym w Polonii zawodnikiem, który nie cieszył się z transferów, zwłaszcza tych przeprowadzonych tydzień przed ligą: Sobiecha, Ebiego Smolarka?

- Zdawałem sobie sprawę, że nasza siła ognia nie jest duża, i że coś trzeba z tym zrobić. Nie mogę być z tego niezadowolony, że doszło do wzmocnień. Wzrósł poziom rywalizacji w drużynie, a to dobrze również dla mnie.

Podpatruje pan na treningach Euzebiusza Smolarka?

- Jeśli ktoś piłkarsko wychował się w Holandii, grał w Niemczech, Hiszpanii, to wiadomo, że z piłką nie będzie on miał raczej problemów, a technika jest jego najsilniejszą stroną. Ebi przyszedł do nas później, jest teraz kompletnie zajechany. My kończymy trening, on idzie na kolejny, indywidualny. Mimo że fizycznie odstaje teraz od reszty, to widać po nim, że to innej klasy piłkarz. Jeśli ktoś jest bystry, chce coś osiągnąć w piłce, powinien podpatrywać tych najlepszych, a takich piłkarzy w naszej drużynie nie brakuje. Każdy chce skorzystać na tym, że przyszli do nas nowi, dobrze wyszkoleni technicznie piłkarze.

Polonia walczy o mistrzostwo Polski?

- Nie. To znaczy nie siedzimy w szatni i nie mówimy sobie: "Ach, mamy taką pakę, że idziemy na mistrza". Cały poprzedni tydzień mówiliśmy o meczu z Górnikiem. Zdobyliśmy trzy punkty i jest fajnie. Teraz będzie Legia i myślimy o niej, żeby znów w meczu z tym zespołem zwiększyć swój dorobek. Chcielibyśmy, żeby na koniec był na tyle duży, by dał nam tytuł.

Bardziej boi się pan występu w reprezentacji z Kamerunem, czy derbów z Legią?

- Skupiony jestem teraz na reprezentacji, chcę jak najwięcej skorzystać z tego zgrupowania, coś dobrego dla siebie z niego wyciągnąć. Może jeśli dobrze zaprezentuję się na treningach, uda mi się zagrać kilka minut.

Potem są derby, czy Polonia jest ich faworytem, od dwóch lat Legia z wami nie wygrała, ostatni mecz przegrała.

- W derbach nie ma faworyta. Nigdy. Dużą rolę odgrywają w takich meczach kwestie mentalne, inaczej się do nich podchodzi, na trybunach panuje inna atmosfera, jest innego rodzaju presja.

Rok temu wchodził pan do pierwszej drużyny Polonii, dziś może zagra w reprezentacji Polski. Nawet droga do ekstraklasy nie była dla pana prosta?

- I dalej nie jest prosta... Ale mam takie nastawienie, by każdego dnia starać się spełniać swoje marzenia. Do Polonii przyszedłem, mając 16 lat. Nie byłem szkolony tak jak koledzy, byłem dla nich obiektem drwin. Zawziąłem się, powiedziałem, że ciężką pracą mogę do czegoś dojść. Nie jestem Messim, Ronaldinho, mnóstwo rzeczy muszę jeszcze poprawić, myślę jednak, że wszedłem na dobrą drogę, by się rozwinąć.

Apel kibiców Polonii Warszawa »


Więcej o: