Stokowiec: To Widzew ma ból głowy

W Łodzi spędziłem super trzy lata i mogę o Widzewie mówić dobrze albo wcale. Uznałem, że przyjście do Polonii będzie bardziej dla mnie rozwijające i cieszę się, że w Łodzi też to zrozumieli - mówi asystent José Mari Bakero
W lipcu Piotr Stokowiec został asystentem hiszpańskiego szkoleniowca Polonii. To dla niego kolejne podejście do pracy na Konwiktorskiej, choć w zupełnie innej roli. Dwukrotnie był piłkarzem Polonii. Najpierw w sezonie 1995-96, kiedy wywalczył z "Czarnymi Koszulami" awans do ekstraklasy, potem grał w rozbitej kryzysem finansowym drużynie w latach 2003-06. Teraz jako asystenta pierwszego trenera polecił go do Polonii wiceprezes ds. sportowych "Czarnych Koszul" Paweł Janas. Stokowiec był nim przez ostatnie trzy lata w Widzewie, właśnie u Janasa. W sobotę Polonia w czwartej kolejce ligowej zagra w Łodzi z Widzewem.

Olgierd Kwiatkowski: Latem po raz trzeci przyszedł pan do Polonii. Mówią, że dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki.

Piotr Stokowiec: Dwa razy nie, ale pierwszy raz przychodzę tu jako trener.

I jak panu było w tej Polonii, kiedy był pan piłkarzem?

- Za każdym razem dobrze. Czuję się dziś polonistą i niezależnie od tego, jak długo będę tu pracował, będę z Polonią sympatyzował. W 1996 roku wywalczyłem z nią awans do ekstraklasy. Powie ktoś, że to nic takiego, ale nie dla mnie. Na poziomie profesjonalnym w piłkę zacząłem grać dosyć późno, najpierw skończyłem studia stacjonarne na warszawskim AWF-ie. Mimo to osiągnąłem naprawdę satysfakcjonujący mnie poziom sportowy. Dziś myślę, że granie w piłkę było dla mnie tylko drogą do trenerki, niemniej bardzo się w to angażowałem.

Za pierwszym razem długo pan jednak w Polonii nie pograł?

- Rok czasu. Były inne układy, nie było prawa Bosmana. W Polonii piłkarze należeli wtedy do różnych właścicieli: nieżyjącego Marka Wielgusa, byłego Sylwestra Cacka i aktualnego wówczas Janusza Romanowskiego. Trochę to było zawiłe, zagmatwane. Ja byłem człowiekiem Cacka, a nastąpiła era Romanowskiego. Odszedłem, ale niczego nie żałuję.

Potem, kiedy był pan znowu piłkarzem Polonii, na początku XXI wieku, spadliście z ligi.

- Spadku nie doświadczyłem. Odszedłem zimą po trzech sezonach. Kiedy Polonia spadała, byłem w Norwegii. Przed decydującą rundą trenerem został pan Żurek. On wyselekcjonował grupę zawodników, nie wyszło i była II liga. W tym czasie zmieniali się właściciele, mnóstwo rzeczy było nie tak. Dziś jednak Polonia osiągnęła stabilność. Miło jest tu wrócić.

Bardzo się różni Polonia 2006 od tej obecnej?

- Myślę, że nie ma co porównywać, aczkolwiek klimat jakiś pozostał. Dziś mamy nowy budynek klubowy, szatnie, bar klubowy, w którym siedzimy. Wtedy przychodząc do klubu, trzeba było zażywać środki antydepresyjne, żeby nie patrzeć na tego grzyba w szatniach. Ile to czasu było potrzeba, żeby to w końcu wyremontować. Nie wspomnę o piaszczystym boisku bocznym. Nie mówię tego, by koniecznie ponarzekać. Bieda dobrze wychowuje, kształtuje charaktery, ale pewne standardy w profesjonalnym futbolu obowiązują. Ta obecna Polonia ich dochowuje. Dobrze, że przetrwała.

Wrócił pan z sentymentu?

- Otrzymałem propozycję pracy asystenta. Miałem do wyboru być nim w Widzewie albo w Polonii. Uznałem, że bardziej rozwijające będzie przyjście do Warszawy i gra o najwyższe cele. Taką podjąłem decyzję, a na razie okazuje się, że moje decyzje nie są najgorsze.

Pracuje pan teraz z zagranicznym trenerem, widać różnicę w warsztacie?

- Inna szkoła, coś innego, coś nowego. Na pewno nie stoję w miejscu.

Ale są jakieś niuanse, o których pan może więcej powiedzieć?

- Problem tkwi właśnie w tych niuansach. Chodzi o układy interpersonalne na linii trener - zawodnicy, trener - szefowie klubu, trener - media, a dochodzi do tego jeszcze podejście do transferów, selekcji zawodników. Taktyki, fizjologii można się nauczyć, przeczytać książki i już, choć wszystko idzie do przodu i w tych sprawach trzeba być na bieżąco, cały czas się uczyć, ale pewne rzeczy musi się przedtem poczuć, przeżyć na własnej skórze. Liczy się coś takiego jak czucie szatni, zrozumienie zawodników. Ktoś, kto grał na najwyższym światowym poziomie tak jak Bakero, ma to we krwi. Też się cieszę, że mam za sobą tak cenne doświadczenie bycia zawodnikiem. Jest mi łatwiej.

Uczy się pan hiszpańskiego?

- Zacząłem już w Łodzi. Kontynuuję teraz naukę, nie miało to związku z asystenturą u Bakero. Jeżeli ktoś ma zapał i czas, to powinien się uczyć języków. To mu nie zaszkodzi.

Polonia w sobotę jedzie do Łodzi na mecz z Widzewem. Graliście już na inaugurację z ligowym beniaminkiem - z Górnikiem. Da się porównać te dwie drużyny?

- Widzew jest inny, ale czeka nas podobnie wymagający rywal jak w Zabrzu. Mecz rozegrany zostanie na gorącym terenie. Trybuny są blisko boiska, będzie żywiołowy doping. Dlatego namówiłem tydzień temu Bakero na wyjazd do Łodzi na mecz z Wisłą. Chciałem, żeby poznał atmosferę na Widzewie, bo to też jest ważne. Musimy odpowiednio ustawić drużynę również pod względem mentalnym. Widzew nie zaskoczył nas jednak niczym, jeśli chodzi o grę, ale te kwestie psychologiczne będą odgrywać istotną rolę.

Widzew przegrał mecz z Wisłą...

- ...od razu mówię, że nie chcę oceniać Widzewa. Pracuję w Polonii, chcę się skupić na Polonii. Ocenę naszego rywala przekażę trenerowi Bakero i drużynie jutro (tzn. w czwartek) na odprawie. W Łodzi spędziłem super trzy lata i mogę o Widzewie mówić dobrze albo wcale. Spalonej ziemi tam nie zostawiłem, myślę, że wrogów też nie. Uznałem, że przyjście do Polonii będzie bardziej dla mnie rozwijające, i cieszę się, że w Łodzi też to zrozumieli.

Jak Polonia poradzi sobie bez Adriana Mierzejewskiego?

- Mamy wyrównaną kadrę i w ciemno można wstawić któregokolwiek z zawodników. Dlatego jesteśmy spokojni, pełni pokory, ale spokojni. Szkoda Adriana, bo bardzo nam by się przydał, ale każdy może wskoczyć na jego miejsce.

Zastąpi go Smolarek?

- Nie wypada mi jako asystentowi spekulować o tym w prasie. Dziennikarze mogą. Nie chcemy też ułatwiać sprawy przeciwnikowi. Ostateczną decyzję podejmuje trener. Myślę, że większy ból głowy ma Widzew niż my nawet po stracie Adriana.

Piotr Stokowiec, ur. 25 maja 1972. Piłkarz: Korony Kielce, AZS AWF Warszawa, FC Piaseczno, Polonii Warszawa, Świtu Nowy Dwór, KSZO Ostrowiec Św., Śląska Wrocław, Dyskobolii Grodzisk Wlkp., Akademisk Boldklub (Dania), Notodden SK (Norwegia), Wigier Suwałki. Trener bądź asystent: Wigry Suwałki, Widzew Łódź, Polonia Warszawa.