Sport.pl

Saga rodu Smolarków, czyli Ebi, Włodzimierz, Łódź i Warszawa

Jeżeli nawet Ebi Smolarek był kiedykolwiek na stadionie łódzkiego Widzewa, nikt już tego nie pamięta, łącznie z nim samym - wówczas małym szkrabem. Ale wszystko wskazuje na to, że w sobotę pierwszy raz dostanie szansę gry na boisku, na którym przed laty królował jego ojciec. Relacja z meczu od 18.15 na Sport.pl
80 minut gry w dwóch kilkunastominutowych epizodach i jednej połówce meczu plus dwa gole - to na razie rzeczywiście oszałamiający bilans reprezentanta Polski w barwach Polonii. Zwłaszcza że jego drużyna wszystkie trzy mecze wygrała i jest liderem ekstraklasy. Ale teraz przed nim mecz szczególny.

Euzebiusz Smolarek urodził się w Łodzi w czasie, kiedy polskim futbolem rządził tamtejszy Widzew, a Widzewem - do spółki tata Ebiego i Zbigniew Boniek. A po odejściu tego ostatniego do Juventusu Turyn już niepodzielnie Włodzimierz Smolarek.

Tata Smolarek pochodził z satelickiego miasteczka Łodzi - Aleksandrowa. Tam zresztą do dziś mieszka cała rodzina Smolarków, wśród nich ukochana babcia Jadzia, do której wnuczek jeździ w każdej wolnej chwili, a która - kiedy strzelił dwa gole w pamiętnym meczu z Portugalią w eliminacjach Euro 2008 - mówiła o nim w rozmowie z "Gazetą": "Mój Ebiuchna kochany".

Znawców piłkarskiej geopolityki może nieco dziwić to, że w połowie lat 70. ubiegłego wieku utalentowany Włodzimierz Smolarek trafił z macierzystego Włókniarza właśnie do Widzewa, a nie do bardziej popularnego wtedy ŁKS-u, do którego w dodatku jest z Aleksandrowa zdecydowanie bardziej po drodze. Można się jedynie domyślać, że budujący wówczas swoją wielkość Widzew był szybszy i skuteczniejszy w rozmowach.

Tak jak łodzianin Ebi jest dziś polonistą z wyboru - tak jego ojciec przez krótki czas przymusowo zakładał koszulkę drugiego warszawskiego klubu. Powołany ówczesną, równie prostą jak skuteczną legijną metodą wzmacniania składu do odbycia zasadniczej służby wojskowej właśnie na Łazienkowskiej rozegrał swoje pierwsze mecze w ekstraklasie (18), strzelił pierwsze gole (4). Ponieważ jednak nie chciał zostać w Legii na dłużej i odmówił generałom podpisania cyrografu na żołnierza zawodowego, został karnie zesłany do jednostki w stadninie w Starej Miłośnie i tam - jak sam opowiadał w głośnym w tamtych latach wywiadzie telewizyjnym - trzymał formę, biegając z końmi.

Po odbębnieniu zaszczytnego obowiązku Włodzimierz Smolarek wrócił do Łodzi, gdzie w styczniu 1981 r. przyszedł na świat Ebi. Jego tata trzymał Widzew twardą ręką jeszcze ponad pięć lat, można więc przypuszczać, że na niejeden trening na boisku przy al. Piłsudskiego (wtedy Armii Czerwonej) zabierał syna, by ten oswajał się z większą na razie od niego piłką. Tyle że Ebi na pewno już tego nie pamięta. Po meksykańskim mundialu w 1986 r. cała rodzina wyemigrowała do Niemiec, a po kolejnych dwóch latach przeniosła się do Holandii. I dopiero tam młody Smolarek nauczył się futbolu.

Nie licząc przyjazdów na mecze reprezentacji (plus oczywiście do babci do Aleksandrowa), nie było go w Polsce aż do tego lata. Choć już od roku pojawiały się informacje, że zarzuca na niego sieci Paweł Janas, który był w tamtym czasie trenerem... Widzewa. Ponieważ jednak właściciel klubu z Łodzi Sylwester Cacek być może ma tyle samo pieniędzy co dobrodziej Polonii Józef Wojciechowski, tyle że na pewno mniejszą od niego skłonność do pozbywania się ich - zagubiony na peryferiach europejskiej piłki Ebi zadebiutował w polskiej ekstraklasie dopiero wtedy, kiedy Wojciechowski najpierw skusił do porzucenia Łodzi Janasa, a ten natychmiast ponowił już podpartą konkretnymi finansowymi argumentami ofertę dla Smolarka.

Ebi przechodzi odwrotną drogę niż ojciec - zadebiutował w polskiej lidze nieco przed trzydziestką, a więc w wieku, w którym tata właśnie wyjeżdżał grać za granicę. Ale w sobotę ich drogi się przetną. Syn polonista stanie naprzeciw drużyny, której ojciec widzewiak oddał niemal całą karierę.

Z kim zagra Lech w LE? »


Więcej o: