Ekstraklasa. Janas na trójkę

Paweł Janas nie przegrywa, ale nie potrafi poprowadzić Polonii do zwycięstw. Jeśli nie wygra za tydzień z Cracovią, może mieć kłopoty
Właściciel i prezes "Czarnych Koszul" Józef Wojciechowski lubi na bieżąco oceniać mecze swojego zespołu, dzwoni sam lub przez pośrednika i mówi, co mu się podobało, a co nie, i czeka na wyjaśnienia, czasami chwali. Po spotkaniu we Wrocławiu miał zadać pytanie: "Dlaczego nie zagrał Andreu?".

Hiszpański defensywny pomocnik w ostatnim meczu z Arką Gdynia był najlepszym zawodnikiem Polonii. To on był autorem większości podań, z których potem rodziły się groźne akcje zespołu. W trudnych momentach przytrzymywał piłkę, a gdy trzeba było, faulował. Warszawski zespół zremisował, ale nie stracił gola, tak jak w większości spotkań tego sezonu (cztery z pięciu), w których Andreu był wystawiony w pierwszej jedenastce.

We Wrocławiu za Hiszpana Janas wystawił trzech defensywnych pomocników - Łukasza Piątka, Patryka Rachwała, Łukasza Trałkę. Cała trójka nie była warta tyle, co jeden Andreu. Dlaczego więc Janas zostawił w rezerwie najlepszego zawodnika na tej pozycji? W klubie mówią, że go po prostu nie lubi.

Jednak nie był to kluczowy błąd byłego selekcjonera w meczu ze Śląskiem. W 60. minucie Janas usunął z boiska Euzebiusza Smolarka, a zostawił na nim Janusza Gancarczyka, który sabotował grę "Czarnych Koszul". Na początku drugiej połowy były piłkarz Śląska, który ma w tej drużynie brata - miał niepowtarzalną okazję zaliczenia asysty. Wystarczyło tylko zagrać w tempo do Smolarka, ten znalazłby się sam przed miernym bramkarzem z Wrocławia Wojciechem Kaczmarkiem. Gancarczyk tak zwlekał z podaniem, aż napastnik reprezentacji znalazł się na pozycji spalonej. Za tę zmarnowaną okazję ukarany został przez Janasa Smolarek, a nie Gancarczyk. Później, kiedy Bruno Coutinho strzelił drugą bramkę dla Polonii, wyprowadzając ją na prowadzenie, Gancarczyk nawet nie cieszył się z gola.

Fatalnej postawy pomocnika Janas zdawał się nie widzieć. Mógł za to usłyszeć, jak, schodząc z boiska, Smolarek głośno zaklął pod nosem niezadowolony z decyzji o zmianie. Pretensje, ale do kolegów z drużyny miał Marek Sokołowski. 32-letni obrońca zagrał pierwszy mecz w tym sezonie, był jednym z najgorszych na boisku, ale publicznie skrytykował Michała Gliwę za bramkę puszczoną w 92. minucie. Gliwa dał się przelobować po strzale głową z 16 m Przemysława Kaźmierczaka, ale wcześniej wybronił trzy sytuacje, jedną stworzoną przez wrocławian po błędzie Sokołowskiego.

Nieudane mecze zrodziły w drużynie Polonii stres porównywalny z tym sprzed roku, kiedy broniła się przed spadkiem.

Janas na razie nie potrafi nad tymi problemami zapanować. Jego poprzednik - José Mari Bakero, który miał znacznie trudniejszą sytuację na początku swojej pracy, bo przejął ostatni zespół w tabeli, rozbity przez kontuzje, źle zbudowany i przygotowany do sezonu - w trzech pierwszych meczach wywalczył cztery punkty, Janas na razie tylko trzy.

Jeśli wystawić ocenę za wyniki dotychczasowej pracy byłego selekcjonera na Konwiktorskiej, byłaby to właśnie trójka. Poza jednym meczem - z Polonią Bytom - nie widać, aby drużyna zrobiła postęp. Zauważalny jest nawet regres w grze. W tabeli niewiele się zmieniło. Polonia - mając jeden mecz zaległy - jest dziś na piątym miejscu, ale ma aż dziewięć punktów straty do prowadzącej Jagiellonii. W Białymstoku gra 30 października, a w najbliższą sobotę na Konwiktorskiej z Cracovią. Brak zwycięstwa nad ostatnią przed tą kolejką drużyną może być początkiem kłopotów Janasa w Polonii.



Więcej o: