Sport.pl

Czarno na białym

Felieton kibica Polonii
Podobno najlepiej widać to, co jest wypisane czarno na białym. Badania dowodzą jednak, że jeszcze lepsza kombinacja to czarne litery na żółtym tle (co też człowiekowi zostaje w głowie po codziennej jeździe metrem...). A żółty kolor pokrywa z kolei dość istotną część strojów piłkarzy Jagiellonii Białystok... Hm... Może to dlatego w bramkowej akcji tak wyraźnie ukazały się wszystkie bolączki i niedoskonałości "Czarnych Koszul"? Nie wierzycie? Przeanalizujmy więc tę feralną akcję klatka po klatce. Materiał filmowy powszechnie dostępny jest m.in. w serwisie Ekstraklasa.tv

Zaczynamy. Piłka trafia do Janusza Gancarczyka przy lewej (patrząc od bramki Polonii) linii autowej na wysokości środka boiska. Ten ustawia się plecami do kryjącego go zawodnika Jagiellonii i próbuje zagrać do Trałki sprytnie urywającego się kryjącemu go graczowi. Sęk w tym, że zamiast odwrócić się na lewą nogę do linii, gdzie zablokowana piłka w najgorszym wypadku wyszłaby na aut, Gancarczyk stara się zagrać w stronę środka boiska między dwoma zawodnikami Jagiellonii, co skazane jest na niepowodzenie. Następuje strata - i to tak niefortunna, że od razu rozpoczyna kontratak naszych przeciwników.

W chwili straty piłki jest ich jednak na naszej połowie zaledwie dwóch: Frankowski i Grosicki. A do tego zawodnik, który przechwycił właśnie piłkę. Tymczasem tyły na naszej połowie zabezpiecza ustawiona głęboko czteroosobowa linia obronna plus Andreu stojący w momencie straty w kole środkowym. Wygląda na to, że nic nam nie grozi. A jednak. Gancarczyk - jak to Gancarczyk - zaczyna bieg za zawodnikiem, który odebrał mu piłkę, jednak poza tym, że wie, iż powinien go gonić, zupełnie nie wie co dalej. Trzyma się w "bezpiecznej" odległości trzech metrów. "Bezpiecznej", bo gdyby podszedł bliżej, nie mógłby markować gry obronnej, musiałby coś zrobić - a przecież nie umie.

Bezcenny dla Polonii Andreu daje radę doskoczyć do zawodnika, który ma piłkę, ale ten podaje na prawą stronę. Widząc, że Gancarczyk goni zawodnika, który pozbył się piłki, a lewą stroną wraca Trałka, Andreu przemieszcza się za futbolówką. Doskakuje do kolejnego zawodnika Jagiellonii i również jego zmusza do oddania piłki. Ten podaje na prawe skrzydło do Essomby - w rejon pilnowany przez Sokołowskiego. W międzyczasie Gancarczyk dobiega za swoim graczem na linię pola karnego, ale tym powrotem wyrządza więcej złego niż dobrego. Widząc jego wejście w naszą strefę obronną, Dariusz Pietrasiak odpuszcza bowiem krycie w polu karnym i wychodzi na linię 16 metrów, by zablokować zawodnika Jagiellonii, który zmaterializował się w tej okolicy. Tymczasem Gancarczyk staje w miejscu na granicy pola karnego, podczas gdy jego zawodnik biegnie dalej w stronę naszej bramki.

I tu przypominam sobie, ile razy i od kiedy pisałem, że zawodnik markujący grę obronną jak Gancarczyk nie ma prawa grać na poziomie ekstraklasy - mam nadzieję, że tym razem wreszcie ktoś to zauważy i zrozumie. W innym wypadku dalej będziemy słono płacić za jego błędy.

Wróćmy jednak do naszej analizy. Essomba z piłką jest na naszym prawym skrzydle, około 35 metrów od naszej bramki. Stoi przed nim Sokołowski, a w jego stronę zmierza Andreu. W tej sytuacji asekurowany obrońca powinien doskoczyć do przeciwnika i uniemożliwić mu dośrodkowanie. Niestety, Sokołowski dalej stoi w miejscu jak słup soli, co - obok posłania w niegroźnej sytuacji piłki w aut - staje się ostatnio jego firmowym zagraniem. Widząc to, Andreu zmienia kierunek biegu i rusza w stronę Essomby. Jest już jednak za późno i w nasze pole karne zmierza dośrodkowanie. Dzięki "zmyłce" Gancarczyka jest ono zabójcze, w okolicach 11. metra czeka bowiem trzech zawodników Jagiellonii i tylko dwóch obrońców Polonii - Jodłowiec i Brzyski. Pietrasiak asekuruje bowiem granicę pola karnego. Jodłowiec walczy w powietrzu z zawodnikiem Jagiellonii i próbuje przeciąć dośrodkowanie głową, jednak nie sięga piłki. Brzyski może doskoczyć do Frankowskiego albo kryć Grosickiego zamykającego akcję przy długim słupku. Wybiera krycie powietrza między nimi.

Voila. W ten sposób mógłby w elementarzu piłkarskiego rzemiosła wyglądać fragment rozdziału pod tytułem: "Jak przegrać spotkanie, które spokojnie można było zremisować?".

PS Jeszcze jedno - krew mnie zalewa, kiedy widzę kibiców (?) Polonii domagających się zmiany trenera. Czy wyście powariowali? Zmieńmy trenera jeszcze dwa razy do końca sezonu, a gwarantuję, że znowu powalczymy co najwyżej o utrzymanie. Stabilizacja - tego nam potrzeba. Jeśli nie z myślą o tym sezonie, to z myślą o kolejnym. Bez niej będziemy błąkać się w środku tabeli, aż prezesowi znudzi się ładowanie pieniędzy w Polonię...