Czarna Magia. Felieton kibica Polonii

Powrót do punktu zero
Ostatnie dwa mecze Polonii - zaległe w Poznaniu z Lechem i sobotni pojedynek z Ruchem Chorzów przy Konwiktorskiej 6 - pokazały, że naszą drużynę znowu stać na zagranie 45 do 60 minut na europejskim poziomie. Można więc powiedzieć, że wróciliśmy do "punktu zero". Dlaczego? Ano dlatego, że sięgając pamięcią do otwierającego ten sezon spotkania z Górnikiem Zabrze, przypominam sobie, że zauważyłem wówczas dokładnie to samo. Pół godziny paniki i niefrasobliwości, 15 minut "przejściowych" oraz 45 minut, w ciągu których możemy strzelić przeciwnikowi pięć bramek.

Dotąd zwykle strzelaliśmy jedną, góra dwie. Zazwyczaj wystarczało to, by dowieźć remis, ale niestety rzadko dawało zwycięstwo. Czy Pawłowi Janasowi uda się dokręcić śrubę na tyle, żeby rozciągnąć czas naszej boiskowej dominacji w stopniu umożliwiającym całkowitą kontrolę przebiegu spotkania i jak za trenera Zielińskiego wygrywać będziemy dzięki jednej strzelonej bramce?

Szczerze mówiąc, nie sądzę. Obstawiam, że okres naszej przewagi raczej nie ulegnie wydłużeniu, ale może zaczniemy w końcu wykorzystywać stwarzane sytuacje. Jak w meczu z Ruchem. Przypomina mi to wszystko nieco mistrzowską drużynę z czasów Jerzego Engela i Dariusza Wdowczyka. Polonia nie grała wtedy bezbłędnie w tyłach, ale prawie zawsze miała w meczu swoje piętnaście minut. Ładowała wtedy przeciwnikowi trzy lub cztery bramki, nie pozostawiając złudzeń "kto tu rządzi" - i było po zawodach. Oby faktycznie tak było i oby osiągnięte w lidze wyniki również zgadzały się z tymi z sezonu 99/00.

Najbliższe trzy kolejki to okazja, by zdobyć osiemnaście punktów - to znaczy samemu zdobyć dziewięć i odebrać dziewięć bezpośrednim konkurentom w walce o najwyższe lokaty. Patrząc na grę Polonii, w ostatnich dwóch spotkaniach jestem pełen wiary, że możemy to osiągnąć.