Sport.pl

Ekstraklasa. Daniel Gołębiewski: Jesteśmy na siebie źli

- Wiedziałem, gorąco w to wierzyłem, że musi nadejść taki dzień, w którym się przełamię. Cały czas na to ciężko pracowałem i nadal będę - mówi strzelec dwóch bramek w meczu z GKS Bełchatów
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Najskuteczniejszy piłkarz Polonii poprzedniego sezonu (6 goli) w niedzielę trafił dwa razy w meczu z Bełchatowem. "Czarnym Koszulom" nie udało się mimo to wygrać, ale dla 23-letniego gracza ten mecz może oznaczać przełom i powrót do pierwszej jedenastki.

Olgierd Kwiatkowski: Co się stało z Polonią w Bełchatowie?

Daniel Gołębiewski: Trafiliśmy na dzień, w którym Dawid Nowak znalazł się w świetnej dyspozycji i strzelił nam trzy bramki. Nic tylko mu pogratulować. Choć go nie znam, zrobiłem to po meczu.

Ale dwie bramki stracone w pierwszych sześciu minutach to niedopuszczalne dla zespołu walczącego o mistrzostwo Polski. Czego wam zabrakło? Mobilizacji?

- Była mobilizacja, jak zwykle przed każdym meczem. Może jednak to oni lepiej się zmobilizowali? Ale trzeba też na to spojrzeć na spokojnie. Taki jest sport, przecież niedawno to my szybko strzelaliśmy bramki i potem z łatwością wygrywaliśmy. W Bełchatowie sytuacja się odwróciła.

Pan wszedł na boisko jakby inaczej zmobilizowany. Poderwał drużynę do walki, strzelił dwa gole

- Nie byłem bardziej zmobilizowany niż w poprzednich meczach. Dla mnie wyjść na boisko, żeby walczyć na całego, to standard. W Bełchatowie było więc tak samo, z tą różnicą, że strzeliłem dwie bramki i przez to trochę głośniej się o mnie mówi.

Kilku kolegów z drużyny zaprzepaściło w Bełchatowie te dwie strzelone przez pana bramki - nie mieliście o to do siebie żalu?

- Każdy przeżywa lepsze i gorsze chwile i każdy, kto bawi się w sport, powinien to zrozumieć. Po to jesteśmy drużyną, żeby cały czas się wzajemnie wspierać, pomagać sobie. Są tacy na zewnątrz, co winią Michała (Gliwę) za pierwszą bramkę. My w drużynie tego nie robimy. Ten mecz mu po prostu nie wyszedł, ale ile razy on ratował nam skórę, wielokrotnie dzięki jego interwencjom byliśmy w stanie wygrywać. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność, trzeba być pośrodku. Michał to naprawdę bardzo dobry bramkarz.

A Arturze Sobiechu też pan tak ciepło się wypowie? M.in. przez niego stracił pan miejsce w składzie.

- A w Bełchatowie po jego podaniach strzeliłem dwie bramki. Przez całą rundę pokazuje, że jest świetnym zawodnikiem i że warto go było tu sprowadzić, również z mojego punktu widzenia. Ja mam równać do jego poziomu, a może go kiedyś prześcignąć. Dlatego cieszy mnie, że on jest w tak dobrej dyspozycji, mam z kim rywalizować.

W tym sezonie stracił pan miejsce w składzie, strzelił tylko jedną bramkę. Nie załamywał się pan tym?

- Wiedziałem, gorąco w to wierzyłem, że musi nadejść taki dzień, w którym się przełamię. Cały czas na to ciężko pracowałem i nadal będą harował, bez względu na to, czy znajdę się w jedenastce, czy nie. Nie jest powiedziane, że po tych dwóch bramkach zagram od pierwszej minuty. Nie mam wykupionego abonamentu na granie.

Nie myślał pan o tym, żeby po rundzie odejść z Polonii?

- Teraz myślę o tym, żebyśmy w najbliższych dwóch meczach zdobyli sześć punktów. Potem będziemy mieć urlopy. A to dobry czas na zastanowienie się nad swoją przyszłością, ale teraz jest czas na pracę.

Powiedział pan " sześć punktów w dwóch meczach", a w niedzielę gracie z Wisłą.

- Z tego, co wiem i znam się na przepisach, to oni grają w jedenastu i my gramy w jedenastu, na takim samym boisku. Nie widzę powodu, żebyśmy musieli się ich specjalnie bać, wszystko wyjaśni się w niedzielę po południu. Teraz, kilka dni przed meczem szanse są równe.

Mecz z Wisłą odbędzie się w trudnym dla was momencie, po nieszczęsnej porażce z Bełchatowem, a wasi przeciwnicy są na fali.

- Z Wisłą zawsze gra się dobrze, to utytułowany klub, walczący o najwyższe cele. Wielkie i ciekawe wyzwanie dla każdego piłkarza i każdej drużyny polskiej ligi. Zdajemy sobie sprawę, że musimy zagrać inaczej. Myślę, że mecz z Lechem w Poznaniu wytyczył pewien kierunek, zresztą następne spotkanie z Ruchem Chorzów również. Wtedy wyszliśmy na boisko po to, żeby na maksimum możliwości zagrać w defensywie, żeby jeden wspierać drugiego w trudnych momentach. Niestety, w Bełchatowie tego zabrakło. Zdarzały się niezrozumiałe momenty słabości, jakiejś pomroczności. Popełnialiśmy takie błędy, jakich normalnie nikt nie robi.

Boicie się reakcji prezesa Polonii? On zawsze źle znosi wasze porażki...

- Prezes ma prawo do własnego zdania, ale to my wychodzimy na boisko i gramy. Jesteśmy sami strasznie źli, wściekli na siebie za to, co wydarzyło się w Bełchatowie. Okropnie czujemy się z tą porażką.

Paweł Janas: » Chyba byliśmy jeszcze w szatni


Więcej o: