Sport.pl

Maciej Sadlok: Szefowi Polonia leży na sercu

- Jesteśmy w ćwierćfinale Pucharu Polski i szkoda byłoby to teraz zmarnować. W mistrzostwo trzeba wierzyć cały czas, ale nie należy o nim myśleć, tylko skupiać się na każdym kolejnym meczu - mówi nowy obrońca Polonii Warszawa. Już w niedzielę o godz. 15.30 w Poznaniu jego drużyna zacznie rundę wiosenną pierwszym meczem 1/4 finału Pucharu Polski z Lechem.
Maciej Sadlok do Warszawy trafił tej zimy, choć już pół roku temu Polonia i Ruch Chorzów porozumiały się w sprawie transferu 21-letniego stopera. Jest wychowankiem Pasjonata Dankowice. Od 2007 r. grał w Ruchu. W czerwcu zeszłego roku przedłużył kontrakt, ale już w sierpniu, po odpadnięciu chorzowian z eliminacji Ligi Europejskiej, podpisał obowiązujący od stycznia kontrakt z Polonią. 700 tys. euro, które za niego zapłacono, to rekordowa kwota, jaką polski klub wydał na obrońcę.

- Klasą popisał się Maciej Sadlok, w opinii wszystkich trenerów najlepszy zawodnik meczu. Naprawdę mogę go z czystym sercem pochwalić - zachwycał się po wygranym 1:0 sparingu z Zenitem St. Petersburg właściciel Polonii Józef Wojciechowski. Sadlok powinien w rundzie wiosennej być podstawowym obrońcą, choć oprócz niego drużynę wzmocniono Adamem Kokoszką z Empoli i lewym obrońcą z serbskiego FK Rad Dorde Cotrą.

Rozmowa z Maciejem Sadlokiem

Kuba Dybalski: Zadomowił się pan już w stolicy?

Maciej Sadlok: Już mieszkam w Warszawie i stuprocentowo jestem piłkarzem Polonii.

Jest pan chwalony za występy w sparingach. Czuje się pan już pewniakiem w pierwszym składzie? W Ruchu nie musiał się pan martwić o miejsce na środku obrony, ale w Polonii konkurencja jest większa.

- Chciałbym, żeby taka myśl nigdy mi przez głowę nie przeszła. Zwłaszcza w Polonii, gdzie w środku obrony może grać Adam Kokoszka, Dariusz Pietrasiak czy Tomasz Jodłowiec. Ale duża rywalizacja jest korzystna dla zespołu. Moją rolą jest pokazywać się na treningach i w sparingach tak, by trener widział mnie w pierwszym składzie.

W reprezentacji jest pan ustawiany na lewej obronie. Czy w Polonii też jest pan tam przymierzany?

- Jeśli byłaby taka potrzeba, to trzeba zrobić wszystko z jak najlepszym efektem dla drużyny. Ale na razie nikt mnie tam nie ustawia i moją pozycją w Polonii jest środek obrony. Mam umiejętności, by tam właśnie grać. Wiadomo, że każdy piłkarz ma jakąś konkretną, a jak jest rzucany z miejsca na miejsce, to nie czuje się komfortowo. Nie przepadam za lewą obroną, ale jeśli będzie trzeba, to tam zagram.

Jak się panu współpracuje z trenerem Theo Bosem. Holender prowadzi zespół w inny sposób niż trener Fornalik w Ruchu?

- Zarówno trener Fornalik, jak i trener Bos prowadzą dużo zajęć z piłkami, co bardzo lubię. Ale jestem na razie po dwóch obozach. Żeby rzetelnie ocenić cykl treningowy, trzeba poczekać na mecze w trakcie sezonu. Trener na pierwszym zgrupowaniu rozmawiał z każdym i każdego chciał poznać. Na drugim zgrupowaniu już nie było problemów.

Nie miał pan pewnie problemów z aklimatyzacją, bo pół roku temu do Polonii z Ruchu trafili Tomasz Brzyski i Artur Sobiech.

- Wszystko przebiegło gładko. Na pewno to, że chłopcy z Chorzowa tu są, mi pomogło, ale znałem też wielu innych, dlatego nie szedłem w nieznane.

Gdy Artur Sobiech przychodził latem do Polonii, to mówiło się o rekordowej jak na polskie warunki sumie transferu [milion euro]. Pan kosztował 700 tys. euro. Nie boi się pan presji związanej z dużymi pieniędzmi, jakie za pana zapłacono?

- Staram się o tym nie myśleć. Mnie to raczej motywuje, że ktoś zdecydował się wyłożyć za mnie takie pieniądze.

Artura chyba też, bo jesienią strzelił 6 goli i miał 6 asyst.

- No właśnie. Mam nadzieję, że ten dorobek będzie z meczu na mecz większy. A jeśli o mnie chodzi, to też liczę na to, że się powoli "spłacę".

Jakie pierwsze wrażenie robi prezes Józef Wojciechowski?

- Szef przylatywał na obozy, oglądał nasze mecze. Mieliśmy też wspólną kolację i porozmawialiśmy. Miał uwagi, ale raczej pozytywne. Dało się odczuć, że jest z nami, interesuje się drużyną, naszą grą i Polonia leży mu na sercu.

Z powodu nieporozumień między trenerem Smudą a prezesem nie pojechał pan na mecze reprezentacji z Mołdawią i Norwegią...

- Nie chcę komentować tych rozmów między prezesem a trenerem Smudą. Jako piłkarze robimy to, co do nas należy. Na niektóre zdarzenia nie mamy wpływu.

20 lutego gracie pierwszy mecz w 1/4 finału Pucharu Polski z Lechem. W lidze Polonia jest dopiero ósma. Czy to znaczy, że Puchar staje się głównym celem na ten sezon?

- Puchar jest bardzo ważny, bo doszliśmy do ćwierćfinału i szkoda byłoby to teraz zmarnować. W mistrzostwo trzeba wierzyć cały czas, ale nie należy myśleć o nim, tylko skupiać się na każdym kolejnym meczu. Jeśli będziemy wygrywać, to awansujemy w tabeli. Celem jest zajść tak wysoko, jak się da.

Z Polonią porozumiał się pan już pół roku temu. Nie miał pan wątpliwości przed zamianą trzeciej drużyny zeszłego sezonu na tę, która broniła się przed spadkiem?

- Wiedziałem, że Polonia buduje dobrą drużynę. Taką, która pozwoli jej walczyć o mistrzostwo. To jest dla mnie wyzwanie i awans sportowy. Tu jest większa konkurencja i przede wszystkim wyższe cele.

Kto jest faworytem dwumeczu z Lechem?

- Nie ma faworyta. Będzie można go wskazać najwcześniej po pierwszym meczu.