Felieton kibica Polonii. Czarna Magia: Zacznijmy jeszcze raz...

W momencie, w którym ostatni gwizdek sędziego obwieścił światu zwycięstwo Zagłębia Lubin nad beznadziejną Polonią, wstałem sprzed telewizora, siadłem do klawiatury i zacząłem nadawać formę felietonu moim żalom do piłkarzy, trenerów i prezesa. Kiedy skończyłem pisać, odebrałem telefon i... usłyszałem, że Józef Wojciechowski kazał się pakować całej holenderskiej i okołoholenderskiej bandzie. Mój oryginalny felieton nieco się zatem zdezaktualizował. Zacznijmy więc jeszcze raz.
No właśnie - zacznijmy jeszcze raz. Który to już raz zaczynamy od początku, odkąd Wojciechowski objął stery przy Konwiktorskiej? Lekko licząc, piętnasty! Lekko licząc - bo po drodze było jeszcze kilku szkoleniowców tymczasowych. I co dobrego z tego wynikło? Ano - niewiele... Muszę jednak odszczekać moje słowa sprzed tygodnia, w których cieszyłem się, że prezes Wojciechowski nie planuje żadnych nerwowych ruchów względem Bosa. Mimo że jestem wielkim fanem pozwalania trenerom na długofalową pracę, obserwując Polonię w meczu z Zagłębiem, widziałem, jak nad placem gry pod rękę tańczą duchy trenerów Radolskiego i Janasa. I - nieco wbrew sobie - sądzę, że prezes podjął właściwą decyzję, przecinając ten wrzód, nim spowodował on śmierć lub kalectwo naszej drużyny.

Uważam też, że jeśli idzie o umiejętność motywowania zawodników do dawania z siebie 110 proc. w każdym meczu, Piotrek Stokowiec sprawdzi się nie gorzej niż Bos, Hintum, de Zeeuw i Kaczmarek razem wzięci. Każdy, kto pamięta go z boisk ekstraklasy, dobrze wie bowiem, że był - sorry Piotrek - potwornie "drewniany", ale nigdy nie było dla niego straconej piłki, nigdy nie odpuszczał i gotów był oddać życie za osiągnięty wynik. Ot, taki Dyzio tylko na innej pozycji i kilka lat wcześniej. Pytanie tylko, co z resztą jego trenerskich umiejętności? Cóż, zobaczymy w najbliższych meczach.

Sądzę też, że - paradoksalnie - Stokowiec ma bardzo duże szanse, żeby utrzymać się na stanowisku dłużej niż wielu trenerów z nazwiskiem. Prezes będzie bowiem miał do niego i do szatni znacznie bliżej niż do jakiegokolwiek szkoleniowca o uznanej marce. Nie mając wyrobionego nazwiska, Stokowiec będzie też zapewne bardziej otwarty na dyskutowanie z Wojciechowskim np. kwestii składu czy taktyki. Może to szaleństwo, ale z dwojga złego wydaje mi się, że lepiej, żeby działo się to oficjalnie, niż - tak jak wcześniej - cichaczem i w sferze spekulacji i domysłów. Oczywiście, o ile tylko "Stoki" wniesie coś do naszej gry, a zarazem rzetelnie wypełniał będzie funkcje stricte trenerskie - takie jak przygotowanie fizyczne drużyny, motywacja zawodników i wpojenie im pewnych schematów taktycznych czy pomysłów na stałe fragmenty. I tak dalej. Niestety, widzę strasznie dużo tych niewiadomych. Ale cóż - do odważnych świat należy. Piotrze Stokowiec, właśnie nadeszło Twoje pięć...