Sport.pl

Olympiakos za mocny na Polonię

Mistrz Grecji okazał się trudniejszym rywalem dla Polonii Warszawa niż mistrz Niemiec. Po zwycięstwie z Borussią Dortmund ?Czarne Koszule? przegrały na zakończenie zgrupowania z Austrii z Olympiakosem Pireus 1:2.
W pierwszych minutach rozgrywanego w Jenbach spotkania piłkarze Polonii zszargali reputację zespołu dobrze radzącego sobie z europejskimi potentatami, którą wypracowali w sobotę, zwyciężając Borussię Dortmund. Najpierw Tomasz Bonin zbyt nonszalancko potraktował okazję wypracowaną mu przez Daniela Sikorskiego. Będąc sam przed bramkarzem Olympiakosu, uderzył lekko, w środek bramki, tak że Franco Costanzo wybił piłkę na rzut rożny. Potem równie beztroski, ale w obronie, był Tomasz Jodłowiec. Źle wycofał piłkę do bramkarza i Grbić z pojedynku z Michałem Gliwą wyszedł zwycięsko.

Przez 15-20 kolejnych minut różnica między Olympiakosem a Polonią była taka jak między Alpami i Górami Świętokrzyskimi. Wystarczyło jedno podanie, jeden balans ciałem piłkarza mistrza Grecji, by u każdego z graczy Polonii wywołać reakcję powodującą błąd, wprowadzić w warszawskiej drużynie panikę. Ale nic w tym zaskakującego. Olympiakos jest bardziej hiszpańską drużyną niż grecką. Prowadzi ją hiszpański szkoleniowiec Ernesto Valverde, były gracz Athleticu Bilbao i Barcelony, w przeszłości trener Villarrealu. Hiszpanów w Olympiakosie gra siedmiu. Gwiazdą drużyny jest Albert Riera (przyszedł przed rokiem do Grecji z Liverpoolu). Jak wielką, wielokrotnie przekonali się o tym w pierwszej połowie ogrywani przez 29-letniego skrzydłowego: Marcin Baszczyński, Tomasz Jodłowiec, Łukasz Piątek i Łukasz Trałka, ale już bez złych konsekwencji dla drużyny.

Polonia jednak otrząsnęła się z szoku, jaki wywołał u niej bliski kontakt z kolejną drużyną z Ligi Mistrzów. Podobnie było w spotkaniu z Borussią. W pierwszych minutach kompletny paraliż, a potem przebudzenie, wiara, że jednak diabeł nie taki straszny i można z nim przynajmniej powalczyć - bieganiem, zaangażowaniem, sprytem.

W ten sposób udało się wyrównać. Wrzutka z rzutu wolnego Bruno, walka w polu karnym o piłkę i błąd tym razem popełnili rywale - Hurtado (kolejny z Hiszpanów) zagrał ręką w polu karnym. Rzut karny wykorzystał Bruno. To już drugi gol Polonii zdobyty w meczach z silnym europejskim rywalem po stałym fragmencie gry. Jest w tym jakaś metoda, kiedy inaczej nie można.

Wypracowanych akcji, w których poloniści byli w stanie wymienić kilka podań, było niewiele. Najlepsza - na początku drugiej połowy, gdy piłkę między sobą rozegrali Daniel Sikorski z Pawłem Wszołkiem, a strzał grającego kolejny mecz jako defensywny pomocnik Jakuba Tosika minimalnie minął słupek bramki Olympiakosu. Wielką okazję zmarnował Edgar Çani, kiedy nie trafił w piłkę, stojąc trzy metry przed bramką rywali.

Grecy, Hiszpanie, Serbowie grający w Olympiakosie mieli okazji kilka. Jedną z nich wykorzystał jeszcze Fuster, bajecznie uderzając piłkę z woleja po przyjęciu jej kolanem. Polonia przegrała ten mecz z piłkarzami stojącymi pod względem technicznego wyszkolenia o kilka pięter wyżej. W polskiej ekstraklasie takich graczy, takich zespołów nie ma.

W sobotę w Gutowie Małym to poloniści mogą zamienić się w graczy Olympiakosu. Grają ostatni sparing przed rozpoczęciem ligi - z Podbeskidziem Bielsko-Biała. W środę opuszczają Tyrol z miłym wspomnieniem zwycięstwa z Borussią, niezłej gry z Freiburgiem i znacznie gorszym - porażki z Olympiakosem. Po zgrupowaniu mają również ustabilizowany skład. Podstawowa jedenastka na dziś to ta z meczu z Borussią: Przyrowski - Baszczyński, Jodłowiec, Kokoszka, Sadlok - Bonin, Piątek, Trałka, Bruno - Jeż (wczoraj kontuzjowany), Sikorski. Do drużyny ma jeszcze dołączyć napastnik. Najwcześniej w przyszłym tygodniu.

Dla Sport.pl

Jacek Zieliński, trener Polonii

To był mecz kontrolny. Nie potrafiliśmy się tak żwawo poruszać jak z Borussią. Ciężkie treningi, nasiąknięte boiska. Najważniejsze, że graliśmy z dobrym zespołem. Do momentu tych zmian to wyglądało w miarę dobrze. Zawsze te sparingi na koniec obozu są takie, że myśli się w nich o domu. Pierwszą bramkę sami żeśmy sobie strzelili, to było denerwujące. Przeciwnik wiele akcji bramkowych nie zrobił, największe zagrożenie było po naszych prostych błędach, to trzeba wyeliminować. Szukamy jeszcze jednego napastnika.

Marcin Baszczyński, obrońca Polonii

Zawsze trzeba być złym na siebie, że się nie wygrywa. Za dużo było strat, nieodpowiedzialnych piłek. To był ostatni dzwonek, żeby potem takich błędów się wystrzegać.

Więcej o: