Siatkówka. Panas: Stres trzeba zostawić w szatni

We wtorek w Warszawie i w sobotę w Częstochowie Politechnika Warszawska i AZS Częstochowa zmierzą się w finale rozgrywek o Puchar Challenge. - Ten puchar przez cały sezon trzymał nas przy życiu - mówi trener Politechniki, Radosław Panas. - Sentymenty trzeba odłożyć na bok. Częstochowa jest za mną, teraz próbuję współtworzyć historię Politechniki - dodaje szkoleniowiec w przeszłości związany z klubem spod Jasnej Góry.
Łukasz Jachimiak: Jako zawodnik z AZS-em Częstochowa zdobył pan pięć tytułów mistrza Polski, od 2006 do 2009 roku był pan trenerem tego klubu, a teraz - jako szkoleniowiec Politechniki Warszawskiej - zagra pan przeciw niemu w finale Pucharu Challenge. To będzie wyjątkowe wyzwanie?

Radosław Panas: Jak wejdę na salę w Częstochowie, to wspomnienia na pewno odżyją. Jednak sentymenty trzeba odłożyć na bok. Częstochowa jest za mną, życie toczy się dalej, teraz próbuję współtworzyć historię Politechniki.

Pod względem historycznym utytułowana Częstochowa bije was na głowę, ale sportowo prezentuje bardzo podobny poziom. Wasze dwa ligowe zwycięstwa nad AZS-em w stosunku 3:2 wróżą wojnę w nadchodzącym finale?

- Na pewno te wyniki, podobnie jak i pozycje w tabeli PlusLigi, świadczą o tym, że prezentujemy bardzo zbliżony poziom. Podobne zestawy mamy też jeśli chodzi o personalia. Oczywiście my mamy doświadczonych zawodników na innych pozycjach niż Częstochowa [Grzegorz Szymański to atakujący, a Marcin Nowak - środkowy, podczas gdy obaj rutyniarze z Częstochowy, a więc Dawid Murek i Krzysztof Gierczyński są przyjmującymi], ale jeśli zliczymy ludzi i ich doświadczenie, bilans wyjdzie bardzo podobny. Na pewno oba spotkania będą wyrównane.

Wspomniał pan o doświadczonych zawodnikach, bo to od nich będzie zależało najwięcej w rywalizacji o taką stawkę?

- Na pewno. Starsi zawodnicy podobne mecze już grali. Oczywiście w historii nie było jeszcze spotkania dwóch polskich zespołów w finale europejskiego pucharu. Ale ci ograni siatkarze już w ciężkich gatunkowo meczach się sprawdzali, dlatego ich doświadczenie będzie decydujące. Przed takimi spotkaniami trzeba jak najszybciej opanować nerwy, najlepiej zostawić stres w szatni. Kto sobie z tym lepiej poradzi, wygra. W takich warunkach ci doświadczeni zawodnicy będą mieli szczególnie dużo do powiedzenia, będą w stanie dodać pewności siebie młodszym kolegom.

Na pewno ma pan rozpracowanego rywala, proszę więc powiedzieć, na kogo szczególnie mają uważać pańscy podopieczni?

- Nie będę personalnie nikogo wyróżniał, ale jasne jest, że skrzydłowi, czyli Murek i Gierczyński, a także Janeczek będą groźni. Uwagę trzeba zwrócić też na Wiśniewskiego. Ci ludzie stanowią o sile ich zespołu. Dlatego na nich trzeba uważać.

A kto dziś stanowi o sile pańskiego zespołu?

- My nie wygrywaliśmy meczów jednym czy dwoma zawodnikami. Zwyciężaliśmy, kiedy większość zespołu grała na swoim przyzwoitym poziomie. Wtedy byliśmy groźni dla najlepszych. Ale jeżeli jeden, dwóch zawodników grało słabiej, zaczynały się dla nas problemy. Dlatego najważniejsze, żeby wszyscy zagrali równo, dobrze.

Dwumecz z AZS-em Częstochowa to dla was koniec pięknej historii i powrót szarej rzeczywistości. Kolejny raz okazuje się, że w Warszawie trudno zbudować zespół, który mógłby zagrozić Skrze Bełchatów czy Resovii Rzeszów. Finał Pucharu Challenge to niezaprzeczalnie wasz duży sukces, ale też nie oszukujmy się, o jego wygranie nie walczą giganci siatkówki.

- Zgadza się, ten puchar przez cały sezon trzymał nas przy życiu. Dzięki niemu chłopcy dodatkowo mobilizowali się do treningów, do gry, chcieli się pokazać w Europie. Być może dzięki temu pojawią się sponsorzy, którzy stwierdzą, że warto zainwestować w nasz zespół. Koniec sezonu już blisko i sam jestem ciekaw, czy znajdą się pieniądze na jakieś wzmocnienia, czy przyszły sezon ma być taki jak ten, czyli kruchy, jeśli chodzi o finanse. Bez mocnego sponsora, bez dużych pieniędzy nie zbudujemy zespołu, który będzie mógł regularnie walczyć z najlepszymi, a nie tylko urywać im punkty w fazie zasadniczej PlusLigi. Szkoda byłoby zaczynać wszystko od nowa, jak po zeszłym sezonie, kiedy drużyna praktycznie przestała istnieć, bo wyróżniający się siatkarze dostali propozycje z bogatszych klubów i odeszły. Teraz też może tak się zdarzyć, a nie chciałbym znów tworzyć wszystkiego od początku.

Wszystko wskazuje na to, że scenariusz się powtórzy. Musiał pan słyszeć, że czołowych graczy Politechniki kuszą stabilne finansowo kluby. A może nawet wprost zawodnicy mówią panu, że odejdą tam, gdzie będą dostawać pieniądze bez kilkumiesięcznych zaległości?

- Takich otwartych rozmów nie było, ale temat się gdzieś przewija. Mówi się i pisze o tym, że niektórzy zawodnicy są do niektórych klubów przymierzani, że menedżerowie podpisują już nawet z chłopakami umowy na prowadzenie ich interesów. Zainteresowanie zawodnikami jest spore, jeżeli klub nie będzie w stanie sprostać ich oczekiwaniom, to składać trzeba będzie wszystko od początku. Wiem na pewno, że kilku zawodników oferty dostanie, ale na razie koncentrujemy się na tym, co jeszcze wspólnie możemy zrobić.

O trudnej sytuacji Politechniki mówicie od dawna, ale nie protestujecie radykalnie. Może lepiej byłoby opuścić jakiś trening albo nie jechać na mecz niż założyć koszulki z napisem "SOS"? Na ile według pana problemy finansowe klubu to wina nieudolności działaczy, a na ile trudnych dla siatkówki realiów stolicy?

- Przede wszystkim tymi koszulkami chcieliśmy zwrócić uwagę wszystkich, że nie jest dobrze, że miasto czy firmy, które mają siedziby w Warszawie, nie za bardzo się nami interesują. Wiemy, że w PlusLidze inne kluby mają podobne problemy, ale tak się z tym nie afiszują. My postanowiliśmy działać, licząc na odzew ze strony miasta, sponsorów. Zobaczymy, może to coś da. Czegoś takiego, jak odpuszczenie wyjazdu na mecz w ogóle nie braliśmy pod uwagę, bo to jest sprzeczne z moją filozofią. Większość chłopaków mnie poparła. Zresztą, motywowałem ich, mówiąc, że jeżeli nie uda się w tym klubie, to dzięki dobrej grze uda się w kolejnym. Trzeba się pokazać, grać i trenować na dobrym poziomie, żeby ktokolwiek się nami zainteresował. Jeżeli byśmy myśleli inaczej, to ci chłopcy nie mieliby tylu propozycji, ile mogą mieć teraz. Poza tym mam podpisany kontrakt i chcę się z niego wywiązać. Takie podejście do sprawy zdało egzamin. Na nasze mecze przychodzą ludzie, nie musimy się martwić, że nikt nas nie zechce. Siedzenie w domu i płakanie byłoby bez sensu.

Pan też martwić się nie musi? Po sezonie przejdzie pan do lepszego klubu?

- Nie ukrywam, mam oferty z innych klubów, ale najpierw muszę dokończyć pracę w Politechnice i dopiero będę mógł zacząć rozmowy. Sprawa jest otwarta, myślę, że najpierw siądziemy z panią prezes i porozmawiamy na temat mojej przyszłości w Warszawie.

Może wróci pan do Częstochowy? Kibice nadal dobrze pana wspominają.

- Tematu Częstochowy nie ma i powrotu do tego miasta nie przewiduję. Tam jest dobry trener [Marek Kardos], który osiąga z zespołem wyniki niezłe jak na miarę możliwości klubu, więc niech pracuje dalej.

W Częstochowie prowadził pan m.in. Zbigniewa Bartmana. Ma pan teraz w Politechnice takiego młodego, niepokornego zawodnika, który mógłby przebojem wedrzeć się do reprezentacji Polski?

- Z tego, co wiem, trener kadry Andrea Anastasi, interesuje się kilkoma zawodnikami z mojego zespołu. Nie chcę wymieniać nazwisk, żeby jedni nie poczuli się pokrzywdzeni, a drudzy wywyższeni. Ale już jest szykowana 30-osobowa, szeroka kadra na igrzyska i być może chłopcy z mojej drużyny się w tym gronie znajdą. Mam tu ludzi, którzy naprawdę mają fajne, mocne charaktery. W Politechnice nie brakuje siatkarzy pracowitych, zadziornych, potrafiącym rywalom napsuć krwi.

- Wygramy ten puchar - zapowiada Damian Wojtaszek »


PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały