Jak biedna Politechnika bawi się i zachwyca w PlusLidze? "Niech wypadnie z pudła ktoś bogaty"

Pięć kolejnych zwycięstw to seria, jaką w tym sezonie szczycą się tylko dwa zespoły PlusLigi - bogata Zaksa Kędzierzyn-Koźle i ciułająca każdy grosz warszawska Politechnika. Sytuacji klubu ze stolicy rewelacyjne wyniki nie poprawiają jednak ani o włos
Stołeczny sport na facebooku - najszybciej, najdokładniej i najefektowniej »

Z kolejki na kolejkę wygrane akademików są coraz bardziej pewne. W sobotę w Olsztynie wicelider rozgrywek nie oddał rywalowi nawet jednego seta, grając na jego boisku. Wcześniej Politechnika biła rywali w Kielcach i Bydgoszczy, u siebie rozprawiła się z AZS Częstochowa i Jastrzębskim Węglem. To seria, która daje przeciętnemu dotąd zespołowi tytuł największego odkrycia pierwszej części sezonu.

Mało kto jest w stanie wyjaśnić, co dzieje się w tym sezonie w PlusLidze. Przez lata spolaryzowana między możnych i biednych, bo wysoki budżet w siatkówce to właściwie gwarancja sukcesów, stała się nieprzewidywalną, pełną niespodzianek i - co najważniejsze - już nie nudną batalią o mistrzostwo. Kiedyś wyniki fazy zasadniczej pozostawały bez znaczenia, bo o i tak o wszystkim rozstrzygały play-off, w których medale rozdzielały między siebie z reguły Asseco Resovia, PGE Skra Bełchatów, Zaksa i Jastrzębski Węgiel. Teraz tuzom kontrola nad rozgrywkami zaczyna wymykać się z rąk.

Wspomniane potęgi, wsparte są wielkimi pieniędzmi, licznymi reprezentantami, plejadą zagranicznych gwiazd oraz tradycją, która czyniła z ich klubów prawdziwą awangardę na sportowej pustyni ich regionów. Tuzy były dotąd tak mocne, że bez problemów "opędzały" rodzimą ligę między europejskimi, a nawet jak w przypadku Skry światowymi rozgrywkami. Z powodzeniem. Teraz jednak mają olbrzymi kłopot, by doprowadzić do perfekcji swoje drużyny wzmocnione kolejnymi gwiazdami sprowadzonymi nawet z najodleglejszych zakątków świata. Na tle reszty wypadają w tym roku zaskakująco słabo - mistrz Polski jest dopiero piąty, a w ostatniej kolejce w kompromitującym stylu przegrał z juniorską wręcz ekipą z Częstochowy, Jastrzębski Węgiel wylądował na razie na szóstym miejscu, a dopiero za jego plecami czeka na powrót do wielkiej formy nietykalny przez lata gwiazdozbiór z Bełchatowa.

Siatkówka w aglomeracjach przez lata szans na przebicie się do czołówki praktycznie nie miała. Z wielu powodów - konkurencja z kolosami była wyniszczająca, poza tym kluby musiały mierzyć się także ze swoimi problemami, pozostając w cieniu piłkarskich zachcianek lokalnego biznesu. Najboleśniej przekonały się o tym kluby z Warszawy (Legia, Polonia) i Kielc (Korona), które z trudem uciułały budżet, zebrały kilku pomniejszych sponsorów i zbieranym naprędce składem rozpoczęły rozgrywki.

I to właśnie wspominana Politechnika, ale także kielecki Effector (trzy wygrane), najbardziej zachwyciły w sześciu meczach otwierających sezon.

Jak to się robi?

- Trzeba mieć trochę szczęścia i ludzi, którzy do siebie pasują - opowiada Jolanta Dolecka, prezes Politechniki. Choć w klubie bywało różnie, a z reguły pod górkę, pewnego i hojnego sponsora nie było nigdy, a klub nie wywiązał się jeszcze ze zobowiązań wobec byłych graczy, bierze wszystko pół żartem, pół serio. Na przedsezonowym spotkaniu władz wszystkich klubów, kiedy mniejsi i biedniejsi przeforsowali zapis o równym podziale sponsorskich pieniędzy (bez względu na zajęte po sezonie miejsce), Dolecka wstała i zaczęła protestować. - A ja już nie chcę równego podziału, bo będę biła się o mistrza - wypaliła z poważną miną. Wszyscy oniemieli, bo Politechnika po odejściu trenera Radosława Panasa (AZS Olsztyn) oraz kilku kluczowych graczy stała się niemal pewnym kandydatem do jednego z dwóch ostatnich miejsc.

- No dobra, chłopaki, żartowałam - zwróciła się w końcu do pozostałych prezesów, pośród których jest jedyną kobietą.

Żarty jednak zaczęły przechodzić w realia. Najbardziej doświadczeni zawodnicy, byli kadrowicze, których kariery mają się ku końcowi (37-letni Marcin Nowak czy 34-letni wicemistrz świata Grzegorz Szymański), zapałali do siatkówki miłością bezwzględną i są na treningach tytanami pracy. Młody rozgrywający Fabian Drzyzga notorycznie zbiera statuetki najbardziej wartościowego gracza, jakby chciał pokazać, że polskie potęgi niesłusznie nawet nie wyraziły chęci podpisania z nim kontraktu.

- A do tego pozostali też nie zawodzą, co powoduje, że mamy jeden z najbardziej zbilansowanych zespołów w Polsce. Nikt nie patrzy na drugiego, nie szuka w nim lidera, tylko gra swoje. Nie idzie mu, schodzi z boiska, wchodzi następny, i tak właśnie wygrywamy. Niech pan napisze też o trenerach, to oni zrobili atmosferę - opowiada Dolecka.

W następnej kolejce Politechnika zmierzy się z dołującym Lotosem Treflem Gdańsk. - Tak po cichu panu powiem: wygrać z nimi, Resovii albo Skrze urwać choćby punkt i mamy najlepszy start w naszej dziesięcioletniej historii występów w ekstraklasie - rozmarza się prezes Politechniki. - Szczerze mówiąc, mam już dość tych samych drużyn na podium. Mogłoby się to zmienić, co? Niech wypadnie z pudła któryś bogaty.

Co na to siatkarze?

Na razie są zadowoleni, że regularnie dostają pensje. Najwyższa to i tak ledwie ćwierć tego, co zgarniają podstawowi zawodnicy ligowych gigantów.

- No i co z tego, że nie jesteśmy krezusami? Bawimy się dalej. Świętujemy do poniedziałku po każdym meczu, a później do roboty. I niech tak będzie co tydzień - dodaje trener Jakub Bednaruk.

Załóż bloga na Warszawa.sport.pl »


Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały