Maciej Zajder o rywalizacji z Zaksą: Ryzyko, ryzyko i jeszcze raz ryzyko

- Nie można już używać półśrodków czy starać się kombinować. Musimy podjąć ryzyko w zagrywce. Także w ataku i liczyć, że to przyniesie skutek przy założeniu, że nie będziemy popełniali błędów, a przeciwnik będzie musiał wręcz wydzierać nam punkty - mówi przed meczami z Zaksą Kędzierzyn-Koźle środkowy AZS Politechniki Maciej Zajder.
Już w najbliższy weekend siatkarska Politechnika, szósta drużyna sezonu zasadniczego, rozpocznie rywalizację w pierwszej rundzie play-off PlusLigi. Przeciwnikiem warszawiaków będzie finalista tegorocznej Ligi Mistrzów Zaksa Kędzierzyn-Koźle. Do składu wrócił środkowy Maciej Zajder. Najlepszy siatkarz Warszawy w 2012 roku z powodu kontuzji stopy nie grał przez ostatni miesiąc. Pierwsze spotkanie w Kędzierzynie-Koźlu w sobotę o 14.30 (transmisja w Polsacie Sport, relacja na Warszawa.sport.pl).

Krzysztof Zaborowski: Mało kto wierzy w awans Politechniki do półfinału PlusLigi.

Maciej Zajder: Dzisiaj wydaje się może to niemożliwe. Zaksa to drużyna z ogromnym potencjałem i doświadczeniem. O każdym zawodniku można mówić w samym superlatywach. My jesteśmy zespołem ambitnym, który zawsze stara się walczyć o jak najlepszy rezultat. Dużo łatwiej jest wygrać pojedynczy mecz z potentatem niż trzy. Zaksa jako finalista Ligi Mistrzów ma wszystkie argumenty po swojej stronie. Po naszej to chęć walki i to, że dobrze przygotowaliśmy się do play-off. Myślę, że ten ostatni mecz w Bełchatowie był dobrą przesłanką. Pokazaliśmy się z dobrej strony. Wróciliśmy do mocnej zagrywki, którą prezentowaliśmy na początku sezonu. To sprawia, że możemy pokazać się z dobrej strony na tle mocnego rywala.

Zaksa to przeciwnik najgorszy z możliwych?

- Z drużyn, które zajęły cztery czołowe miejsca, na pewno tak. Tylko z nimi nie udało nam się wygrać ani też powalczyć. Pamiętam pierwszy mecz właśnie w Kędzierzynie-Koźlu, kiedy sami nie wiedzieliśmy, na co nas stać. Wygraliśmy pierwszego seta. Drugiego już przegraliśmy, a w następnych była wyrównana walka. Mimo porażki 1:3 wracaliśmy z podniesionymi głowami. Już wtedy Zaksa pokazała, że będzie rozdawała karty, i tak się stało.

Jesteście zaskoczeni tym, w jaki sposób ułożyła się tabela? Wyniki ostatnich meczów były zaskakujące.

- Nie spodziewałem się takiego rozwiązania. Zgodnie z ideą fair play każdy walczy o zwycięstwo. Druga sprawa, że w sporcie jest dużo taktyki. Nie można dziwić się trenerowi Zaksy Danielowi Castellaniemu, że chciał dać odpocząć kluczowym zawodnikom przed rewanżem z Arkasem Izmir. Dla nich awans do Final Four Ligi Mistrzów to już duży sukces.

Co zrobić, żeby nie znaleźli się w najlepszej czwórce PlusLigi?

- Ryzyko, ryzyko i jeszcze raz ryzyko. Nie można już używać półśrodków czy starać się kombinować. Musimy podjąć ryzyko w zagrywce. Także w ataku i liczyć, że to przyniesie skutek przy założeniu, że nie będziemy popełniali błędów, a przeciwnik będzie musiał wręcz wydzierać nam punkty.

Rzeczywiście szykowaliście się już na Jastrzębski Węgiel?

- Nie było specjalnych przygotowań na konkretną drużynę. Takie elementy wprowadzamy w ostatnim tygodniu przed meczem. Wtedy staramy się skupić na takich szczegółach, jak kierunki ataków i zagrywki poszczególnych graczy. Jednak gdzieś żyliśmy w przekonaniu, że spotkamy się z Jastrzębskim Węglem. Każdy z nas zastanawiał się, czy znowu będzie okazja urwać seta, wygrać kolejny mecz.

Jak czujecie się fizycznie, bo trener Jakub Bednaruk nie ukrywał, że zmienił system przygotowań?

- Akurat dzięki temu mogłem nadrobić zaległości, ale trzeba byłoby zapytać chłopaków, jak czują się każdy z osobna. Najlepiej byłoby trafić z formą na sobotę i niedzielę. Dopiero wtedy będzie można to ocenić.

Bednaruk słynie z nietypowych pomysłów. Teraz też jakoś szczególnie mobilizuje zespół?

- Sam fakt, że gramy z Zaksą, jedną z najmocniejszych drużyn w Europie, mobilizuje nas odpowiednio. Wydaje mi się, że gorzej sytuacja wygląda w Częstochowie i Olsztynie.

Na pewno nie tak wyobrażałeś sobie początek 2013 roku. W grudniu ubiegłego roku doznałeś kontuzji, która wyłączyła cię z gry na miesiąc. Teraz wracasz.

- Stało się to podczas meczu Pucharu Polski z Delectą w Bydgoszczy. Zagrałem całe spotkanie i w pierwszym momencie myślałem, że uraz będzie błahostką, a kilka dni odpoczynku dobrze mi zrobi i szybko wrócę. Prześwietlenie wykazało, że mam złamaną i lekko przemieszczoną kość. W pierwszej chwili byłem załamany. Ciężko było mi się z tym oswoić. Kontuzja nie była specjalnie bolesna, dlatego paliłem się do gry. Mój zapał studził jednak lekarz. Powtarzał, że musimy poczekać i zobaczyć, jak kość będzie się zrastać. Co tydzień miałem prześwietlenia i za każdym razem miałem nadzieję, że kość nie będzie się przemieszczać. Kiedy okazało się, że zaczęła się stabilizować, dostałem zielone światło do treningu.

Zdarzało ci się wcześniej pauzować tak długo?

- Dotąd najpoważniejszym urazem było skręcenie kostki, ale szybko się pozbierałem. Było to przed moim debiutanckim sezonem w PlusLidze jako zawodnik Wielunia. Nigdy nie było takiej sytuacji, że przez miesiąc musiałem odpoczywać od treningów.

Jak z twoją formą? W sobotnim meczu ze Skrą w Bełchatowie zagrałeś cały mecz.

- Jestem zadowolony, bo odpukać, nie czuję kontuzjowanej nogi. To dobry sygnał. W ogóle nie myślałem, że dam radę wytrzymać pięć setów po takiej przerwie. Treningi siłowe i stabilizacyjne nie rekompensują w żaden sposób wydolności, która po czterech tygodniach musi być odbudowana praktycznie od początku. Zmieniliśmy system przygotowań, dlatego mogłem nadrobić zaległości. Czuję, że brakuje mi jeszcze ułamka sekundy, aby dojść do bloku i odpowiednio ułożyć dłonie. Brakuje mi też centymetrów w wyskoku. Mam nadzieję, że z każdym treningiem wszystko wróci do normy.

Bez ciebie i dwóch innych kontuzjowanych zawodników: Pawła Adamajtisa i Krzysztofa Wierzbowskiego Politechnika zaczęła przegrywać.

- Wiadomo, że kontuzje nie pomogły w całej sytuacji. Dopadły nas urazy praktycznie dzień po dniu, i to takie wykluczające na prawie miesiąc. Możemy gdybać, czy zakończylibyśmy sezon zasadniczy na piątym miejscu lub wyższym. Szkoda na pewno słabszych spotkań w naszym wykonaniu z Lotosem Gdańsk czy Effectorem Kielce, bo z mocnymi drużynami prezentowaliśmy się całkiem nieźle.

Z dobrej strony pokazał się Dawid Dryja, który ciebie zastąpił.

- Wcześniej nie miał okazji się pokazać. Zastąpił mnie rewelacyjnie i pomógł drużynie w trudnym momencie. Od początku wiedzieliśmy, jaki potencjał drzemie w tym chłopaku. Akurat sezon układał się tak, że jego pomoc nie była widoczna podczas meczów, ale na treningach już tak, bo podnosi ich jakość. Codzienna rywalizacja z nim to dobry sprawdzian przed spotkaniami. Nie można zapominać o innych rezerwowych, którzy są ważni. Dawidowi należy się duży szacunek, bo w pierwszym sezonie gry w PlusLidze gra bardzo dobrze.

Najbardziej bolesna była rewanżowa porażka z Delectą o półfinał Pucharu Polski?

- To były dwa różne mecze. W Bydgoszczy zagraliśmy dobrze i wygraliśmy. W dobrych nastrojach czekaliśmy na rewanż. Do Warszawy Delecta przyjechała niezwykle zmotywowana i znakomicie dysponowana. Nie mieliśmy żadnych środków, aby im się wtedy przeciwstawić. Nasza gra wyglądała kiepsko.

Jakim wynikiem zakończy się ćwierćfinał ZAKSA - Politechnika?

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały