Biednej Politechnice wcale nie wiatr w oczy

Gdyby mierzyć siły ligowych drużyn grubością portfela, siatkarze Politechniki powinni rokrocznie zamykać tabelę PlusLigi. Ale w siatkówce ważny jest też pomysł i pasja.


"Nieważne, jak długo zostanę w Polibudzie. Dla mnie ważne jest tylko, ile niezapomnianych chwil przeżyłem i przeżyję dzięki tym Wariatom z PW" - napisał na Twitterze rozgrywający Paweł Woicki. Przed laty to gracz ocierający się o reprezentację, mimo niewielkiego jak na siatkarza wzrostu (183 cm), jest tak niekonwencjonalny, że mógłby znaleźć się niemal we wszystkich klubach PlusLigi. Chciał jednak wyjechać z Polski, ale długo zastanawiał się nad kolejnymi propozycjami i został na lodzie.

Mógłby wciąż czekać na oferty od swojego menedżera, kontuzje w świecie siatkówki zdarzają się przecież dość często, ale wolał podpisać specyficzny, możliwy do zerwania w każdej chwili kontrakt z Politechniką, która wielkich pieniędzy nie daje, ale chociaż jest gwarancją niezłej siatkarskiej zabawy.

To chyba najlepsze słowo ilustrujące drużynę z Ursynowa. Nie ma tam zadęcia, mocarstwowych wizji, jest kilkanaście osób, które co roku pokazują, że siatkówką można się bawić. Atmosfera niczym z wiążących się w społeczności amatorskich drużyn. Z jedną różnicą - grają tam absolutnie zawodowcy, zamieniając się, kiedy trzeba, ze zgrai nieznośnych nastolatków w pełną powagi, pracującą na najwyższych obrotach drużynę.

Być może to kwestia osobowości szkoleniowca, 37-letniego Jakuba Bednaruka, który rzadko opowiada trenerskie androny o tym, że nie ma już słabych rywali, przeciwnik się nie położył i że pierwszy set ustawił mecz. To typowy rockandrollowiec, który w szatni z drużyną słucha ostrej muzyki, zakłada trampki do garnituru, które zresztą sam załatwia od sponsorów, a później po nie jeździ kilkaset kilometrów.

Pierwsze zgrupowanie Politechniki przed sezonem stało się tak naprawdę towarzyskim wypadem drużyny. Były co prawda treningi, ale wszystko skończyło się imprezą. Jednego wieczoru zawodnicy dostali od trenera wolne, nie było polecenia spotkania się w jednym miejscu i czasie, ale i tak cały zespół odliczył się w końcu w jednej knajpie. Bawili się do rana, nazajutrz znów zabrali się do roboty.

Kiedy jednak trzeba, z Bednarukiem nie ma żartów. Potrafi zrugać zawodników, a nawet nałożyć na nich kary i nie jest to tylko postawienie pizzy wszystkim kolegom z drużyny - w zeszłym sezonie doświadczył tego nawet starszy od niego środkowy Marcin Nowak, któremu odebrał funkcję kapitana.

Na boisku jest tak jak poza nim. Są oczywiście założenia taktyczne, ale drużyna ma się siatkówką bawić. I właśnie kombinacyjną grą Politechnika zaskakiwała w ubiegłym sezonie najczęściej i nawet tych najlepszych.

Świetna atmosfera to nie tylko sposób na dobrą - jak się okazuje - pracę, ale też odskocznia od codziennych problemów. Nie jest tajemnicą, że Politechnikę wybierają zawodnicy albo dopiero rokujący, albo zbliżający się do końca kariery. Wiedzą, że dużej kasy tu nie zarobią, często będą czekać miesiącami na wypłatę pensji, ale przynajmniej znajdą radość z gry oraz możliwość wybicia się do lepszego klubu. Tak było w minionym sezonie z rozgrywającym Fabianem Drzyzgą, który teraz pokieruje grą mistrza Polski z Rzeszowa. W tym sezonie wielkim odkryciem całej ligi może być zaledwie 18-letni przyjmujący Artur Szalpuk, który został dostrzeżony w MDK Warszawa. I też może być tylko na chwilę, bo zapewne już teraz mają go na oku najbogatsi tej ligi.

Gdyby zliczyć wszystkich, którzy w Politechnice grali i w poszukiwaniu lepszego życia odchodzili, uzbierałby się skład walczący o mistrzostwo ze Zbigniewem Bartmanem i Michałem Kubiakiem w roli głównej. Przed tym sezonem odeszło aż ośmiu graczy, z czego pięciu z podstawowego ustawienia.

Politechnika mimo to się nie poddaje i szuka następców. Na debiut czeka młody rozgrywający Maciej Stępień (po przyjściu Woickiego stał się trzecim) czy środkowy Mateusz Sacharewicz. Są jednak i doświadczeni - znany z Asseco Resovii Rumun Adrian Gontariu, słowacki rozgrywający Juraj Zatko czy środkowy Dawid Gunia.

To wszystko powoduje, że Politechnikę się lubi. Nie tylko w Warszawie, gdzie ciasne okazują się nawet trybuny największej stołecznej hali Torwar. Już teraz jest tylu chętnych, że na pewno zabraknie biletów na pucharowy mecz z Fenerbahce Stambuł z Ivanem Milijkoviciem i Felipe Fontelesem.

Jak to w Warszawie, nie ma planów na konkretne miejsce, ale apetyt urósł w miarę jedzenia. Choć w teorii skład jest o wiele słabszy, działacze chcieliby dostać się nawet do medalowej czwórki. To jednak sprawić może tylko cud.

Pierwszym przeciwnikiem Politechniki będzie Effector Kielce. Warszawiacy, którzy w przeciwieństwie do poprzednich sezonów przeszli przez przedsezonowe sparingi śpiewająco (wygrali m.in. Memoriał Ambroziaka), są faworytem. Zresztą taki jest plan, by na starcie sezonu zdobyć jak najwięcej punktów, póki nie przyjdą trudne mecze z kandydatami do medali. Początek meczu o godz. 17 w Arenie Ursynów.

Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały