Jakub Bednaruk: Tylko najstarsi, czyli ja i Nowak nie boimy się iść na wojnę [ROZMOWA]

- Na razie tylko najstarsi, czyli ja i Marcin Nowak nie boimy się iść na wojnę. Pozostali nie zawsze potrafią pokazać od początku do końca wolę walki. To nie jest tak, że ci zawodnicy nie chcą wygrywać lub nie dają z siebie wszystkiego. W ich oczach nie widzę jeszcze błysku, który uwielbiam. Zrobię wszystko, żeby taki się pojawił - mówi trener Politechniki Jakub Bednaruk.
Obserwuj autora i dyskutuj na Twitterze - @k_zaborowski

W zeszłym tygodniu siatkarze warszawskiej Politechniki pokonali w Arenie Ursynów najsłabszy zespół PlusLigi Transfer Bydgoszcz 3:1 i odnieśli pierwsze zwycięstwo od ponad miesiąca. W tym czasie akademicy przegrali pięć ligowych meczów z rzędu. Politechnika z bilansem 3-6 zajmuje siódme miejsce w tabeli. W 10. kolejce zmierzy się na wyjeździe z PGE Skrą Bełchatów. Początek meczu w sobotę o 15.

Krzysztof Zaborowski: Odetchnął pan z ulgą?

Jakub Bednaruk: W pewnym sensie tak, choć jeszcze nie awansowaliśmy do play-off. Najważniejsze, że drużyna poczuła smak zwycięstwa, które dodało trochę optymizmu, bo większych powodów do zadowolenia nie mamy. Tych punktów uzbieraliśmy niewiele. Po meczach w Bełchatowie i Gdańsku podsumujemy pierwszą część sezonu. Nasze oczekiwania były większe, choć patrząc racjonalnie nie powinny być wygórowane. Cieszymy się z wygranej z Transferem, bo w pewnym momencie sytuacja była nerwowa. Pokazaliśmy charakter, choć były sytuacje, w których go brakowało. Walka o play-off będzie trwała do końca. Poza ścisłą czołówką praktycznie tylko Czarni Radom nie muszą się już bić o awans. Podobny cel jak my mają jeszcze Bielsko-Biała, Bydgoszcz, Częstochowa, Gdańsk, Kielce i Olsztyn.

Słabsze wyniki zespołu tłumaczył pan zmianą sposobu przygotowań, choć niedawno powiedział pan, że to była "ściema". Jakich sztuczek można się jeszcze spodziewać?

- Niczego nie planuję. Nie siedzę i nie myślę, co jeszcze mogę wykombinować. Najważniejsze było to, żeby odwrócić uwagę graczy od pojawiającego się w ich głowach marazmu. Istotna jest solidna praca zawodników na treningach. Oni muszą mieć wolne głowy od problemów. Na końcu tej układanki jest siatkówka.

Co zmieniło się w drużynie?

- Po serii porażek drużyna nie rozleciała się. Dalej walczymy. Cieszy mnie to, że w trzech meczach w Arenie Ursynów straciliśmy tylko jednego seta. Ale przede wszystkim zaczęliśmy serwować jak ekstraklasowy zespół. Wcześniej poziom naszej zagrywki był co najwyżej drugoligowy. Skuteczny serwis otwiera grę. Wiem, że brzmi to jak utarty slogan. Poza tym zawodnicy nabrali większej pewności siebie. Lepiej funkcjonuje rozgrywający Juraj Zatko, choć wymagania wobec niego mamy jeszcze większe. Niedawno powiedział mi, że nigdy nie miał partnerskich relacji z trenerem. Zawsze dostawał określone polecenia do wykonania i nigdy nie rozmawiał o sposobie gry lub nastawieniu do meczu. Muszę przyznać, że rozbawił mnie tym. Czasami wkurzam się na niego, że przeprasza kolegów, którym źle wystawi piłkę.

Zaczyna pan dostrzegać charakter w zespole?

- Po każdym meczu staram się rozwiązywać kolejne problemy. Te dotyczące drobnych spraw taktycznych lub technicznych, po te główne, które dotyczą cech wolicjonalnych. Niektórzy zawodnicy mają to we krwi, że każdy mecz traktują jak walkę o życie. Dla innych mecz jest po prostu kolejnym występem. Jednym z wielu w sezonie.

Ostatnio przeprowadziłem w drużynie testy psychologiczne. Wcześniej rozmawiałem z psychologami sportowymi, którzy powiedzieli mi, że 60 proc. psychiki, w tym przypadku mówimy o podejściu do meczu, można zmienić. Pozostałe 40 proc. jest wrodzone, dlatego próbujemy w to ingerować na wszelkie sposoby. Z tych 60 proc. musimy wyciągnąć maksimum. Niektóre drużyny szybko kreują swój styl. Innym zajmuje to dłużej.

A w przypadku Politechniki?

- Jest ciężko. Na razie tylko najstarsi, czyli ja i Marcin Nowak nie boimy się iść na wojnę. Pozostali nie zawsze potrafią pokazać od początku do końca wolę walki. To nie jest tak, że ci zawodnicy nie chcą wygrywać lub nie dają z siebie wszystkiego. W ich oczach nie widzę jeszcze błysku, który uwielbiam. Zrobię wszystko, żeby taki się pojawił. Mogą wkurzać się na mnie, rywala, sędziów czy kibiców. Agresja musi być.

Zadania nie ułatwiają poślizgi w wypłatach, które negatywnie wpływają na zawodników.

- Jeden zawodnik może nie odczuć, że nie otrzymał jednej lub drugiej pensji. Inny już tak, dlatego nie będzie myślał tylko o następnym meczu. To indywidualna sprawa każdego człowieka. Klub pracuje nad finansami, ale nie mamy takiej regularności. Trzeba mieć świadomość, że w Politechnice nigdy nie było kokosów. Przede wszystkim można się wypromować. Od czterech lat, odkąd tutaj pracuję, prawie wszyscy odchodzili do mocniejszych klubów i podpisywali wyższe kontraktu. Ciągle powtarzam, że gra tutaj to inwestycja w przyszłość.

Atakujący Paweł Adamajtis, bohater meczu z Transferem, zastąpi w kolejnych meczach Adriana Gontariu?

- Na razie zastanawiam się nad tym, bo niektórzy zawodnicy wolą wchodzić z ławki i wtedy grać na wariata. Inni wolą czuć na sobie presję od początku. Z Transferem Adamajtis zdobył 27 punktów. Gdyby był tak regularny, niebawem otrzymałby powołanie do kadry od selekcjonera Stephane'a Antigi.

Za to miejsce w podstawowym składzie stracił rewelacyjny debiutant 18-letni Artur Szalpuk.

- Powoli ściągamy parasol ochronny. Zaczynamy wymagać od niego więcej, bo zdążył rozeznać się w PlusLidze. Prowadzenie tego chłopka jest ciekawe. Z Transferem bardzo nam pomógł jako rezerwowy. Może zaszkodziło mu to, że zaczęło się o nim mówić jako przyszłości polskiej siatkówki. Daliśmy mu więcej oddechu. To jeszcze młody człowiek, który dopiero w tym roku będzie zdawał maturę. Życzyłbym sobie takich warunków jak w Radomiu, gdzie z młodymi zawodnikami podpisywane są długoterminowe kontrakty i mogą być stopniowo wprowadzani do drużyny.

Przed wami mecz ze Skrą, która ostatnio rozjeżdża rywali jak walec.

- Mimo to postaramy się o psikusa. O ile dobrze pamiętam, Skra wygrała 18 setów z rzędu. Są mocni, grają ciekawą siatkówkę, bo mają odpowiednich wykonawców. Najważniejsze, że to my czujemy się coraz lepiej. Szkoda tylko, że powoli kończy się pierwsza runda sezonu i na kadrę będą musieli wyjechać Szalpuk i Zatko. Przygotowania znowu nam się posypią. Mam nadzieję, że runda rewanżowa będzie lepsza. Choćby dlatego, że więcej meczów będziemy grali u siebie.



PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały