Sport.pl

Artur Szalpuk: W Politechnice cieszę się siatkówką i pokonuję demony [ROZMOWA]

- Ciężko jest zbudować zespół z samych młodych ludzi, którzy dopiero chcą się pokazać. A nam się udaje - mówi przyjmujący Politechniki Warszawskiej Artur Szalpuk.


W sobotę stołeczni siatkarze rozegrali drugi mecz sezonu PlusLigi i po raz drugi wygrali po emocjonującej końcówce. W Arenie Ursynów pokonali Effectora Kielce 3:2, mimo że decydującego seta zaczęli od pięciu straconych punktów. Jednym z bohaterów spotkania był 19-letni Artur Szalpuk, który w Warszawie rozpoczął swój drugi rok profesjonalnej gry.

Piotr Wesołowicz: Rok temu o tej samej porze również graliście z Effectorem. Wygraliście 3:0, a ty, jako debiutant, zostałeś MVP meczu. Co zmieniło się przez te dwanaście miesięcy?

Artur Szalpuk: Dojrzałem, chyba przede wszystkim mentalnie. Przez ostatni rok sporo pracowałem nad psychiką i czuję, że zrobiłem postęp, choć wiem, że jest jeszcze dużo do zrobienia. Wszystko idzie jednak w dobrym kierunku i bardzo się z tego cieszę. A siatkarsko? Uważam, że też mocno się rozwinąłem, ale akurat sportowo trzeba szkolić się i doskonalić cały czas.

W zeszłym sezonie po kilku nieudanych akcjach potrafiłeś łatwo i szybko się zniechęcić, trener Bednaruk nazywał cię nawet, z sympatią, "zbitym pieskiem". To nad tym podejściem pracowaliście przez ten rok najmocniej?

- Trener nie raz zwracał mi na to uwagę i sporo o tym rozmawialiśmy. Wiem, że Kuba mocno mnie po tym względem pilnuje, a mi wtedy też jest mi łatwiej pokonywać własne demony. Za to jestem wdzięczny.

To było widać w sobotnim meczu. Zacząłeś źle, od kilku nieudanych ataków, irytowałeś się. Ale w końcówce wziąłeś się w garść i dałeś drużynie impuls.

- Na boisku jestem bardzo emocjonalny i czasami nad tym nie panuję. Nie znam siatkarza, który od czasu do czasu pod nosem nie poprzeklina, nie wykrzyczy złości. A w końcówce starałem się pomóc drużynie i jakoś ją ze sobą pociągnąć. Najważniejsze, że się udało.

Trener Bednaruk cieszył się po meczu, że to właśnie ty rozegrałeś w końcówce najważniejsze akcje.

- Przy meczowej piłce uzgodniłem z "Sacharem" (Mateuszem Sacharewiczem - red.) jak rozegrać ostatnią zagrywkę. Udało się tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Ale nie mam zamiaru robić z siebie bohatera i twierdzić, że to ja taktycznie rozgryzłem rywala. Nic z tych rzeczy. Po prostu w niektórych momentach starałem się dać z siebie więcej i jeszcze mocniej pomóc drużynie.

To był w ogóle nietypowy mecz - pierwszego seta oddaliście niemal bez walki, później też było różnie, a w tie-breaku zwycięstwo niemal wyrwaliście.

- Rzeczywiście, był dziwny. Myślę, że niezbyt przyjemny dla oka i ciężki do oglądania dla kibiców. Na pewno był w nim spory ładunek emocjonalny, ale jakichś siatkarskich fajerwerków ciężko się było dopatrzyć. Trener gości mówił po meczu, że jego zespół powinien wygrać 3:1 i wrócić z trzema punktami, i trudno się z nim nie zgodzić. Tymczasem wrócił z jednym, i to po przegranym tie-breaku. Osobiście zamierzam jak najszybciej wymazać to spotkanie z pamięci.

Dlaczego? Wygraliście drugi raz z rzędu po dramatycznej walce w piątym secie.

- Oczywiście, cieszę się, że grając bardzo słabo potrafiliśmy zdobyć dwa punkty i zwyciężyć, ale o takiej grze, jaką zaprezentowaliśmy, trzeba jak najszybciej zapomnieć i wziąć się w garść.

Trener Bednaruk przyznał, że wobec możliwości, jakie miałeś przed sezonem, twoje pozostanie w klubie zaskoczyło go, było dla niego niespodzianką. Dlaczego zostałeś w Warszawie?

- W momencie, w którym podpisywałem kontrakt, ogłoszony był nowy sponsor, zapowiadało się, a najlepsi zawodnicy zostaną w drużynie. Poza tym w Politechnice mam świetnego trenera i dużo okazji do gry, a zawsze podkreślam, że dla mnie najważniejsze są właśnie regularne występy. Sponsor się jednak wycofał, a zespół została zbudowana na bazie bardzo młodych zawodników, odeszli doświadczeni gracze, np. Marcin Nowak, choć w pełni go rozumiem i nie mam do niego pretensji. Przecież nie usiądę i nie rozpłaczę się dlatego, że klub ma kłopoty. Okazało się, że ta nowa Politechnika też ma charakter, wspólnie napędzamy się do pracy. Mam nadzieję, że będzie tak dalej.

Wiedziałeś o ofertach z innych klubów, czy odciąłeś się od tego zamieszania?

- Wiedziałem, oczywiście. Rozmawiałem z trzema innymi klubami. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że w ogóle będą dla mnie jakieś oferty. Tymczasem zgłosiły się trzy-cztery kluby, dla 19-latka to naprawdę duża sprawa... Ja jednak nie do końca wiedziałem, jaką podjąć decyzję, jakie wyjście jest dla mnie najlepsze. Nie wiedziałem, czego tak naprawdę chcę. Można powiedzieć, że byłem trochę zagubiony. Wtedy bardzo pomógł mi mój tata. Wspólnie postanowiliśmy, że jeszcze przez rok powinienem zostać w Politechnice, podszkolić się, pograć, nabrać doświadczenia. Uznaliśmy, że tak będzie dla mnie najlepiej.

Politechnika ma swoje zalety, ale i wady. Pustawe trybuny, pusta klubowa kasa...

- O klubowej kasie wypowiadał się nie będę, bo to nie moja sprawa. A pusta hala? Ja jestem wdzięczny tym, którzy pojawiają się w Arenie Ursynów na naszych meczach. Na ostatnim widzów było prawie tysiąc, a ludzie nas wspierali i głośno dopingowali. Niech przychodzi nawet tysiąc, ważne, by cieszyło ich to, jak ta banda 19-latków gra.

Dodaje ci pewności fakt, że masz w drużynie niemal samych rówieśników, kolegów z młodzieżowej kadry?

- To nie jest kwestia pewności siebie. Nie wywyższam się, że spędziłem w tej drużynie już rok, a oni są tu nowi. Osobiście czułbym się jednak pewniej mając obok siebie kilku starszych kolegów. Wiadomo, że bardziej doświadczony zawodnik więcej może pomóc, podpowiedzieć. Tymczasem u nas w drużynie 19-latek musi wspierać 19-latka. Na szczęście jakoś nam to wychodzi. Wiadomo jednak, że gdyby Olek Śliwka dostawałby piłki od Maćka Pawlińskiego, który był z nami w zeszłym roku, to byłoby mu dużo łatwiej. Tak samo łatwiej byłoby mnie, bo dobrze nam się w zeszłym roku z Maćkiem współpracowało. Tymczasem u nas grają nastolatkowie, rówieśnicy... W sumie, też fajna sprawa. Ciężko jest zbudować zespół z samych młodych ludzi, którzy dopiero chcą się pokazać. A nam póki co jakoś się udaje.

Jak współpracuje ci się z nowym rozgrywającym Piotrem Lipińskim?

- To najbardziej doświadczony zawodnik w składzie. Gramy razem dopiero miesiąc i cały czas się docieramy. W zeszłym sezonie z Jurijem Zatko zajęło nam to trochę czasu, ale w końcu wypaliło. Z Piotrkiem jesteśmy na dobrej drodze. Dogadujemy się coraz lepiej.

A jak z twoim zdrowiem? Przez kontuzję nie pojechałeś na mistrzostwa Europy juniorów.

- Tydzień temu miałem USG brzucha i wyszło, że naderwane mięśnie są już zaleczone. Od czasu do czasu odczuwam jeszcze lekki dyskomfort, ale oprócz tego jestem już w pełni zdrów.

Jakie masz oczekiwania wobec siebie na najbliższy rok?

- Jak najwięcej grać, poprawić przyjęcie i inne elementy siatkarskie, cieszyć się siatkówką i wygrywać najwięcej, na ile to będzie możliwe. Ale bez niepotrzebnej presji, by na przykład za wszelką cenę awansować do play-off. To nie jest nasz cel, bo na papierze nie jesteśmy jeszcze na tyle mocni.

Dyskutuj z autorem na Twitterze

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 PROJEKT Warszawa 14 15:4 5 0
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 12 12:2 4 0
3 PGE Skra Bełchatów 12 14:7 4 1
4 Aluron Virtu CMC Zawiercie 12 15:11 4 2
5 Jastrzębski Węgiel 12 12:9 4 3
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 13:8 4 1
7 Cerrad Czarni Radom 9 12:9 3 2
8 Trefl Gdańsk 8 10:6 3 1
9 Asseco Resovia 7 10:13 2 4
10 GKS Katowice 6 11:14 1 4
11 Cuprum Lubin 5 10:16 2 4
12 MKS Ślepsk Suwałki 3 5:10 1 3
13 BKS Visła Bydgoszcz 1 3:18 0 6
14 MKS Będzin 0 3:18 0 6

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały