Siatkówka. Andrzej Wrona: wreszcie zagram w domu

Mariusz Wlazły, Andrzej Wrona i Michał Winiarski

Mariusz Wlazły, Andrzej Wrona i Michał Winiarski (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

- Mój dziadek walczył w Powstaniu Warszawskim, czuję się warszawiakiem z krwi i kości, cieszę się, że już nie będę musiał pokonywać wielu kilometrów, by przyjeżdżać do Warszawy po meczach - mówi Andrzej Wrona, warszawiak, który po latach spędzonych w obcych klubach zagra w AZS-ie Politechnice. Utytułowaną Skrę Bełchatów środkowy opuszcza, by u trenera Jakuba Bednaruka zbudować sobie taką pozycję, która pozwoli mu wrócić do gry w reprezentacji Polski




Wielka siatkówka w Warszawie! Transfer mistrza świata. Sport.pl partnerem medialnym AZS-u Politechniki

Łukasz Jachimiak: Kupiłeś już karnet na Legię?

Andrzej Wrona: Mam dożywotni karnet, dostaliśmy takie z Karolem Kłosem po tym, jak zdobyliśmy mistrzostwo świata.

Przenosisz się ze Skry do Politechniki po to, by więcej grać, ale na pewno jest więcej plusów przeprowadzki z Bełchatowa do Warszawy?

- Najpierw będę musiał sobie wywalczyć miejsce w "szóstce" Politechniki, ale jasne, że zamysł był taki, żebym więcej grał. Chcę wrócić do reprezentacji, a siedząc na ławce byłoby o to trudno. Pojawiła się dla mnie fajna oferta, kluby się dogadały, dzięki czemu będę w domu, u siebie. Jestem z Warszawy, a nigdy jeszcze w niej profesjonalnie w siatkówkę nie grałem. Od razu po liceum wyjechałem do Częstochowy, potem do Bydgoszczy, a później do Bełchatowa. Teraz po dziewięciu latach wrócę do domu i po raz pierwszy będę w nim grał. To ważne, bo tu mam całą rodzinę, znajomych, bliskich. Plusem jest też nowy, ciekawy projekt, jaki powstaje w Politechnice. Wiadomo, że będziemy walczyć o inne cele niż Skra, ale bardzo się cieszę, że w tym sezonie będę w Politechnice z trenerem Bednarukiem.

Jakub Bednaruk i Paweł Zagumny to dwie mocne postaci, które przyciągnęły Ciebie do klubu? To chyba tacy ludzie, do których charakterologicznie będziesz pasował?

- Nie ukrywam, że rozmawiałem długo i z "Gumą", i z Kubą Bednarukiem. Oni mnie przekonali, żebym przyszedł do Politechniki. Podoba mi się jak trener prowadzi drużynę, obserwuję go już od kilku lat, kiedyś nawet żartowaliśmy, że może kiedyś będziemy razem pracować, a teraz to się stanie. Z tego się cieszę. A "Guma"? O nim chyba nie ma potrzeby wiele mówić. Miałem okazję grać z nim w reprezentacji przez jeden sezon - przed mistrzostwami świata i w mistrzostwach świata. Teraz rozegramy razem cały sezon klubowy, z czego się bardzo cieszę. Nie wiem jak tam "Guma" planuje, ale pewnie do rozegrania już mu nie zostało wiele sezonów, więc fajnie, że jeszcze się załapałem na bycie z nim w jednej drużynie.

Bednaruk, Zagumny i ludzie z klubu powiedzieli Ci, że o jakie cele będziecie grać? Walkę o medale raczej trudno Wam wróżyć.

- Ciężko mi powiedzieć, bo jeszcze nie mieliśmy pierwszego spotkania i żadne cele nie zostały postawione.

Ale mówiłeś, że Bednaruk i Zagumny Cię przekonali.

- Innymi rzeczami. A cele? Trzeba być realistą, trudno będzie walczyć o mistrzostwo Polski. Myślę, że w każdym meczu będziemy walczyć o zwycięstwo i zobaczymy, jak wysoko pozwoli nam się to wspiąć. W większości meczów nie będziemy faworytami, ale każdy niespodziewany sukces będzie nas cieszył.

Rozkochanej w siatkówce publiki w Warszawie nie ma, walki o najwyższe pozycje też nie, więc co konkretnie przyciągnęło Cię do Politechniki?

- Jak przyjeżdżaliśmy ze Skrą, to zawsze Torwar się wypełniał. A myślę, że pozyskanie mojej osoby jest i po to, żeby ściągnąć ludzi na halę. I to nie tylko na mecze z trzema najlepszymi klubami. Tu jest do zrealizowania fajny projekt marketingowy. Ale oczywiście najważniejsze dla mnie były i zawsze będą względy sportowe. Lubię grać w siatkówkę i chcę grać. Treningi dają dużo, ale nie zastąpią meczów. Ich trzeba mieć rozegranych jak najwięcej.

Projekt Kłos vs Wrona będzie miał wkrótce jakąś konkurencję?

- Nie widzę przeszkód, żeby ciągnąć dalej projekt z Karolem Kłosem. Zwłaszcza że teraz już naprawdę będziemy rywalizować, również na boisku. Planu nowych działań marketingowych jeszcze dobrze nie poznałem, ale wiem, że mam mieć wpływ na to, jak wszystko w klubie będzie pod tym względem wyglądało. Trochę doświadczenia z różnych akcji mam, może coś fajnego uda się stworzyć.

Na początek kawa na "Patelni" dzień po ogłoszeniu transferu, wzorem prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie będę papugował po prezydencie, ale na pewno sporo fajnych rzeczy zrobię i z klubem, i sam. Wkrótce w Warszawie zrobimy fajną akcję dla Fundacji Herosi. Jeszcze o szczegółach nie mogę mówić.

Domyślam się, że to będzie akcja nie tylko środowiska siatkarskiego, bo widzę, że coraz częściej angażują się ludzie spoza dyscypliny.

- Tak, werbujemy jak najwięcej osób, żeby pomagać. Obok sportowych celów zawsze stawiałem sobie i taki, żeby coś dobrego dać od siebie, żeby coś robić dla innych.

Wrócę do kawy, bo pamiętam, że z nią i z biletami na mecze reprezentacji Ty i Karol Kłos wychodziliście do kibiców. Z różnych Twoich działań pozaboiskowych jakie najlepiej wspominasz?

- Dużo tego było, trudno wybrać jedną, najlepszą rzecz. Takie spontaniczne spotkania z kibicami są bardzo fajne, ale najbardziej lubię akcje z "Herosami". Jazda konna z dzieciakami, pojeżdżenie samochodem driftowym na lotnisku w Bemowie - takie rzeczy zapadają w pamięć, bo są wzruszające. Najbardziej lubię te akcje, które pozwalają zobaczyć radość dzieci.

Wróćmy na boisko - trener reprezentacji Polski Stephane Antiga wiedział, że przenosisz się do Politechniki, radziłeś się go przed podjęciem decyzji?

- Pewnie wiedział, bo na kadrze ciężko ukryć transferowe plotki. Ale ja z nim nie rozmawiałem.

Z Philippem Blainem też nie?

- Z Philippem [asystent Antigi w kadrze, w PlusLidze trener Skry] rozmawiałem tylko pod koniec sezonu, wiedział, że chcę grać jak najwięcej, wiedział, o co mi chodzi.

Jesteś warszawiakiem z dziada pradziada?

- Tak, mój dziadek walczył w Powstaniu Warszawskim, jak byłem dzieckiem, to zawsze w niedzielę byłem z nim na każdej uroczystej zmianie warty na Placu Piłsudskiego, wszystkie święta narodowe z dziadkiem spędzałem na Placu Piłsudskiego, jeździliśmy po wszystkich możliwych muzeach warszawskich. Czuję się warszawiakiem z krwi i kości. Lubię to miasto, lubię tu wracać, tu najlepiej odpoczywam. Cieszę się, że już nie będę musiał pokonywać wielu kilometrów, bo od lat co tydzień po meczach do Warszawy przyjeżdżałem. Jestem z tym miastem związany od pokoleń.

Masz swoje ulubione miejsce, swoją dzielnicę?

- Dzięki temu, że dużo czasu spędzałem u dziadków, to najbliższe są mi Śródmieście i Ogród Saski z Grobem Nieznanego Żołnierza. To miejsce wzbudza we mnie najwięcej wspomnień. Ale tak naprawdę Warszawa jest tak ogromna i ma tyle pięknym miejsc, że roku by nie starczyło, żeby wszystkie odwiedzić. A cały czas powstają nowe świetne miejsca, co mnie bardzo cieszy.

39 niezwykłych sportowych ciekawostek! [KLIKNIJ]