Piłka ręczna. Agrykola w półfinale mistrzostw Polski juniorów

Szczypiorniści Agrykoli Warszawa awansowali do strefy medalowej mistrzostw Polski juniorów. W trzecim dniu turnieju rozgrywanego w Szczecinie zespół ze stolicy pokonał Anilanę Łódź 33:29, a Wisła Płock wygrała z miejscowym Kusym 32:23. Dzięki tym rezultatom w półfinałach zagrają obie drużyny z Mazowsza. - Dla nas to megasukces - cieszy się trener Agrykoli, Robert Bliszczyk
19-latkowie z Agrykoli nie uchodzili za kandydata do walki o medale, a jednak mogą być pierwszym od 2005 roku (brąz zdobyła wówczas Warszawianka) zespołem ze stolicy, który zdobędzie krążek mistrzostw kraju w tej kategorii wiekowej. Obok Wisły z grupy N do półfinału miał awansować Kusy. Po zwycięstwie zespołu Bliszczyka nad Anilaną szczecinianie stanęli przed trudnym zadaniem, jakim było pokonanie "nafciarzy". To zadanie okazało się dla gospodarzy zbyt trudne.

- To, co przeżyłem podczas naszego meczu mi wystarczyło. Dlatego spotkania Wisły z Kusym nie oglądałem. W tym czasie zwiedzałem szczecińską starówkę, a z hali dostawałem sms-y - opowiada Bliszczyk.

Wiadomości, jakie docierały do szkoleniowca Agrykoli były dla niego świetne, bo Wisła nie dała Kusemu najmniejszych szans. Płocczanie wygrali 32:23. - Zachowali się jak prawdziwi sportowcy, nie kalkulowali, tylko wygrali, czym sobie zapewnili pierwsze miejsce w grupie, a nam pomogli dostać się do strefy medalowej. Fajnie, że Mazowsze jest najlepsze w Polsce. A my, choć już osiągnęliśmy megasukces, nie zamierzamy spocząć na laurach - mówi Bliszczyk.

W środę trener Agrykoli stracił sporo nerwów, bo jego podopieczni z Anilaną nie grali najlepiej. - Chłopcy wyszli z dużych tarapatów. W pierwszej połowie przegrywaliśmy już nawet pięcioma bramkami. W przerwie musieliśmy po męsku porozmawiać, bo zawodnicy za bardzo chcieli, ale mieli problem z głowami, spalali się pod względem rzutowym. Niestety, na co dzień trenujemy w halach, w których nie możemy używać kleju, do dyspozycji mamy inne piłki niż te, którymi gra się na turniejach. Kiedy przychodzą mecze o dużą stawkę i pojawiają się nerwy, takie różnice mają znaczenie. Ale nie ma co się tłumaczyć. Fajnie, że dobra, mocna wymiana zdań poskutkowała i ostateczny efekt jest świetny - relacjonuje Bliszczyk.

O wielki finał Agrykola zagra w piątek (godz. 16.00) ze zwycięzcą grupy M, zespołem KSPR Końskie. Drużyna spod Kielc wygrała wszystkie trzy mecze, wypracowując w nich imponujący bilans 36 bramek na plusie.

- W środę Wisła pograła dla nas, więc teraz my będziemy się starali zagrać tak, żeby znów się z nią zmierzyć, a jeśli nie damy rady, to chociaż zrobimy wszystko, żeby zmęczyć jej potencjalnego rywala. Końskie i Płock są tu najlepsze. Ale moi chłopcy wiedzą o co grają i dopóki będą mogli, na pewno będą walczyli - obiecuje Bliszczyk.

Więcej o: