Sport.pl

Niezwykła (piłkarska) przygoda Macieja Tataja, najlepszego piłkarza Dolcanu

Wielkiej kariery nie zrobił, bo "piłka to tylko przygoda". Pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w XXVII LO imienia Tadeusza Czackiego w Warszawie, w wolnym czasie... strzelał gole. Dużo goli.
Trzy razy był królem strzelców - piątej, czwartej i trzeciej ligi. Wreszcie zgłosiła się po niego Polonia Warszawa, więc marzenia o grze w Ekstraklasie zostały spełnione. I choć Maciej Tataj polskiej ligi nie podbił, jest zadowolony ze swoich dotychczasowych dokonań.

- Jak zaczynałem w Agrykoli w wieku 10 czy 11 lat, to marzyłem o Legii, do której dzieliła mnie ulica. Niestety, nikt z Łazienkowskiej się po mnie nie zgłosił. A szkoda. Czytam, jak kluby biorą młodego napastnika, który strzelił w młodzieżowych rozgrywkach 20 czy 30 bramek. Ja strzelałem blisko 40 - mówił w 2009 roku Tataj. Napastnik Dolcanu jest kolejną "ofiarą polskiego skautingu". Podobnie jak Grzegorz Piechna czy Sylwester Patejuk zbyt długo grał w niższych ligach i choć wyróżniał się niewiarygodną wręcz skutecznością, późno otrzymał szansę gry w najwyższej klasie rozgrywkowej.

W czerwcu 2006 roku do Tataja zadzwonił trener Polonii Warszawa, Andrzej Wiśniewski i zaproponował mu grę w jednym ze sparingów Czarnych Koszul. Piłkarz zaprezentował się na tyle dobrze, że jako jedyny z testowanych zawodników wyjechał z Polonią na obóz przygotowawczy.

O Tataju mówili, że jest prawdziwym killerem, lisem pola karnego, który potrafi wykorzystać niemal każdą sytuację bramkową. Mając 19 lat, jako gracz Okęcia Warszawa, zdobył koronę króla strzelców piątej ligi. Rok później również był najlepszym strzelcem rozgrywek. Przed sezonem 2004/05 przeszedł do Mazowsza Grójec. Próbkę swoich możliwości zaprezentował w 4. kolejce sezonu - Mazowsze przegrywało Legionovią Legionowo 0:4, ale Tataj w przeciągu czterech minut strzelił hat-tricka i zapewnił swojemu zespołowi remis 4:4.

Był królem strzelców piątej, czwartej i trzeciej klasy rozgrywkowej. Potrafił zdobyć dwa hat-tricki w sześć dni. Działo się to w sezonie kiedy gracz awansował z Dolcanem do pierwszej ligi. W zespole z Ząbek grał raptem trzy miesiące, ale udało mu się strzelił 19 goli w 14 spotkaniach.

Gdy trafił do Polonii nie miał łatwo. Na początku grał sporo, zdobył sześć bramek w rundzie jesiennej sezonu 2006/ 07 - więcej niż Jacek Kosmalski - zawodnik, który rozegrał ponad 100 spotkań w barwach Czarnych Koszul. Później, gdy Polonia spadła do ówczesnej drugiej ligi, zmienił się trener, zmieniła koncepcja. Grał mało, a Kosmalski został najlepszym strzelcem drugiej ligi. Tataj nie strzelał goli, bo trudno było strzelać, jeżeli siedziało się na ławce rezerwowych, a trener wpuszczał go dopiero w końcówkach spotkań.

Do Ekstraklasy wrócił na początku stycznia 2010 roku. Trener Marcin Sasal, z którym współpracował w Ząbkach, sprowadził go do Korony Kielce. Miał być następcą Grzegorza Piechny, który w barwach zespołu z Kielc strzelił 50 goli w 73 meczach. Z początku Tatajowi nie wiodło się w Kielcach najlepiej, ale wysoka forma przyszła w najbardziej oczekiwanym momencie. Dzięki jego 4 golom strzelonym w dwóch ostatnich meczach, Korona nieoczekiwanie wskoczyła na szóste miejsce w lidze. Działacze uśmiechali się na myśl, że piłkarz sprowadzony za około 100 tysięcy złotych zapewnił klubowi spory awans w stawce i 2,2 miliona złotych premii od Canal Plus (przyznawaną na koniec sezonu). - Były okresy zwątpienia. Trafiłem na ławkę, potem grałem ogony. Ale końcówkę miałem już naprawdę dobrą - wspomina piłkarz.

Z Korony odszedł w 2011. Powrócił do Ząbek, gdzie znów strzela jak na zawołanie. W obecnym sezonie Tataj trafił 14 razy, jest trzeci w klasyfikacji strzelców I ligi. Jego gole w meczach przeciwko Pogoni Szczecin i Termalice Bruk-Bet Nieciesza przybliżyły Dolcan do utrzymania się w lidze. - Bardzo się cieszę, że trener Podoliński, gdy byłem w słabszej formie cały czas wierzył w moje umiejętności i wiedział, że w końcu pomogę zespołowi. To było dla mnie bardzo ważne - mówił niedawno Tataj.

Możliwe, że po zakończeniu obecnego sezonu Tataj wróci do Korony, z której jest wypożyczony. A co po zakończeniu kariery? - Po przygodzie z piłką - bo karierę to miał Zidane - wiążę swoją przyszłość z pracą trenera. Być może wrócę do zawodu nauczyciela - mówi z uśmiechem piłkarz, który w latach gdy grał jeszcze niższych ligach, uczył wychowania fizycznego w XXVII LO imienia Tadeusza Czackiego w Warszawie. Najważniejsze, że Tataj stąpa po ziemi ze świadomością dobrze wykonanej pracy. Choć nie podbił Ekstraklasy, czuje się piłkarzem spełnionym.

Więcej o: