Sport.pl

Wojciech Kamiński o koszykówce w Warszawie: Nie ma piramidy, hali i ludzi

- W Warszawie jest za mało ludzi związanych z miastem, którzy chcieliby budować tutaj jeden silny klub. Ja też jestem spoza stolicy, ale widzę, że wiele osób, które próbują coś tutaj tworzyć, uciekają, jak kończą się pieniądze lub traktują działalność w Warszawie jako etap w karierze - mówi Wojciech Kamiński, były trener Polonii, brązowy medalista z lat 2004-05, obecnie trener Polpharmy.
10 lat temu Polonia, Legia i klub z Pruszkowa grały w ekstraklasie, w latach 2004-05 "Czarne Koszule" zdobywały brązowe medale. Ale już rok temu Polonia nie została dopuszczona do rozgrywek za długim, a Politechnika ostatni sezon ledwie dograła do końca. Widoki na poprawę sytuacji są mizerne. Dlaczego Warszawa nie ma koszykówki na poziomie? Mówi Wojciech Kamiński:

- Trenerów w Warszawie jest dużo, możliwości do prowadzenia zajęć też. Sale, w których można trenować dzieci, są, hala Koło też jest idealnym obiektem treningowym dla ligowej drużyny. Nie ma jednak hali do gry, tutaj infrastruktura kuleje. Za wynajęcie Torwaru na mecz i treningi przed nim płaci się kilkadziesiąt tysięcy złotych, co jest kwotą ogromną. A jeśli nie ma jednego, ładnego ośrodka na poziomie, w którym warszawiacy będą mogli zobaczyć niezłe, nie tylko sportowe widowsko, to nie będą przychodzić wcale. W Warszawie jest wystarczająco dużo innych atrakcji.

- Szkolenie jest na solidnym poziomie, ale nie ma piramidy, w której podstawą byłyby drużyny szkolne, środkiem kluby dzielnicowe lub młodzieżowe, a szczytem ligowy zespół. Najlepsi z najlepszych powinni grać w ekstraklasie, ja nie wierzę, że w dwumilionowym mieście nie można wyszkolić 10 porządnych koszykarzy w każdym roczniku.

- Trzeba także budować relacje - dzieciaki, młodzież, która będzie trenować klubach, muszą wynosić z zajęć na tyle pozytywne wrażenia, by potem - nawet jak już grać nie będą - przychodzić na mecze z rodzinami.

- W Warszawie jest za mało ludzi związanych z miastem, którzy chcieliby budować tutaj jeden silny klub. Ja też jestem spoza stolicy, ale widzę, że wiele osób, które próbują coś tutaj tworzyć, uciekają, jak kończą się pieniądze lub traktują działalność w Warszawie jako etap w karierze. Nie wiem, czy to się zmieni. Może następne pokolenie będzie bardziej związane z miastem lub choćby aglomeracją?

- Ile potrzeba na budowę klubu, który walczyłby o medale i budowałby podstawę, relacje z młodzieżą? Myślę, że 4 mln złotych. Bez medalowych gwarancji, ale z poważnymi widokami na nie.

Jakie jest Twoje zdanie? Dlaczego w Warszawie nie ma koszykówki na poziomie? Czego, jako kibic, oczekujesz od klubów? Komentuj, dyskutuj, pisz na adres wawasport@agora.pl.

Więcej o: