Sport.pl

Powstaje koszykarska Przyszłość w Zielonce. Trzecioligową drużynę ma trenować Michael Ansley

- To także projekt skierowany do młodzieży. W Polsce jest wielu utalentowanych dzieciaków, a ja chcę im pokazać drogę do koszykówki i nauczyć ich podstaw - mówi były gracz NBA Michael Ansley, 45-letni Amerykanin zadomowiony w Polsce, który będzie trenerem powstającego właśnie klubu Przyszłość w podwarszawskiej Zielonce.
Kilkunastotysięczne miasto nie ma koszykarskich tradycji - jeśli ktoś miał talent, to na treningi przenosił się do lepszego pod tym względem Wołomina. Jedyny ślad w krajowej koszykówce to pseudonim Marcina Dutkiewicza, skrzydłowego grającego w ekstraklasie, który dorastał właśnie w Zielonce, a na treningach Polonii został z tego względu nazwany "Zielonym".

Teraz Zielonka będzie miała swój zespół - UKS Przyszłość. Oraz trenera, który jako zawodnik grał w NCAA, NBA, czołowych ligach Europy, a od 2000 roku - w Polsce, m.in. w Polonii Warszawa. Po zakończeniu kariery w 2010 roku Ansley, który ożenił się z Polką, ma kartę stałego pobytu i stara się o polskie obywatelstwo, dopóki pozwalały mu kolana, grał w amatorskiej WNBA w Smakach Podkarpacia, a potem prowadził zespół KS Tęcza, z którym ostatnio zdobył mistrzostwo.

- Bycie trenerem to dla mnie coś naturalnego - mówi Warszawa.sport.pl Ansley, który ukończył kursy pozwalające mu na trenowanie zespołów ligowych. - W ostatnich latach regularnie uczestniczyłem w klinikach organizowanych przez PZKosz, a wcześniej grałem przecież przez wiele lat u świetnych trenerów w wielu ligach do NCAA i NBA począwszy - mówi Amerykanin, który w latach 1989-92 w Orlando Magic, Philadelphia 76ers i Charlotte Hornets rozegrał 149 meczów i zdobywał w nich średnio po 6,9 punktu i 4,2 zbiórki.

Ansley, bardzo otwarty i kontaktowy człowiek, zgodził się ze śmiechem, by - na wzór słynnego Coacha K, czyli Mike'a Krzyzewskiego - nazywać go Coach A, a o swojej trenerskiej filozofii mówi tak: - Ja chcę uczyć dzieci podstaw koszykówki. Ten sport ewoluuje, nie jest już tak, że wystarczy być wysokim i ciężkim jak ja [Ansley mierzy 206 cm, zawsze ważył grubo ponad 100 kg], by grać w NBA. Liczą się gracze zwinni, dynamiczni, sprytni i wyszkoleni technicznie. W Polsce jest wielu utalentowanych dzieciaków, a ja chcę im pokazać drogę do koszykówki.

Tomasz Sobiech, który wspólnie z Ansley'em tworzy Przyszłość, a także współpracuje z Amerykaninem w serwisie 2takty.com, wyjaśnia, że projekt jest na etapie rejestrowania stowarzyszenia. - Chcemy w tym roku zagrać w mazowieckiej trzeciej lidze, ale też stworzyć dwie grupy młodzieżowe dla, powiedzmy, 11-12 latków i jedną o kilka lat starszą. Na razie bez zgłaszania ich do rozgrywek, tylko do trenowania z Mike'em.

Kto będzie grał w Przyszłości? Na pewno nie Ansley. - To będą gracze znani z warszawskich boisk, drużyn, lig, ale nie weterani, bo chcemy, żeby Przyszłość, jak nazwa wskazuje, była nastawiona na rozwój, a nie emeryturę - mówi Sobiech. - Na razie problemem jest dla nas hala, bo o ile z rozgrywaniem meczów w Zielonce problemów nie będzie, to ze znalezieniem sali do treningów jest problem. Szukamy też sponsorów - dodaje.

W mazowieckiej trzeciej lidze, czyli, de facto, czwartym i najniższym poziomem rozgrywek seniorskich, ma zagrać w tym sezonie 12 zespołów.

Więcej o: