Jak "Big Majk" Ansley koszykarską Przyszłość prowadzi [ZDJĘCIA]

- Rozmawiamy po angielsku, choć Mike czasem rozpędza się i mówi slangiem, co dla nas, ludzi, którzy uczyli się "szkolnego" angielskiego, może być problemem. Z drugiej strony czasem sama gestykulacja trenera wystarczy, by zrozumieć, o co mu chodzi - śmieje się Wojciech Dulnik, koszykarz trzecioligowej Przyszłości Zielonka, której trenerem jest Michael Ansley - zadomowiony w Polsce były gracz NBA.
45-letni Ansley w Polsce przebywa od 2000 roku i dla większości kibiców jest po prostu "Big Majkiem", który bawił siebie i ich grając w Sopocie, Krakowie, Zgorzelcu, Ostrowie Wlkp., Kwidzynie, Warszawie i Inowrocławiu. O jego przeszłości w NBA, 149 meczów w klubach z Orlando, Filadelfii i Charlotte na przełomie lat 80. i 90., się pamięta, ale ta część życiorysu Ansley'a kibicom spowszedniała.

O ile jednak gracz z przeszłością w NBA w Polsce już wrażenia nie robi, to jednak były koszykarz tej ligi w roli trenera właśnie powstałego klubu w trzeciej lidze wygląda egzotycznie. Ansley, który w minionych latach prowadził drużyny w Warszawskim Nurcie Basketu Amatorskiego, a ostatnio w licealnej Lidze Wiatrów, teraz trenuje Przyszłość w rozgrywkach prowadzonych przez WOZKosz.

W dwóch pierwszych kolejkach mazowieckiej grupy trzeciej ligi zespół z Zielonki odniósł dwa zwycięstwa - najpierw pokonał na wyjeździe GKK Grodzisk 90:53, a potem wygrał z Mazowszem Grójec 81:67. Najstarszy w zespole jest 29-letni Michał Hausner, który zdobył 20 punktów w meczu z Mazowszem, a najmłodszy 18-letni Bartosz Gutkowski, czołowy gracz warszawskiej Ligi Wiatrów.

Jak zawodnicy oceniają trenera Ansley'a? - Mike ma typowo amerykańskie podejście - na treningach jest wyluzowany, wesoły. U polskich trenerów atmosfera jest bardziej napięta, trenowanie u Mike'a jest zupełnie inne - mówi Hausner, który grał m.in. w uczelnianej drużynie Politechniki. - Trener chce wygrywać wszystkie mecze, to widać podczas meczów, ale na zajęciach jest bardziej wyluzowany, podkreśla, że musimy się dobrze bawić.

- Mike tłumaczy nam zagrywki, jak się mylimy, to uspokaja, nie gani, nie krzyczy. Jest cierpliwy i uważa, że z czasem wszystko opanujemy - dodaje Hausner. - Rozmawiamy tylko po angielsku, zdecydowana większość dobrze go rozumie. A jak ktoś ma problem, to tłumaczymy.

Wojciech Dulnik, 20-letni syn znanej koszykarki Katarzyny Dulnik, precyzuje: - Rozmawiamy po angielsku, choć Mike czasem rozpędza się i mówi slangiem, co dla nas, którzy uczyli się "szkolnego" angielskiego, może być problemem. Z drugiej strony czasem sama gestykulacja trenera wystarczy, by zrozumieć, o co mu chodzi.

Czy zawodnicy odczuwają to, że trenuje ich były gracz NBA? - To widać chyba tylko po tym, czego nas uczy - zastanawia się Hausner. - Dużo pick and rolli, dużo gry jeden na jednego oraz do środka i na zewnątrz. Nie zmusza nas do dogrywania zagrywek do końca, mówi, że jak jest pozycja, to trzeba rzucać. No i nie lubi strefy - zauważa koszykarz Przyszłości.

- To, że grał w NBA zauważamy wtedy, kiedy tłumaczy nam, jak ważne jest pokonywanie barier mentalnych. Że musimy się przełamać, żeby wejść na wyższy poziom. To dla niego bardzo ważne - dodaje Dulnik. - W trakcie meczu widać, że bardzo mu zależy na wygrywaniu. Chce nas szkolić, uczyć, ale to taka nauka przez wygrywanie. Wie, że jesteśmy niezgrani, ale z drugiej strony nie przyjmuje tego do wiadomości, chce zwyciężać mimo tego.

Ansley przed sezonem o prowadzeniu Przyszłości mówił tak: - W Polsce jest wielu utalentowanych dzieciaków, a ja chcę im pokazać drogę do koszykówki i nauczyć ich podstaw. Ja chcę uczyć dzieci podstaw koszykówki.

- Ten sport ewoluuje, nie jest już tak, że wystarczy być wysokim i ciężkim jak ja [Ansley mierzy 206 cm, zawsze ważył grubo ponad 100 kg], by grać w NBA. Liczą się gracze zwinni, dynamiczni, sprytni i wyszkoleni technicznie.