Wojciech Lalek o meczu z Pałacem: Ważne zwycięstwo pod względem psychologicznym

- Tutaj jest tylko dziesięć drużyn i każdy punkt jest bardzo ważny. Tym bardziej, że zdobyliśmy je z przeciwnikiem, z którym będziemy walczyli o udział w play-off. Jestem po raz pierwszy zadowolony z zawodniczek, bo na boisku zrobiły dokładnie to, co prezentowały przez ostatni tydzień na treningach - powiedział po meczu trener Siódemki Legionovii Wojciech Lalek.
W sobotę Siódemka Legionovia odniosła pierwsze zwycięstwo w Orlen Lidze. Beniaminek w 4. kolejce wygrał we własnej hali z Pałacem Bydgoszcz 3:0. Dzięki temu Legionovia awansowała na siódme miejsce w tabeli.

Krzysztof Zaborowski: Widać było, że duży kamień z serca spadł w pana zespole. W czwartym meczu sezonu udało się odnieść pierwsze, a zarazem bardzo ważne zwycięstwo.

- Jesteśmy beniaminkiem, który od początku był krytykowany za skład. Mówiło się, że będziemy zespołem do bicia, ale ja wierzyłem, że tak nie będzie. Nie stać nas było na przebudowę. Jesteśmy w stanie utrzymać się w lidze, co jest naszym zadaniem. Gdyby w sobotę nie udało się wygrać z Pałacem, bo za tydzień czeka nas ciężki wyjazd do Dąbrowy Górniczej, to mógłby sprawdzić się czarny scenariusz i po pięciu kolejkach bylibyśmy bez punktów. Ciężko byłoby wtedy zmobilizować dziewczyny do gry, dlatego to zwycięstwo było ważne pod względem psychologicznym.

Udało się też złapać uciekający pociąg, bo w lidze nie ma już drużyny, która jeszcze nie zdobyła punktu.

- Tutaj jest tylko dziesięć drużyn i każdy punkt jest bardzo ważny. Tym bardziej, że zdobyliśmy je z przeciwnikiem, z którym będziemy walczyli o udział w play-off. Jestem po raz pierwszy zadowolony z zawodniczek, bo na boisku zrobiły dokładnie to, co prezentowały przez ostatni tydzień na treningach.

Po porażce u siebie z PTPS Piła nastroje były fatalne. Co działo się wtedy w zespole?

- Tak naprawdę w czterech dotychczasowych meczach tylko jeden zagraliśmy źle. W Muszynie byliśmy bez szans. Z tak dysponowanym przeciwnikiem nie mieliśmy żadnych argumentów. Po spotkaniach z Piłą i Atomem byłem zadowolony. Najważniejsze, że zespół wyciąga wnioski. Nie gra już szalonej siatkówki, bez odpowiedzialności, bo wcześniej popełnialiśmy dużą ilość błędów. Zaczynamy się tego uczyć.

W trakcie meczu z Pałacem dokonał pan tylko jeden zmiany. Na chwilę pojawiła się rozgrywająca Gergana Marinowa. Rezerwowe z zagranicy nie przekonują?

- Wyszedłem z takiego założenia, że zawodniczki, które pojawiły się w sobotę na parkiecie znają dużo lepiej drużynę z Bydgoszczy niż dziewczyny, które do nas doszły. Rezerwowe były przygotowywane, że mogą zagrać. To, że nie wystąpiła Natalia Maciejczyk, która wcześniej grała dobrze nic nie znaczy. Podobnie jest w przypadku Kristiny Michajlenko. Okazało się też, że dziewczyna z ławki jak Katarzyna Jóźwicka jest równie cenna. To znaczy, że mamy dwie środkowe na dobrym poziomie, bo pozycja Małgorzaty Skorupy jest poza dyskusją. Nie było sensu mieszać w składzie, bo wyszedł zespół, który miał wygrać i wygrał. To też zasługa zawodniczek, które stały z boku.

Anna Sołodkowicz wyrasta na prawdziwą liderkę zespołu. W sobotę zdobyła 14 punktów i jest drugą najlepiej punktującą zawodniczką w lidze.

- Jej dyspozycja jest obecnie najlepsza. Widać, że po dwóch sezonach wskoczyła na wysoki ligowy poziom. Cieszę się, że taki pułap osiągnęła u nas.

Mimo to klub szuka jeszcze przyjmującej. Kilka dni z zespołem trenowała reprezentantka Bułgarii Tanja Sabkowa, ale nie podpisała kontraktu. Dlaczego?

- Gdyby tak się stało to prawdopodobnie grałaby w pierwszej szóstce, ale nie chcę już wracać do tego tematu. Dostała lepszą ofertę finansową z Turcji, a my nie byliśmy w stanie jej przebić. Wyjechała nagle i nawet nie pożegnała się z nami.