Sport.pl

Nowa libero Legionovii Magdalena Saad: Widzę tutaj perspektywy gry o wyższe cele

- Do powrotu zmusiły problemy osobiste, o których nie chciałbym mówić. Miałam dwie lub trzy propozycje od innych zespołów z Polski. Jeśli chodzi o mój wybór, to Legionovia jest klubem z perspektywami - choć w tym roku walczy o utrzymanie, to w dłuższym czasie widzę tutaj perspektywy gry o wyższe cele - mówi nowa libero Siódemki Legionovii, Magdalena Saad.
Magdalena Saad jeszcze w środę grała w zespole Lokomotiwu Baku przeciwko Muszyniance w Lidze Mistrzyń, by dzień później trenować z Siódemką Legionovią. Mistrzyni Polski z Atomem Treflem Sopot podpisała z beniaminkiem Orlen Ligi kontrakt do końca sezonu z opcją przedłużenia o kolejny rok, jeśli zespół utrzyma się w lidze.

Krzysztof Zaborowski: Nie udało się w Azerbejdżanie powalczyć o najwyższe cele, a teraz będzie pani biła się o utrzymanie w Orlen Lidze. Dlaczego tak się stało?

Magdalena Saad: Nasze życie nie kończy się na siatkówce. Mnie do powrotu zmusiły problemy osobiste, o których nie chciałbym mówić. Miałam dwie lub trzy propozycje od innych zespołów z Polski. Jeśli chodzi o mój wybór, to Legionovia jest klubem z perspektywami - choć w tym roku walczy o utrzymanie, to w dłuższym czasie widzę tutaj perspektywy gry o wyższe cele.

Kiedy pojawiły się pierwsze sygnały o zainteresowaniu Legionovii?

- Nie tak dawno, a rozmowy trwały kilka tygodni. Dostałam telefon od menedżera, że taka opcja jest możliwa, a ponieważ przyszedł czas, że na odległość nie mogłam organizować spraw rodzinnych, co było dla mnie obciążeniem psychicznym, to uznałam, że lepiej byłoby, gdybym wróciła.

W mediach pojawiły się informacje, że pani odejście było związane z przegraną rywalizacją o miejsce w składzie z Bułgarką Mariyą Filipovą.

- To logiczne myślenie i wcale nie dziwię się, że ludzie wyciągnęli taki wniosek. Ale on jest jednak pochopny. Podpisując kontrakt z Lokomotiwem miałam świadomość, że najprawdopodobniej będę drugą libero i podejmę walkę. Później zmienił się trener. Nasza gra mogłaby wyglądać inaczej i być może występowałabym dużo częściej niż na początku. Moja decyzja o powrocie do Polski nie miała z tym nic wspólnego. W Legionowie mam większą szansę na grę, ale żałuję, że zrezygnowałam z występów w tak dobrym zespole. Grałam z najlepszymi zawodniczkami w swoich krajach. Nabrałam pewności siebie, a to bardzo ważne. Szczególnie w sporcie.

Azerowie byli zaskoczeni i początkowo nieprzychylnie podchodzili do tematu rozwiązania umowy.

- Od kilku tygodni mieli świadomość, że mam problemy osobiste. Na klub nie spadło to nagle. Co innego moja decyzja. To prawda, że na początku nie chcieli mnie puścić, ale po wysłuchaniu moich argumentów zachowali się w porządku. Zrozumieli jak ważne jest dla mnie życie rodzinne i osobiste. Dotrzymali wszystkich warunków umowy, choć nie musieli tego robić.

Jak wyglądało pani życie w Baku?

- Ciężko nazwać to życiem, bo wszystko, co robiłam, było podporządkowane siatkówce. Razem z innymi zawodniczkami miałyśmy lokalizację w jednym miejscu, do którego podjeżdżał bus i droga na trening trwała 30-45 minut. Codziennie odbywały się dwa treningi, a potem hotel, posiłki i mecz. Na życie prywatne było mało czasu.

Ale to było ciekawe doświadczenie ze względu na miasto. Baku, w krótkim czasie od odnalezienia tam złóż ropy naftowej, szybko zaczęło się rozwijać. Ale pomiędzy wieżowcami jest masa skromnych domków, dlatego widać niesamowity kontrast między bogatymi i biednymi. Tam nie ma klasy średniej.

Warto zwrócić uwagę na mentalność miejscowych ludzi, którzy dopiero uczą się kultury europejskiej, bo społeczeństwo w 90 procentach to wyznawcy islamu. Miałabym problem, żeby wejść w schematyczne życie w Azerbejdżanie, ale ja byłam trochę odizolowana. Większość czasu spędzałam z dziewczynami z innych krajów i nie miałyśmy czasu, żeby obcować z miejscowymi ludźmi.

Pani rywalką o miejsce w składzie Legionovii będzie Marta Siwka. Rozmawiała już pani z trenerem Wojciechem Lalkiem o swojej roli w zespole?

- Trener obserwował mnie wcześniej i zna mnie z boiska. Chciałabym, żeby w najbliższym czasie poznał mnie lepiej i zaufał mi, aby współpraca wyglądała dobrze. Na pewno przyszłam do zespołu, aby poprawić przyjęcie, a o grze będzie dysponowała dyspozycja dnia. Taktyka na dwie libero? Nie widzę w tym nic złego. Przez ostatni rok nabrałam pokory i chcę za wszelką cenę pomóc drużynie.

Po powrocie do Polski będzie pani bliżej reprezentacji. Selekcjoner Alojzy Świderek chętnie pojawia się w Legionowie na meczach ligowych.

- Trener będzie oglądał to, co chce zobaczyć. Na pewno będzie miał większą szansę, żeby mnie obejrzeć w meczu ligowym w Polsce niż w Azerbejdżanie, ale na razie o tym nie myślę. Jeśli moja gra będzie dobra i dostanę powołanie, to będę się cieszyła. Jeśli nie, to nie będę płakała.

Można porównać poziom ligi w Polsce i w Azerbejdżanie?

- W Polsce poziom rozgrywek jest przyzwoity, ale Azerowie budują zespoły po to, żeby wygrywać w europejskich pucharach. My nie ściągamy najlepszym zawodniczek z kraju, żeby budować potężny zespół, który będzie wygrywał ze wszystkimi. Tak robi się w Rosji i Azerbejdżanie, bo tam są pieniądze. Zresztą siatkówka jest inaczej postrzegana. W Polsce widzi się w niej pasję, ale też pracę, dlatego nasze podejście jest inne niż w wymienionych krajach, gdzie liczy się tylko wynik na arenie międzynarodowej, a u nas bardziej w lidze.

Obecnie w Azerbejdżanie występuje siedem zespołów. Z czego dwa to rezerwy Lokomotivu i Rabity Baku [uczestnicy Ligi Mistrzyń]. Pozostałe pięć klubów ściągają najlepsze siatkarki, żeby wygrywać. Każda liga charakteryzuje się tym, że kilka drużyn stawia sobie najwyższe cele.

Temat ponownego wyjazdu zagranicę nie jest jeszcze zamknięty?

- Azerowie powiedzieli mi, że zawsze będę tam mile widziana. Jeśli moje problemy uspokoją się, to w każdej chwili mogę wrócić do Lokomotivu i niewykluczone, że któregoś dnia ponownie zagram w Azerbejdżanie. Inny kraj? Jestem otwartą osobą. Czas pokaże, gdzie będę grała w przyszłości.

Więcej o: