Sport.pl

Koszykarz roku w Warszawie: Sydney Colson, która spotkała trzech prezydentów

Dorastała w Houston, gdzie oglądała najlepszy zespół w historii WNBA. Potem zdobyła uczelniane mistrzostwo USA. Przez rok grała w New York Liberty. Teraz Sydney Colson gra w Matizolu Liderze Pruszków i wybraliśmy ją najlepszą koszykarką Warszawy.
GŁOSUJ! WARSZAWA.SPORTOWIEC.2012 - SYDNEY COLSON JEST WŚRÓD NOMINOWANYCH

Colson, 23-letnia rozgrywająca, w Pruszkowie jest od poprzedniej jesieni - zagrała w 41 meczach ligowych i zdobywała w nich po 9,6 punktu oraz 4,1 asysty. Nie była, ani nie jest najlepszym strzelcem zespołu, ale jest pierwszą koszykarką z zagranicy, która została w Liderze na kolejny sezon. W Pruszkowie liczą, że po dwóch piątych miejscach z rzędu w Ford Germaz Ekstraklasie, w tym sezonie zespół wślizgnie się do półfinału play-off. W tej chwili Lider z bilansem 7-6 jest na piątym miejscu w tabeli.

Łukasz Cegliński: Moja sześcioletnia córka, po pierwszym obejrzanym meczu Lidera, powiedziała, że najbardziej podobała jej się zawodniczka nr 51, bo szybko biega i dużo rzuca.

Sydney Colson: Ooo... Lubię grać szybko, wykorzystywać zwinność i dynamikę, napędzać kontry. Ale nie mogę uciekać spod kontroli trenera, czasem muszę zwalniać i realizować to, co mamy założone, wtedy łatwiej o dobre decyzje dla drużyny. Ale to miłe, że twoja córka mnie zauważyła. Niech podejdzie po następnym meczu, to zrobimy sobie zdjęcie.

Wybraliśmy cię najlepszą koszykarką roku m.in. dlatego, że jesteś pierwszą zawodniczką z zagranicy, która została w Liderze na następny sezon. Skąd taka decyzja?

- Poprzedni sezon był moim pierwszym poza USA, Lider był moim pierwszym zespołem. Nie miałam najlepszego początku, drużyna też zaczęła kiepsko, ale po świętach zaczęliśmy grać lepiej. To się trochę zbiegło z początkiem pracy nowego trenera [Arkadiusza Konieckiego zastąpił Adam Prabucki], a ja polubiłam jego styl pracy. Dostawałam dużo minut, uczyłam się europejskiego stylu gry. Po sezonie wróciłam do USA, gdzie pracowałam z moim byłym trenerem z uczelni Texas A&M Byronem Smithem, ale wiedziałam, że do Europy wrócę. To, że znów jestem w Pruszkowie, to zasługa trenera, ale też fajnych dziewczyn z drużyny i tego, że polubiłam to miasto.

Pochodzisz z Teksasu, o którym mówi się, że "everything is bigger in Texas", grałaś też w Nowym Jorku, który nazywany jest "Wielkim Jabłkiem", a polubiłaś niewielki Pruszków?

- Polubiłam, choć urodziłam się w Houston, wielkim mieście, jednym z największych w USA. Nowy Jork... Tam wszystkiego dla mnie było za dużo. Mnóstwo ludzi na ulicach, wszędzie. Z drugiej strony podobało mi się to, że możesz wskoczyć do pociągu i pojechać gdzieś dalej, do innego miasta - w Houston są samochody albo samoloty, miasto nie jest tak rozległe. Mieszkając w tych miejscach przywykłam do wielkich budynków, dużego ruchu, szybkiego życia i chyba dlatego, jako kontrast, podobają mi się też mniejsze miasta. W gruncie rzeczy jestem spokojną osobą, nie potrzebuję wielu atrakcji, by czuć się dobrze. Przyzwyczajenie się do mieszkania w Pruszkowie było dla mnie ciekawym wyzwaniem, ale z drugiej strony jesteśmy blisko Warszawy, a to duże miasto.

Jak podoba ci się Pruszków?

- Jest inny od jakiegokolwiek z miast, w którym dotychczas mieszkałam. Wygląda tak, przynajmniej w tej części, gdzie mieszkamy, jakby był odnawiany, widać, że sporo się buduje. Podoba mi się to, że bloki, w których mamy mieszkania, na dole mają sklepy i nie trzeba nigdzie jechać, by kupić najpotrzebniejsze rzeczy. W Houston niektóre dzielnice są tak daleko, że bez samochodu nic nie załatwisz.

Jak macie wolny wieczór, to zostajecie w Pruszkowie, czy jedziecie do Warszawy?

- Czasem zostajemy i spędzamy czas we własnym gronie, z dziewczynami. Spotykamy się w jednym z mieszkań, gotujemy, pieczemy, oglądamy filmy, telewizję. Ale czasem jeździmy na kolację do Warszawy - fajna jest szczególnie Starówka, ale w porządku są także centra handlowe. Przed przyjazdem do Polski nie miałam konkretnych wyobrażeń, ale nie sądziłam też, że Warszawa jest tak nowoczesna. Wygląda po prostu jak jakieś amerykańskie miasto - wielka Arkadia na pewno by tam pasowała.

W Warszawie nie ma obecnie drużyny koszykówki, w której graliby Amerykanie, ale jest drużyna futbolowa, Warsaw Eagles, gdzie grali twoi rodacy. Spotykałyście się z nimi?

- Chodzi ci o piłkę nożną, tak?

Nie, o futbol amerykański. W Warszawie jest w tej chwili pięć drużyn, a Eagles, gdzie grają Amerykanie, są wicemistrzem Polski?

- Poważnie? Nie miałam pojęcia. Naprawdę tak jest? Nieźle! Ostatnio futbolista z mojej uczelni, Johnny Manziel, został wybrany najlepszym graczem w USA spośród studentów. Jak dostajesz taką nagrodę, to jesteś bohaterem. Oglądałam w internecie relację ze świętowania tego wydarzenia na uczelni - w College Station, mieście, gdzie znajduje się Texas A&M, mamy miejsce nazywane Bramą Północną, gdzie są bary, kluby itp. i w trakcie ogłaszania zwycięzcy było tam mnóstwo ludzi. Radość była ogromna, dla uczelni to wielkie wydarzenie.

Porównywalna z tytułem, który w 2011 roku ty wywalczyłaś z drużyną koszykarek? Zostałyście uczelnianymi mistrzyniami USA.

- Dla mnie było to ważniejsze, bo grałam w tej drużynie, ale dla uczelni futbol jest zdecydowanie bardziej istotny, więc taka nagroda - nawet nie mistrzostwo - ma pewnie większe znaczenie. Futbol to zdecydowanie najważniejszy sport, a kobieca koszykówka... Jest może na trzecim miejscu, jeszcze po męskiej.

Pochodzisz z Houston i byłaś dzieckiem, kiedy Cynthia Cooper, jedna z najlepszych koszykarek w historii, prowadziła Houston Comets do czterech pierwszych mistrzostw ligi WNBA. Była twoim idolem?

- Podziwiałam wiele koszykarek z tamtego zespołu. Byłam małą dziewczynką, chodziłam w Houston na wiele spotkań, pamiętam, że dla miasta, dla żeńskiego sportu mistrzostwa Comets były wielkim wydarzeniem. Cynthia, Tina Thompson, Sheryl Swoopes, Kim Perrot... Miałam sześć lat jak zaczęłam grać w koszykówkę i obserwowanie takich gwiazd w młodym wieku było dla mnie czymś niezwykłym.

Po tym, jak zdobyłaś akademickie mistrzostwo, trafiłaś do WNBA - przez sezon grałaś trochę w New York Liberty. Co było ważniejsze - tytuł z uczelnią, czy gra w najlepszej lidze?

- Mistrzostwo. Zdecydowanie. W A&M grałam cztery lata, zwyciężyłam w swoim ostatnim roku. Ale gra w WNBA zawsze była moim marzeniem - co prawda nie występowałam dużo, ale doświadczenie było niesamowite. Wiele się nauczyłam od starszych, lepszych zawodniczek, byłam zadowolona, że w ogóle dostałam szansę. Wiele ludzi, dzieci, w momencie dorastania marzy o czymś, mówi, że w przyszłości chciałoby być np. zawodnikiem WNBA, ale nie wszystkim dane jest tego doświadczyć. Mi się to udało, miałam okazję robić to przez rok. Mam nadzieję, że uda mi się tam wrócić.

Lider w dwóch minionych sezonach zajmował piąte miejsca, teraz chce wreszcie awansować do półfinału, być w czwórce. Czego wam brakuje, by to osiągnąć?

- W poprzednim sezonie, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, miałyśmy ujemny bilans, ale potem zaczęłyśmy grać lepiej. Po zmianie trenera nabrałyśmy pewności. Teraz naszym problemem jest brak stabilności. Musimy grać równiej, bo zdarzają nam się spotkania bardzo dobre i bardzo złe jedno po drugim.

Tak jak wyraźna wygrana z Wisłą, a potem wysoka porażka z Artego w Bydgoszczy?

- Dokładnie. Takie skoki musimy wykluczyć. Wiadomo, że w trakcie sezonu zdarzają się mecze, które trzeba szybko zapomnieć - nie zawsze da się grać tak, jak z Wisłą. Ale każde spotkanie musimy zaczynać z wiarą, że jesteśmy w stanie jest wygrać. Mamy dobry zespół, uważam, że jest szansa na to, by w play-off zagrać dobrze i awansować do półfinału.

Jesteś aktywna na Twitterze - rozmawiasz ze znajomymi, z kibicami z USA, ale widziałem też, że przed prezydenckimi wyborami namawiałaś do wzięcia udziału w głosowaniu.

- Bo tak uważam. Jeśli się z czymś nie zgadzasz, jeśli nie odpowiada ci jakiś aspekt życia społecznego, to powinieneś wyrazić swoją opinię. Wybory prezydenckie są dobrym sposobem, by to zrobić - jak coś ci nie pasuje, a nie głosujesz, to potem nie powinieneś narzekać. Wiele młodych ludzi uważa, że ich głos się nie liczy, ale moim zdaniem nie można myśleć w ten sposób. Dlatego staram się przekonywać znajomych, że warto głosować. W poprzednich wyborach, kiedy Barack Obama kandydował po raz pierwszy, w Ameryce była wielka mobilizacja, ale teraz wiele osób było niezadowolonych z tego, co wydarzyło się w kraju w ostatnich latach. Ja jednak uważam, że choć Obama nie spełnił kilku przedwyborczych obietnic, to jest dobrym prezydentem. Oddałam na niego głos, ale nawet, jeśli ktoś wybrał Milta Romney'a, to dla mnie ważniejsze było to, że w ogóle głosował.

Z Obamą się spotkałaś - w USA macie tradycję, że zwycięzca ligi uczelnianej jedzie całym zespołem do Białego Domu.

- To był bardzo ważny, ekscytujący moment mojego życia. Chociaż jako studentka A&M miałam już okazję poznać prezydentów. Robert Gates, były sekretarz obrony USA, wcześniej był prezydentem mojej uczelni i, jak byłam na pierwszym roku, zaprosił nas do Białego Domu. Wtedy poznałam George'a W. Busha. A w College Station, na kampusie, mamy bibliotekę nazwaną imieniem jego ojca, George'a Busha - on też odwiedzał uczelnię. Osobiście poznałam więc trzech prezydentów.

Poprzedni najlepsi koszykarze Warszawy i okolic:

rokzawodnik
2011nie przyznano
2010Harding Nana (Polonia)
2009L. Karwowski (Polonia 2011)
2008Greg Harrington (Polonia)
2007Grady Reynolds (Polonia)
2006Łukasz Koszarek (Polonia)
2005Łukasz Koszarek (Polonia)
2004Eric Elliot (Polonia)
2003Walter Jeklin (Polonia)
2002Walter Jeklin (Polonia)
2001Tomasz Suski (Pruszków)
2000Mariusz Bacik (Pruszków)
1999Katarzyna Dulnik (Polonia)
1998Piotr Szybilski (Pruszków)
Nominacje 2012

Koszykarska AZS Politechnika poprzedni sezon kończyła w kwietniu bez najlepszych graczy i "na wygnaniu" w Legionowie - z młodego i biednego zespołu trudno kogoś wyróżnić. Najlepsi warszawiacy - Michał Nowakowski, Marcin Dutkiewicz i Kamil Łączyński grają poza regionem... Szukając wyróżniających się koszykarzy w Warszawie i okolicach znów trzeba zajrzeć do Pruszkowa, gdzie czołowym graczem Znicza i całej pierwszej ligi jest wszechstronny podkoszowy Przemysław Szymański. Niezły rok miał drugoligowy zespół z Piaseczna, na ten poziom awansowała Legia, ale to jeszcze za mało, by wyróżniać ich koszykarzy. Może za rok będzie lepiej?

Więcej o: