Jak Boha z Tadżykistanu trafił do AZS UW. Przez Elbląg, Barlinek i Kalisz

Buzurgmehr Yusupov przy piłce.

Buzurgmehr Yusupov przy piłce. (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

- Po dwóch miesiącach w Polsce miałem dosyć - nie miałem znajomych, nie znałem języka, nie grałem w piłkę - mówi Buzurgmehr Yusupov, zawodnik futsalowej drużyny AZS Uniwersytet Warszawski.
Rusz się. W sobotę biegówki, trening przed maratonem i badminton. Co jeszcze w Warszawie?

Urodził się w 1991 roku, kiedy Tadżykistan stał się niepodległym państwem, próbował robić karierę piłkarską, w końcu postawił na naukę. Ale studiując na Uniwersytecie Warszawskim, piłkę zmienił na futsal i z AZS UW walczy o awans do ekstraklasy. W sobotę "Boha" i koledzy zagrają w pierwszym meczu play-off z najlepszym w pierwszej lidze GAF Gliwice. Mecz rozpocznie się o 18 w Centrum Sportu i Rekreacji UW przy ul. Banacha 2a.

Łukasz Cegliński: W 2007 roku Tadżykistan wystąpił w mistrzostwach świata do lat 17 i był to debiut tego kraju w imprezie tej rangi. A ty grałeś wówczas na lewej pomocy.

Buzurgmehr Yusupov: Kilka lat wcześniej nasza federacja postawiła na młodych i stworzyła drużynę, do której powołała utalentowanych graczy z roczników 1989-93, ówczesnych 13-17-latków. Graliśmy w pierwszej lidze, awansowaliśmy do ekstraklasy, a równocześnie występowaliśmy w młodzieżowych rozgrywkach międzynarodowych - w 2006 roku pojechaliśmy na mistrzostwa Azji do Singapuru. Zajęliśmy tam trzecie miejsce, wszyscy byli w szoku. Wygraliśmy m.in. z Koreą Płd., Iranem, Irakiem, silnymi drużynami.

Na mistrzostwach świata trafiliście do grupy z USA, Belgią i Tunezją.

- Zaczęliśmy od wygranej 4:3 z Amerykanami po dramatycznym meczu, w którym było 0:1, 2:1, 2:3, aż w końcu strzeliliśmy decydujące gole w ostatnich minutach. Potem była Belgia, z którą remisowaliśmy, dopóki w doliczonym czasie gry Benteke, który obecnie strzela gole dla Aston Villi i reprezentacji Belgii, nie wbił piłki do naszej bramki ręką. Na boisku rywalizowałem m.in. z Edenem Hazardem, który teraz gra w Chelsea. Był pomocnikiem, wszystko brał na siebie, widać było, że będzie gwiazdą. Z Tunezją też przegraliśmy 0:1, ale awansowaliśmy do 1/8 finału, gdzie z Peru przegraliśmy dopiero po karnych.

Te mistrzostwa musiały być dla was dużym przeżyciem.

- Jako kandydaci na piłkarzy zobaczyliśmy, jak wygląda początek drogi do wielkiego futbolu, to była dla nas pierwsza szansa, by spróbować wyjechać z Tadżykistanu, zaprezentować się poza własnym krajem. U nas rynek piłkarski jest słabo rozwinięty - nie ma menedżerów, gracze bezpośrednio kontaktują się z szefami klubów, nie ma żadnej promocji. Najlepsze drużyny rzadko grają w Azji, dopiero zaczynają występować w pucharach.

Co robią chłopaki, z którymi grałeś w Korei?

- Dwóch najlepszych graczy tamtej drużyny gra za granicą - Nuriddin Davronov w Serbii, a Farhod Vasiev w Rosji. Inni koledzy się wykruszyli - ten miał kontuzję, ten się nie dostał do drużyny, ten zrezygnował. W seniorskiej reprezentacji Tadżykistanu jest ledwie kilku graczy z tamtego zespołu.

A twoja historia?

- Ja, dzięki mistrzostwom, nawiązałem kontakty z menedżerem z Rosji, byłem na testach w drugoligowym Krasnodarze. Chcieli mnie tam, ale nie miałem wymaganego w tej lidze rosyjskiego obywatelstwa. Zaproponowano mi, żebym został, dopóki nie załatwią mi dokumentów. Mógłbym tylko trenować, a ja chciałem grać, bo czekały nas mistrzostwa Azji do lat 19. Zagraliśmy na nich, nie wyszliśmy z grupy i drużyna się rozsypała. Rosyjski menedżer skontaktował mnie ze swoim polskim wspólnikiem, który zaczął dla mnie szukać klubu.

Co znalazł?

- Najpierw drugoligową Olimpię Elbląg. Był luty 2009 roku, miałem 18 lat i mogłem sam wyjeżdżać za granicę. Przyjechałem tuż przed rozpoczęciem rundy, trener chciał, żebym został, ale nie mógł się dogadać z menedżerem.

Często słyszy się, że w takich przypadkach jak twój menedżer oszukuje młodego piłkarza.

- I tak było. Do Polski przyjechałem za własne pieniądze i jako wolny zawodnik, z wykupionym przez siebie certyfikatem. Menedżer powiedział, że muszę podpisać z nim kontrakt. Podpisałem. I nagle okazało się, że Olimpia - jeśli chce, żebym w niej grał - musi za mnie zapłacić menedżerowi. Podobno dużo, klubu nie było na to stać. Wydałem sporo pieniędzy, żeby tu przyjechać, i nie mogłem grać, bo menedżer nie dogadał się z klubem. Wziął mnie do Jeleniej Góry, gdzie trenowałem indywidualnie i z dzieciakami, żeby trzymać formę, aż w końcu wysłał mnie do czwartoligowej Pogoni Barlinek. Zacząłem grać, ale bez kontraktu. "Podpiszemy, podpiszemy" - słyszałem ciągle, obiecywano mi, że klub pokryje koszty jednego przejazdu do Tadżykistanu. Pieniądze jakieś dostawałem, ale znów się zniechęciłem. Zacząłem szukać nowego klubu, podczas przerwy zimowej wróciłem do Tadżykistanu.

Wracając do Polski, w końcu sam sobie znalazłem klub - wysyłając CV, jadąc na testy. Dostałem się do trzecioligowej drużyny z Kalisza, grałem tam pół roku i znów nie miałem kasy, by pojechać do domu. Trener sugerował, żebym znalazł pracę na pół etatu. Miałem już dosyć, bo uświadomiłem sobie, że to nie jest to, czego szukałem, nie chcę walczyć o każde kilkaset złotych na jedzenie i dojazd do domu. Na dodatek w sierpniu 2010 roku złapałem kontuzję. Wróciłem do domu i powiedziałem sobie, że koniec z Polską!

I co zrobiłeś?

- Studiowałem w Duszanbe finanse i rachunkowość. Coś tam w lidze jeszcze grałem, ale to już nie był wysoki poziom. Pewnego dnia spotkałem kolegę, który powiedział, że skoro znam polski i mam odpowiednie dokumenty, to mogę próbować dostać się na studia na Uniwersytet Warszawski. Wziąłem udział w konkursie dla kandydatów z krajów byłego ZSRR, przeszedłem go, dostałem dwuletnie stypendium naukowe. No i przyjechałem do Warszawy. Jestem na drugim roku studiów magisterskich i w drużynie wszyscy się śmieją, że najmłodszy najszybciej się obroni.

O czym piszesz pracę magisterską?

- O transformacji gospodarczej w Polsce, o wejściu Polski do Unii Europejskiej. W Tadżykistanie licencjat pisałem o wpływie światowego kryzysu finansowego na tamtejszy system bankowy, a teraz interesuje mnie transformacja, bo byłe kraje radzieckie są w trakcie procesu, który Polska już przeszła. Może kiedyś, jak wrócę do Tadżykistanu, to moja praca i obserwacje z Polski będą pomocne.

Świetnie mówisz po polsku.

- W Tadżykistanie mówi się po rosyjsku, a ja mam chyba predyspozycje do nauki języków. Ale po pierwszych dwóch miesiącach w Polsce zadzwoniłem do mamy i powiedziałem, że mam dosyć - nie mam znajomych, nie znam języka, nie gram w piłkę, nie wiem, co mam robić. Miałem kryzys, ale mama powiedziała: "Boha, sam chciałeś wyjechać. Wytrzymaj, wszystko się ułoży". Tata zmarł, jak byłem mały, a mama właśnie tak mnie wychowała - że trzeba próbować, najwyżej się nie uda. Wtedy kupiłem słownik polsko-rosyjski i zacząłem się uczyć. No i słuchać polskich piosenek. W drużynach, w których grałem, śmiali się ze mnie, bo śpiewałem, w szatni rapowałem, choć nie zawsze wiedziałem, o czym. W Kaliszu jeden kolega nauczył mnie mówić "rozregulowany rewolwer" i zawsze jak ktoś do nas przychodził, musiałem się popisywać. I tak się uczyłem.

Jak to się stało, że zacząłeś grać w futsal w AZS UW?

- Choć do Warszawy przyjechałem z myślą o studiach, a nie piłce, to sprzęt sportowy ze sobą miałem. Grywałem na podwórku, potem w lidze szóstek na Bemowie, jeden z kolegów grał w AZS UW na normalnym boisku. Namówił mnie na treningi, zacząłem grać w lidze akademickiej, trafiłem też na futsal. Okazało się, że tutaj trener dużo bardziej angażuje się w drużynę, że treningi służą poprawianiu gry, a nie tylko pokopaniu sobie piłki dla przyjemności. Poziom futsalowej drużyny był niezły, więc zostałem.

Jaka jest największa różnica między piłką a futsalem?

- W futsalu wszystko dzieje się bardzo szybko. Ruchy piłkarskie niby są takie same, ale jednak inne ze względu właśnie na szybkość i mniejsze boisko. Wielu rzeczy musiałem się uczyć od podstaw i nadal się uczę - np. przyjęcia piłki w określonym kierunku, bo tam już kolega wybiega na pozycję.

AZS UW to drużyna amatorska?

- Drużyna - zawodnicy i trener - podchodzi do treningów i meczów profesjonalnie, ale klub jest amatorski. Walczymy jednak o awans, staramy się grać najlepiej, bo jako drużyna mamy spory potencjał i mamy z tego dużą frajdę.

Kończysz studia - jakie masz plany?

- Mam w Warszawie dziewczynę i chciałbym znaleźć tutaj pracę. W Polsce jestem już jak u siebie - znam język, czuję się swobodnie.

Zobacz także
  • Grzegorz Och z AZS UW Futsalowcy AZS UW przegrali w ostatniej kolejce, ale zagrają w play-off!
  • Mecz AZS UW - Pogoń '04 Szczecin Futsalowcy z AZS UW. Grają "za frytki", ale walczą o awans do ekstraklasy
  • Mecz AZS UW - AZS UMCS Lublin Wielki sukces futsalowców AZS UW - pokonali lidera na wyjeździe!
Najczęściej czytane