Sport.pl

Na Varsovii boisko zaprasza do gry. A Lewandowski patrzy z plakatu, jak wychowują piłkarzy

W czwartek, dzień po wyczynie Roberta Lewandowskiego w półfinale Ligi Mistrzów z Realem Madryt, odwiedziliśmy jego macierzysty klub - Varsovię. Dzieciaki, które wychodzą na trening z szatni, widzą na ścianie plakat z piłkarzem Borussii, bo to prawdziwy skarb dla klubu. W dodatku ciągle o Varsovii pamięta.
Rusz się. Zaplanuj aktywny weekend w Warszawie

- O, tutaj na tym zdjęciu widać, że on nie był z tych najwyższych - dyrektor Varsovii Marek Krzywicki przerzuca karty albumu. - Zawsze był chudy. To niesamowite, jaką ma teraz sylwetkę. Ale miał cechy, które mogły świadczyć, że będzie dobrym piłkarzem. To, że potrafi się znaleźć z piłką w polu karnym, nie wzięło się z niczego. Na boisku trzeba być inteligentnym, podejmować właściwe decyzje. On to potrafił.

Cztery z Realem? Gorzej niż z Polonią...

Wybrałem się na trening Varsovii, pierwszego klubu Roberta Lewandowskiego, dzień po niesamowitym wyczynie w półfinale Ligi Mistrzów. Cztery gole w jakimkolwiek oficjalnym meczu przeciw Realowi strzelił jako pierwszy Katalończyk Josep Samitier Vilalta w 1926 r. Grał wtedy w Barcelonie, a było to jeszcze przed powstaniem Primera Division. Jego wyczyn powtórzył 31 lat później - też w barwach Barcelony - Eulogio Martinez. Obaj to legendy katalońskiego klubu. Pierwszy strzelił dla niego 326 goli w 454 spotkaniach, drugi trafiał 168 razy w 225 meczach. Trzeciego ze szczęśliwców Diego Milito nie trzeba przedstawiać. Cztery bramki "Królewskim" wbił w półfinale Pucharu Króla w 2006 r., gdy grał w Realu Saragossa.

Lewandowski jest czwarty. Nikt nie błysnął jednak czterema golami przeciw Realowi w półfinale Ligi Mistrzów!

Krzywicki ma prawo się cieszyć. Trenował Lewandowskiego, gdy ten był w starszych rocznikach Varsovii (wcześniej z napastnikiem pracowali trenerzy Marek Siwecki i Krzysztof Sikorski). - Gdy strzelał gole Realowi, przypomniało mi się, jak kiedyś graliśmy z Polonią. Wygraliśmy 5:0. Wszystkie bramki zdobył Robert - uśmiecha się.

Boisko zaprasza do gry

Znając marną kondycję polskiego futbolu, słysząc zewsząd narzekania na to, że poziom szkolenia w naszym kraju niewiele wyrastał ponad poziom murawy, spodziewałem się piaszczystego klepiska, na którym zresztą trenował Lewandowski. I tu niespodzianka.

Varsovia ma piękne, nowoczesne boisko. Takie, które samo zaprasza do gry. Atmosfera przed i w czasie treningu była zresztą majówkowa. Dzieciaki rozgrzewały się na murawie, rodzice rozsiedli się na niewielkich trybunach. Część tatusiów żywo dyskutowała o meczu dzień wcześniej, część mam czytała, niektóre pilnie śledziły, co się dzieje na boisku. Ławeczki obstawione rowerami. Widać było, że część rodziców na dzieci spogląda jednym okiem, trening pociechy traktuje bardziej jak okazję do towarzyskiego spotkania.

Po murawie biegają ośmio- i dziewięciolatkowie. Z boku, na dużym placu z naturalną trawą, trenują... pięciolatki. Bardziej biegają z piłką niż trenują. W grupie jest 12 chłopców. - Nie może być więcej, większa grupa byłaby nie do opanowania - śmieje się Krzywicki.

Ważne jest też wychowanie

Pytam, czy któryś z chłopaków trenujących w Varsovii może być kiedyś tak dobry jak Lewandowski? Odpowiada, że bardzo by chciał, ale to nie jest najważniejsze. Że w Varsovii równie ważne jest wychowanie. - Taki dzieciak, który przyjdzie do nas na treningi musi choćby nauczyć się sam przebierać w szatni. Uczy się odpowiedzialności, pracy w grupie, zasad rywalizacji. Nie nauczyłby się tego wszystkiego, gdyby tu nie trafił - mówi Marek Krzywicki.

Z tego, co widzę, wychowanie idzie dobrze. Tuż przed treningiem dzieciaki biegają we wszystkie strony. Wystarczy jednak jedno słowo któregoś z trenerów, by wszyscy zbiegli się do linii bocznej.

Zasady obowiązują też rodziców. Krzywicki opisuje sytuację, w której jeden z rodziców krzyczał nie tylko na swoje dziecko, ale też na inne. Albo taką, w której inny rodzic był tak zaangażowany w grę syna, że ten po każdym dotknięciu piłki patrzył się na ojca. Dodaje, że w takiej sytuacji trener ma obowiązek przerwać trening i upomnieć nerwusa. - Zresztą w kolejnych latach takie sytuacje nie mają miejsca. Rodzice szybko się uczą.

Ośmiolatki powoli kończą trening, na część boiska wchodzą nastolatkowie. Na do widzenia jeden z dzieciaków z daleka strzela na bramkę kolegi. Piłka przelatuje tuż nad poprzeczką. Napastnik Borussii też miał w środę podobną okazję na gola.

Wracają do Varsovii

Od czasów Lewandowskiego w Varsovii zmieniło się mnóstwo, nie tylko boisko, przy którym w dodatku zamontowano oświetlenie. W klubie marzą o balonie. Takim, który przykryłby boisko, dzięki czemu dzieciaki mogłyby trenować również w zimie. Teraz, gdy zbliża się koniec roku, przenoszą się na halę. Ale zamontowanie balonu kosztuje więcej niż stworzenie boiska. Kiedyś w klubie były cztery grupy. Dziś jest ich 17. Z trenującymi piłkę ręczną dziewczynkami to prawie 500 osób. Trenerów jest 25. Szkolą się na zagranicznych stażach. Wszyscy po AWF-ie.

- O, widzi pan tamtego trenera? - Krzywicki wskazuje mi jednego z trenerów pięciolatków. - Wie pan, jaki to rocznik? 1988, ten sam co Lewandowski. Trenował u nas i potem wrócił do nas do pracy. Wracają do nas - śmieje się.

Varsovię odwiedza też sam Lewandowski. Gdy jest okazja, spotyka się z chłopakami, którzy trenują w tym samym miejscu co on kiedyś. Znają go nie tylko z plakatu.



Więcej o:
Komentarze (1)
Na Varsovii boisko zaprasza do gry. A Lewandowski patrzy z plakatu, jak wychowują piłkarzy
Zaloguj się
  • mjetker

    Oceniono 5 razy 5

    "Taki dzieciak, który przyjdzie do nas na treningi musi choćby nauczyć się sam przebierać w szatni. [...] Nie nauczyłby się tego wszystkiego, gdyby tu nie trafił - mówi Marek Krzywicki.

    Ja nie bylem w Varsovii, a jednak umiem sie przebierac :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX