Sport.pl

Koszykówka. Kamil Łączyński: Będę radomskim "słoikiem", ale chciałbym jeszcze zagrać w Warszawie

- Ja znam wszystkie wady i zalety trenera, trener zna moje. Wie, czego może się po mnie spodziewać. Ja prochu nie wynajdę, ale w pewnych elementach mogę trenerowi dać to, czego on oczekuje - mówi o Wojciechu Kamińskim rozgrywający Kamil Łączyński, który po rocznym epizodzie w pierwszej lidze, wraca do ekstraklasy - do prowadzonej przez Kamińskiego Rosy Radom.
Rusz się. Bieganie, rowery, a może frisbee? Zaplanuj aktywnie tydzień w Warszawie?

24-letni Łączyński to wychowanek stołecznej Polonii, który po jej rozpadzie wyjechał z Warszawy - przez ostatnie dwa lata grał w AZS Koszalin, a ostatnio w pierwszoligowym MOSiR Krosno. Teraz wraca do grającej w Tauron Basket Lidze Rosy, gdzie ściągnął go Kamiński - były trener Polonii, który dał mu zadebiutować w ekstraklasie w wieku 17 lat. - Będę radomskim słoikiem - śmieje się "Łączka". A nam, już całkiem na poważnie, opowiada o życiu w Krośnie, sentymencie do stolicy i perspektywach na przyszły sezon.

Piotr Wesołowicz: Przypominasz sobie swój pierwszy dzień w Krośnie? Ty, młody chłopak wychowany w warszawskiej metropolii, wysiadasz z samochodu, a przed oczami masz zupełnie inne, małe miasteczko. Co pomyślałeś?

Kamil Łączyński: Na pewno był to jakiś szok, choć rok wcześniej grałem w Koszalinie, również niewielkim mieście. Ale ja przyjechałem do Krosna grać i trenować na sali sportowej i tak naprawdę nic oprócz tego nie było mi potrzebne. Oczywiście fajnie, jak jest gdzie wyjść i się zrelaksować - do parku, do kina, czy do restauracji. Ale jak tego nie ma, to może i lepiej dla zawodowego sportowca? Umysł skierowany jest na to, by skupić się na treningu. A co do samej infrastruktury - daj Bóg, by w Warszawie powstała kiedyś taka hala sportowa, jaką ma Krosno.

Rok w pierwszej lidze wyszedł Ci chyba na dobre? Zyskałeś dużo doświadczenia, a twoja drużyna do ostatniej chwili biła się o awans do Tauron Basket Ligi.

- To był naprawdę fajny sezon, bardzo mi się tam podobało. Początek był w moim wykonaniu trochę niemrawy - chyba z powodów psychologicznych. Zawsze chciałem grać w ekstraklasie, a to była tylko pierwsza liga. Ale wiedząc jak fajnie potoczył się ostatni rok, śmiało stawiam przy nim plusa.

Decyzja o tym, że idę na zaplecze ekstraklasy była uwarunkowana wieloma względami. To nie tak, że dostałem ofertę z Krosna i w ciemno ją przyjąłem. Dużo czynników wpłynęło na to, że się tam znalazłem, parę spraw nie ułożyło się po mojej myśli. Ale transferu nie żałuję. Niektórzy mówią, że nie zyskałem na nim koszykarsko. A ja myślę, że wprost przeciwnie.

Porozmawiajmy o twoim nowym klubie, Rosie Radom. Zwykle sprawa wygląda tak, że to radomianie przyjeżdżają do Warszawy, a nie warszawiacy do Radomia.

- .a ja będę radomskim słoikiem. Będę woził słoiki do Radomia, już się mama zapowiedziała. A mówiąc poważnie - jestem podekscytowany powrotem do ekstraklasy, przez rok zdążyłem się od niej odzwyczaić. Nie mogę się doczekać nowego sezonu! Jestem ciekaw okresu przygotowawczego, tego, jak dostaniemy w kość od trenera. Mam nadzieję, że ostatni sezon, który spędziłem w Krośnie, doświadczenie, jakie tam zebrałem, zaprocentują. Jeżeli będę w formie, to z pewnością minuty na boisku dostanę.

Jaką rolę w twoim transferze do Radomia odegrał trener Wojciech Kamiński?

- Bardzo, bardzo dużą. Na dobrą sprawę do momentu podpisania kontraktu z Rosą nie rozmawiałem z nikim innym, tylko z trenerem. Pierwszy sygnał, że jest mną zainteresowany, odebrałem jeszcze grając Krośnie, akurat walczyliśmy w ćwierćfinale play-off z Dąbrową. Nie rozmawialiśmy o konkretach, przecież trener sam nie wiedział, jaka czeka go przyszłość. Ale kiedy po sezonie ponowił propozycję, a klub zgodził się na mój kontrakt, dogadaliśmy się bardzo szybko. Ja znam wszystkie wady i zalety trenera, trener zna moje. Wie, czego może się po mnie spodziewać. Ja prochu nie wynajdę, ale w pewnych elementach mogę trenerowi dać to, czego on oczekuje.

Dogadacie się? Pamiętam, że w czasach wspólnej pracy w Polonii były między wami drobne niesnaski.

- Oczywiście, że się dogadamy. Te niesnaski mogły brać się jedynie z tego, że i ja, i trener jesteśmy osobami ambitnymi i za wszelką cenę chcemy osiągnąć sukces. A kiedy przychodzi jedno, drugie niepowodzenie, to może dojść do ostrzejszych wymian zdań. Ale ja nigdy z trenerem się nie pokłóciłem. Wydaje mi się, że czasem taka wymiana zdań, "konflikt" jest od czasu do czasu potrzebny. Może wyniknąć z niego coś konstruktywnego, pozytywnego.

Rosa zbudowała mocny skład na przyszły sezon. Jest najlepszy strzelec ligi, Jakub Dłoniak, Łukasz Majewski, Kirk Archibeque, jesteś ty.

- Z tego, co mi wiadomo, działacze liczą jeszcze na zakontraktowanie bardzo dobrego, amerykańskiego rozgrywającego i mocnego, pierwszopiątkowego wysokiego skrzydłowego. Szykują się więc jeszcze dwa duże transfery. Na razie skład wygląda bardzo fajnie, ale przestrzegam przed zbyt daleko idącym optymizmem. Musimy spokojnie przepracować okres przygotowawczy, nie podpalać się, sprawdzić, jak funkcjonujemy jako drużyna. Wtedy będzie można wyciągnąć pierwsze wnioski.

Co musiałoby się stać, byś wrócił do Warszawy grać w koszykówkę?

- Musiałaby być tutaj jakaś mocna ekipa. Nigdy nie ukrywałem, że jestem fanem Legii, od małego wychowanym na jej meczach. Jeśli legioniści mieliby wyższe aspiracje, choćby pierwszoligowe, z przyjemnością bym tu zagrał. Jeśli ktoś byłby zainteresowany moją osobą, a w klubie znalazłyby się pieniądze, myślę, że negocjacje trwałyby bardzo krótko. Słyszałem też plotkę, że do powrotu do ekstraklasy szykuje się Polonia. Czas pokaże, czy w tej plotce jest ziarnko prawdy. W każdym razie ja bardzo bym chciał grać w Warszawie. Jestem warszawiakiem, więc jakby pojawiła się taka możliwość, byłoby super.



Więcej o:
Skomentuj:
Koszykówka. Kamil Łączyński: Będę radomskim "słoikiem", ale chciałbym jeszcze zagrać w Warszawie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX