Sport.pl

Sponsor koszykarskiej Legii: Ten klub ma szansę się odrodzić dlatego, że ma kibiców

- Legię koszykarską budują legioniści, którzy chcą powrotu jej potęgi. Naszym celem nie jest pierwsza czy druga liga. Chcemy wrócić do ekstraklasy - mówi Jarosław Jankowski, prezes sponsora drużyny.
Rusz się! Longboard, rolki, finał Topligi. Zaplanuj aktywnie weekend w Warszawie

Legię, która wychodząc z ligowej depresji próbuje odbudowywać dawny blask i w minionym sezonie była o krok od awansu do pierwszej ligi, od dwóch lat sponsoruje Grupa Waryński. Niegdyś producent maszyn budowlanych, teraz firma działająca na stołecznym rynku nieruchomości. 36-letni Jankowski prezesem grupy jest od 2008 roku.

Łukasz Cegliński: Jaki był pana pierwszy kontakt z Legią?

Jarosław Jankowski: 1988 rok, Legia - Szombierki Bytom 1:1. Ale swoją obecność na Legii datuję od 1993 roku, od tego czasu jestem kibicem. Poczułem złość ze względu na odebrane mistrzostwo Polski, zacząłem chodzić na stadion regularnie.

A na koszykówkę?

- Jako młody kibic Legii interesowałem się też innymi sekcjami - siatkówką, koszykówką, hokejem... A obecny projekt związany z koszykarską Legią rozpoczął się dwa lata temu, kiedy przyszli do mnie przedstawiciele stowarzyszenia Zieloni Kanonierzy i opowiedzieli mi, jakie mają problemy. Przypomnieli, jakie sukcesy kiedyś odnosiła Legia, opisali tragiczną sytuację, w której klub bankrutował w trzeciej lidze, ale też pokazali mi prezentację marketingową i plan naprawy, który chcą zrealizować. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że ratuję legijną koszykówkę, że gdybyśmy się nie zaangażowali, to zespół nie zgłosiłby się do rozgrywek.

Dlaczego pan się zaangażował?

- Bo projekt wydał mi się fajny. Z punktu widzenia sportowego i warszawiaka - bo można pomóc tak utytułowanej sekcji. Z punktu widzenia biznesowego - bo zdecydowaliśmy się przeznaczyć nasz budżet marketingowy na sponsoring Legii, jednego z najważniejszych klubów sportowych w Polsce. Ma z tego korzyść firma, która wykonuje fajną robotę społeczną. To dla nas ważne - wywodzimy się z Warszawy, z Woli, podkreślamy nasze związki z miastem, dzielnicą, mamy wobec niej plany. Zaangażowanie w Legię to coś więcej niż jednorazowa akcja, to długofalowy projekt.

Legia to w tej chwili najlepszy koszykarski klub w Warszawie, ale to wątpliwa klasa - grupa amatorów grająca za darmo na trzecim poziomie rozgrywek. Jesteście królem na pustyni.

- Na początku współpracy powiedziałem ludziom z klubu: "Nie liczcie, że popłynie strumień pieniędzy, że będziemy iść na skróty wydając pieniądze". I teraz budujemy klub od podstaw. Moglibyśmy podpisać kontrakty, a potem przestać płacić - tak działo się w poprzednich latach w Polonii, Politechnice czy innych klubach. My mówimy chłopakom prawdę - gracie za darmo, a jeśli pojawią się pieniądze, to będziemy ustanawiać stypendia itp. My, jako Waryński, jesteśmy pierwszym sponsorem, ale mam nadzieję, że przyjdą następni. Dzisiaj trudno budować klub w oparciu o jedną firmę, trzeba stworzyć grupę sponsorów i osób życzliwych, by - jeśli ktoś się wycofa - klub przetrwał.

Widzi pan zalążek takiej grupy?

- Dwa lata temu byliśmy tylko my. Nie było wsparcia miasta, władze KP Legia użyczyły nam tylko herbu i nazwy. Po roku dołączyła do nas dzielnica Bemowo, ówczesny burmistrz Jarosław Dąbrowski (obecnie wiceprezydent miasta), zaraził się fajną sekcją, dostaliśmy środki na użytkowanie hali. Niedawno otrzymaliśmy od niego zapewnienie, że również w tym roku będzie starał się pomóc sekcji. Teraz Legia jest w przeddzień podpisania dużej umowy sponsorskiej, a wsparcie klubu piłkarskiego po objęciu stanowiska przez prezesa Bogusława Leśnodorskiego jest coraz większe. Idziemy drogą, którą sobie obraliśmy, choć oczywiście można byłoby iść szybciej. Ale jeśli co roku będzie nam przybywał jeden sponsor, to będzie dobrze.

A jak pan rozmawia ze znajomymi biznesmenami o wspieraniu koszykarskiej Legii, to co pan słyszy?

- Są dwa rodzaje reakcji - tych, których nie udało mi się jeszcze przyciągnąć na mecz, i tych, którzy na spotkanie Legii przyszli. I byli zachwyceni. Prowadzę takie rozmowy, to taka praca u podstaw, pojawiło się kilka osób, które dofinansowały sekcję w miarę możliwości. Po wizycie na meczu zaczął nas wspierać burmistrz Bemowa. Sport to nie jest dziedzina, w którą ludzie w Polsce chcą inwestować, trzeba szukać zapaleńców. To się czasem udaje.

Plan Zielonych Kanonierów po dwóch latach jest wypełniony - nawet z nawiązką, bo Legia jako beniaminek drugiej ligi była o kroczek od awansu do pierwszej. Ale na sezon 2015/16 wpisano w nim grę w ekstraklasie na Torwarze. To możliwe?

- Na Torwarze zagramy, zanim trafimy do ekstraklasy. Zapotrzebowanie na mecz koszykarzy Legii dla kilku tysięcy kibiców jest - parę razy było blisko jego realizacji, sprawa rozbiła się o finanse. Ale z nowym sponsorem może będzie łatwiej. Możliwe, że w zimie zagramy tam jeden czy dwa mecze - np. z Wisłą Kraków. Skoro na Koło przyszło po 1,5 tys. osób na trzecią ligę, to dlaczego mamy nie wypełnić Torwaru drugą ligą? Ludzie w Warszawie są spragnieni koszykówki - oczywiście na Legię część ludzi przychodzi dlatego, że to Legia, ale są też tacy, którzy po prostu lubią koszykówkę.

Ale tezę, że na mecze chodzą kibice Legii jako takiej i fani dopingu, a nie koszykówki, ciągle dałoby się obronić.

- To się zmienia. Na pierwsze mecze rzeczywiście przychodzili tylko kibice Legii, teraz to już się miesza. Piłkarscy kibice coraz bardziej rozumieją i przeżywają koszykówkę. Wydaje mi się, że to pójdzie w tę stronę, że powstanie grupa kibiców legijnej koszykówki. Ten klub ma szansę się odrodzić dlatego, że ma kibiców. Reaktywacja sekcji, na którą przychodziłyby tylko rodziny zawodników, nie miałaby najmniejszego sensu. Nie ma sportu bez kibiców.

Nie obawia się pan, że kibicom koszykówki, którzy chodzili ostatnio na Polonię, może nie odpowiadać ten skrajnie legijny, wręcz piłkarski doping?

- Jeśli ktoś jest kibicem koszykówki i chce w Warszawie ją oglądać, to będzie chodził na mecze dobrej drużyny. A atmosfera na meczach jest plusem Legii - tak oceniają to ludzie niezwiązani z klubem. Mówią o tym zawodnicy drużyn przeciwnych - że trenerzy przed meczem w Warszawie puszczają im filmy z dopingiem Legii, by się potem nie przestraszyli. Takie wsparcie kibiców to pozytyw.

Dopingowi z meczów Legii bliżej do stadionu niż do hal koszykarskich. Wyobraża pan sobie roztańczony młyn np. w koszykarskiej ekstraklasie?

- Gdyby PZKosz negatywnie oceniał to, co dzieje się podczas naszych meczów, to nie wspominałby o możliwości zaproszenia Legii do gry w pierwszej lidze. Jeśli zawodnicy czują się z tym dobrze, jeśli dobrze czuje się publiczność, to dlaczego to zmieniać? Każdy obiekt, każda liga, każde miasto i każdy kraj mają swój model kibicowania. I Legia też ma swój, niepowtarzalny.

Za przewrócenie band lub flagi o treściach niezwiązanych z meczem w PLK kluby płacą kary.

- W tej chwili samodyscyplina kibiców na meczach jest olbrzymia. Nie ma tam samych grzecznych chłopców, ale dwa sezony udało nam się rozegrać bez żadnych incydentów. Możliwe jednak, że wraz z awansami także na trybunach musiałyby nastąpić pewne zmiany organizacyjne. Z kibicami trzeba mieć dobry kontakt, trzeba z nimi rozmawiać i traktować jako partnerów. To staramy się robić, bo wszystkim nam zależy na budowaniu pozytywnego wizerunku klubu. Legię koszykarską budują legioniści, którzy chcą odrodzić jej potęgę.

Ale mówi się, że Warszawa to miasto przeklęte dla sportu. Szczególnie jeśli chodzi o kluby na średnim ligowym poziomie.

- Dla nas największy problem to infrastruktura. W stolicy nie ma hali do koszykówki. Torwar na stałe to raczej hasło niż realny cel, ze względu na koszty. W Warszawie jest przepaść między halami rekreacyjnymi a widowiskowymi. Mamy Bemowo, Koło i dopiero Torwar, bo w Arenie Ursynów nie ma parkietu. Wsparcie finansowe z miasta? W zeszłym roku sekcja koszykarska dostała trochę pieniędzy, które przeznaczono m.in. na grupy młodzieżowe... Żal jest, ogromny, ale nawet nie do władz miasta, tylko taki ogólny, życiowy, że upadają kolejne kluby. Jako były napastnik młodzieżowych zespołów Drukarza widzę, co się dzieje. Kluby znikają.

Dlaczego?

- To wypadkowa dwóch rzeczy - nieudolnego zarządzania prezesów i działaczy tych klubów oraz brak wspólnej miejskiej polityki wobec tych klubów. One mają tereny, często atrakcyjne, miasto mogłoby zawrzeć partnerstwo publiczno-prywatne, by jakoś w sytuacji napiętych budżetów się odnaleźć. Wspomniany Drukarz ma piękne tereny w parku Skaryszewskim i na pewno znalazłby się chętny inwestor, by użytkowanie tych terenów połączyć ze wsparciem dla klubu, oczywiście przy założeniu, że nie zakłóci funkcjonowania parku jako takiego. Ale urzędnicy nie kreują rozwiązań z trudnych sytuacji klubów. Warszawa jest zbyt duża, by mieć na poziomie tylko jeden zespół - piłkarską Legię. Dlatego jak zobaczyłem zapał w oczach Zielonych Kanonierów, postanowiłem im pomóc.

Minimalny budżet klubu w drugiej lidze to 200 tys. zł. Prezes Legii Roman Podobas mówił ostatnio, że aby awansować, potrzeba około 450 tys.

- Miniony sezon pokazał, że do awansu potrzeba 200 tys. i ośmiu punktów więcej - przecież tyle zabrakło nam, by grać w pierwszej lidze.

Czyli graliście za te minimalne 200 tys.?

- Tak. Oglądałem ostatni, finałowy mecz w Jaworznie, zabrakło nam niewiele. Ale może awanse rok po roku byłyby za szybkie? Drużyna musi okrzepnąć, wzmocnić się, liczę, że teraz tak się stanie.

Na razie się osłabiła - najlepszy strzelec Michał Wojtyński odszedł do pierwszoligowego Znicza Pruszków. Reszta znów będzie grała za darmo?

- Jako sponsor nie angażuję się bezpośrednio w zarządzanie zespołem, ale z tego co wiem, to wszyscy poza Michałem na chwilę obecną w klubie zostają. Może jak dojdzie nowy sponsor, budżet uda się skonstruować tak, by były pieniądze, choćby motywacyjne, dla zawodników. Może będą też wzmocnienia.

Z czego pan jest szczególnie zadowolony, jak myśli o koszykarskiej Legii?

- Z tego, że moja trzyletnia córka co weekend pyta się, czy idziemy na mecz. A tak na serio - udało się zrobić fajny klimat, przełamać lody z klubem piłkarskim i zacząć budować wokół sekcji grono życzliwych ludzi. Naszym celem nie jest pierwsza czy druga liga. Chcemy wrócić do ekstraklasy.



Czy w najbliższych pięciu latach Legia awansuje do ekstraklasy?
Więcej o:
Komentarze (15)
Sponsor koszykarskiej Legii: Ten klub ma szansę się odrodzić dlatego, że ma kibiców
Zaloguj się
  • pedro.666

    Oceniono 21 razy 1

    Nie łżyj!
    Gdyby Polonia w 1946 roku miała milicyjny patronat to by miała też swój stadion i na nim grała.
    Niestety - komuniści odebrali Polonii stadion właśnie za to, że rok wcześniej - JAKO JEDYNY KLUB W POLSCE!!! - Polonia na walnym zebraniu ODRZUCIŁA komunistyczny, milicyjny protektorat. Za karę na stadionie Polonii komuchy umieścili sowiecki twór o nazwie Zryw, a Polonia stała się bezdomna.

  • pawel949

    Oceniono 1 raz -1

    Nie chodzi o kibiców. Mecze Polonii kiedy zdobywała medal 10 lat temu też przyciągały kibiców tylu, żeby zapełnić Torwar. Nie o kibiców chodzi, tylko o układ. Legia piłkarska dzięki ITI dostaje od miasta co potrzebuje. A w zasadzie dostała stadion, na którym trzepie dużą kasę. Walter wystąpił o boiska na Hutniku - proszę bardzo, dostał. Wojciechowski, kiedy chciał to samo, dostał odmowę. Brak możliwości zbudowania bazy, to jeden z powodów dla którego się wycofał. Ale w naszej rzeczywistości deweloper to petent dla polityków miejskich a właściciel telewizji to dla nich obiekt westchnień...
    Teraz inne sekcje też teraz chcą się do tej kasy i układu podłączyć. To oczywiste. Ale nie mieszajmy tego ze sportem i kibicami. To biznes polityczny, nic nie ma wspólnego. "Grupa Waryński" (świetna nazwa dla sponsorów komunistycznego klubu) bez pomocy Waltera też będzie petentem. A tak mogą coś osiągnąć...

  • dandar

    Oceniono 31 razy -1

    Jakoś ładnie pan sponsor przymyka oczy twierdząc że przez ostatnie dwa lata nie było żadnych incydentów. Oczywiście "kumaci" zaraz na mnie wsiądą, ale jeśli ktoś jest szczery - dobrze wie do czego odnosiła się kwestia "białe święta'.
    Ciekawe że na flirt z kibicami Legii (hala sportowa to nie stadion) decyduje się akurat developer. Taki układ skończy się karami, krzywą atmosferą na sali (już były przypadki np. zmuszania zawodników Legii do śpiewania wrzut na Polonię - podczas gdy wśród zawodników Legii byli wychowankowie Polonii, albo ruszanie konstrukcji kosza przy osobistych i nie zwracanie uwagi na to kibicom Legii - bo tak trochę za dużo było kumatych) a w konsekwencji po uzyskaniu terenów od klubu - odejściem sponsora. Tak to widzę.

  • baku-azan

    Oceniono 28 razy -6

    Legia powinna zotastać rozwiązana po Okrągłym Stole. To powinien być pierwszy postulat, jesli chodzi o sport - zerwanie z tradycją komunistyczną. Przynajmniej jesli chodzi o te centralne kluby, jak CWKS. Ta iskra komuny do dziś tli się w sercach jej kibiców, gdy słychać (wciąż!), na jej meczach gromkie "CWKS LEGIA!". Komuna, której niby nie ma, a JEST!
    A temu gosciowi marzy się jeszcze rozbudowa sekcji? Powinien być pierwszy do zlustrowania, takie moje zdanie...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX