Sport.pl

Pucharowy sen Ursusa dobiegł końca. Ale kibice dziękowali

Nie było sensacji w Ursusie, gdzie w 1/16 finału Pucharu Polski gospodarze podejmowali Widzew. ?Traktorki? już w 3. minucie straciły gola i choć walczyły do końca, to nie zdołały wyrównać.
Koniec upalnego weekendu, początek aktywnego tygodnia? Wybierz imprezę dla siebie!

- Moja! - krzyknął bramkarz Ursusa Paweł Wysocki i czekał, aż piłka po dośrodkowaniu wpadnie w jego ręce. Eduards Visnakovs, najlepszy w tej chwili snajper T-Mobile Ekstraklasy nie czekał. Ubiegł bramkarza trzecioligowca i strzelił do siatki. Była 3. minuta meczu. Po rozegraniu 90 kolejnych okazało się, że było to trafienie na wagę awansu Widzewa.

Pucharowy sen Ursusa, rozpoczęty w kwietniu i kontynuowany przez siedem kolejnych spotkań, skończył się, ale nie było to smutne zakończenie. Po meczu uśmiechnięci gospodarze przybijali piątki z kibicami, a ci dziękowali im za walkę. Obie strony wiedziały, że dużo więcej nie dało się zrobić.

Chociaż... Gdyby tuż po rozpoczęciu drugiej połowy daleki strzał Patryka Kamińskiego był choć troszeczkę precyzyjniejszy, byłoby 1:1. Uderzenie z kilkudziesięciu metrów odbiło się jednak od poprzeczki. Z drugiej strony to jednak Widzew miał dużo więcej okazji - popłoch w defensywie gospodarzy siał Visnakovs, dobre akcje miał Veljko Batrović. Goście gubili obrońców z Ursusa, ale w decydujących momentach grali nonszalancko. Wygrali jednak zasłużenie.

- To jest ambitna drużyna, niczym nas dzisiaj nie zaskoczyła. Spodziewaliśmy się właśnie takiej kontaktowej gry - komplementował Ursus trener Widzewa Radosław Mroczkowski. - Mecz się fajnie dla nas otworzył, szybko strzeliliśmy gola, ale później zaczęliśmy grać nerwowo. Na własne życzenie - podkreślił trener.

Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

Więcej o: