Sport.pl

Jak funkcjonuje koszykówka w Pruszkowie 10 lat po spadku z ekstraklasy? [ROZMOWA]

- Czy nasze miejsce jest w ekstraklasie? Jak będą na to pieniądze, to tak. W tej chwili jesteśmy o stopień niżej, ale myślę, że nie byłoby dobrze, gdyby Pruszków miał swoją najlepszą drużynę w drugiej lidze. Pierwsza liga jest właściwym miejscem dla naszej drużyny - mówi wiceprezes Znicza Basket Pruszków Mirosław Krysztofik, który opowiada o tym, jak funkcjonuje pierwszoligowy zespół.


W sobotę Znicz rozpocznie sezon wyjazdowym meczem z WKK Wrocław. Dziewiąty z rzędu w pierwszej lidze. Bez szans, a nawet ambicji awansu, z myślą o bezpiecznym utrzymaniu, czyli awansie do play-off lub zajęciu miejsc 9-10.

Łukasz Cegliński: Po 10 latach z drużyną w ekstraklasie Pruszków od 10 lat jest poza nią. Wszystko wróciło do normy?

Mirosław Krysztofik: Okres, w którym mieliśmy drużynę w ekstraklasie, był wyjątkowy, ale zasłużenie wyjątkowy, bo wywalczony przez zespół, który powstał w tym mieście. A w tej chwili jest tak, że bez środków finansowych powtórzyć to trudno. Po żeńskim zespole z Pruszkowa, który właśnie wycofał się z ekstraklasy, widać, że tych środków wiele nie ma. My staramy się przetrwać trudne chwile i duża w tym zasługa władz miasta, że koszykówka w Pruszkowie na poziomie pierwszej ligi jeszcze funkcjonuje. Mówię "jeszcze", bo nie wiadomo, co będzie za rok, dwa, a najlepszym tego przykładem jest Warszawa, która ma dwie drużyny, ale w drugiej lidze. A jeszcze nie tak dawno nie miała nawet ich.

W 2004 roku z łatwością wygraliście trzecią ligę, potem szybko awansowaliście do pierwszej - czego zabrakło, by z rozpędu wrócić do ekstraklasy?

- Trzecią ligę wygrać po prostu musieliśmy, w drugiej lidze też byliśmy zaliczani do faworytów, bo mieliśmy bardzo mocny skład. Sportowo, ale też finansowo byliśmy gotowi na awans. A potem była szansa, by w tym pierwszym roku w pierwszej lidze awansować do ekstraklasy. Znów mieliśmy odpowiednich zawodników i finanse, by próbować walczyć o promocję. Czego zabrakło? Oszukaliśmy się na pierwszej lidze, sądziliśmy chyba, że przejdziemy ją tak łatwo jak trzecią i drugą. Okazało się jednak, że spotkaliśmy się z nieznanymi wówczas nam drużynami i koszykarzami, którzy w pierwszej lidze grali od lat. Chyba zabrakło nam rozeznania, co do poziomu rozgrywek. Nazwiska mieliśmy fajne - byli Jacek Rybczyński, Krzysiek Dryja, Kamil Sulima, Dominik Czubek, Michał Wołoszyn... To była drużyna, która na pewno nie zasłużyła na granie w play-out, a przecież tak się stało.

Przez kolejne dziewięć lat były sezony lepsze i gorsze.

- Ale cały czas, jeśli chodzi o finanse, schodziliśmy w dół. Nigdy nie mieliśmy takiego budżetu, jakie mają drużyny zaliczane przed sezonem do faworytów. Tak, jak teraz kluby z Krosna, Torunia czy Kutna. Jak z perspektywy czasu porównuję pieniądze, które mieliśmy w ostatnich sezonach, to zawsze byliśmy pod tym względem gdzieś w środku tabeli.

Jaki trzeba mieć teraz budżet, by walczyć o wygranie pierwszej ligi?

- Powyżej miliona złotych. Nie chcę strzelać, kto tyle posiada, ale myślę, że zespoły z ekstraklasowymi ambicjami tyle mają. Trzeba też pamiętać, że wielu prezesów czy dyrektorów klubów, mówiąc o budżetach, ma na myśli tylko "żywą" gotówkę. A są przecież kluby, które mają za darmo halę, autokar, ochronę, sprzęt... Wówczas ich deklarowany budżet to pieniądze, które w całości przeznacza się na drużynę, na rozgrywki. A w naszym przypadku budżet oznacza wszystkie wydatki - także na infrastrukturę, logistykę...

To jak od strony organizacyjno-finansowej funkcjonuje Znicz?

- W tej chwili nasz budżet to około 600 tys. zł. W sumie, ze wszystkimi opłatami, a nie tylko na drużynę i rozgrywki. Za halę płacimy, ale dostajemy m.in. na to pieniądze z miasta. Z tego co wiem, to stawki wynajmu hali dla nas są na poziomie prawie równym stawkom komercyjnym. Wynajęcie godziny na centralnym boisku hali Znicz kosztuje nas 204 zł, boczny sektor to 60 zł za godzinę.

Poza miastem wspiera nas dwóch sponsorów - zakłady farmaceutyczne "Unia" oraz firmę HHLA Intermodal Polska. Dzięki nim mamy pieniądze na rzeczy, na które nie możemy przeznaczać środków otrzymanych z miasta. Pieniądze z urzędu możemy wydać na halę, autokar, sędziów, sprzęt sportowy, ale takie rzeczy, jak opieka medyczna, suplementy czy wynajęcie mieszkań dla zawodników spoza Pruszkowa musimy opłacać z pieniędzy od sponsorów.

A pensje zawodników i trenera?

- Wynagrodzenie trenera mieści się w dotacji miejskiej, natomiast stypendia sportowe dla zawodników to jeszcze inny sektor finansowania z miasta. One bardzo pomagają nam w funkcjonowaniu.

Jak pozyskujecie pieniądze od sponsorów?

- Opiera się to najczęściej na układzie koleżeńskim, na znajomościach. Jeśli komuś podoba się to, co robimy, to nas wspiera, i niekoniecznie liczy na efekty reklamowe czy marketingowe. Ale nawet z takim pozyskiwaniem środków jest coraz trudniej, bo koszykówce brakuje sukcesów - szczególnie reprezentacji. My dwa sezony temu byliśmy rewelacją rozgrywek, ze Startem Gdynia walczyliśmy o awans do finału, gromadziliśmy sporą publiczność na trybunach. Ale po tamtym sezonie, dobrym wyniku, liczba sponsorów zmalała. Trudna sytuacja w Europie, malejący eksport, problemy ze zbytem, wróćmy do rozmowy za dwa, trzy lata - takie argumenty na "nie" w rozmowach z różnymi firmami słyszymy coraz częściej.

Jak wygląda ta koszykówka w Pruszkowie?

- Pozytywne jest to, że młodzież w ogóle chce trenować koszykówkę. Numerem jeden jest piłka nożna, koszykówka, w porównaniu do niej, jest bardzo mała. Powinniśmy się cieszyć z każdego zawodnika, który gra w kosza, choć oczywiście inną kwestią jest to, jak ci trenujący się rozwijają.

Dogadujecie się jako Znicz z MKS? W minionych latach były targi o to, czy utalentowani gracze MKS mogą trenować u was.

- Konfliktu nie było nigdy, chodziło raczej o różnicę interesów. Te roczniki MKS, które miały szanse na udział w finałach mistrzostw Polski juniorów, były skoncentrowane na rozgrywkach młodzieżowych, a zabieranie zawodników do pierwszoligowej drużyny po dwa czy trzy razy w tygodniu przez trenerów MKS zostało uznane za bezcelowe. Może dlatego utarło się, że między klubami są jakieś nieporozumienia. Ale my się dogadujemy - w poniedziałek mieliśmy trójstronne spotkanie z udziałem także UKS Komorów, na którym ustaliliśmy ramy współpracy. Niebawem podpiszemy umowę szkoleniową między Zniczem i Komorowem, potem opracujemy umowę trójstronną. Chodzi o to, by na trudnym rynku nie konkurować, tylko działać tak, by każdy korzystał.

Na czym ma polegać ta współpraca?

- Choćby na tym, że MKS nie wystawia w tym roku drużyny w juniorach starszych, tylko w trzeciej lidze. Ale będzie w niej grał juniorami, dla których będzie to poligon doświadczalny przed walką o finały mistrzostw Polski. Juniora starszego, a także trzecią ligę, wystawia za to Komorów, więc ci zawodnicy, którzy rocznikowo nie mogą już grać w juniorach MKS, będą wypożyczeni do Komorowa. Umowa między Zniczem i Komorowem będzie natomiast oznaczać, że z tych zawodników, np. Romka Janika, będziemy mogli korzystać w pierwszej lidze. Kilku graczy, którzy będą występować w trzeciej lidze w UKS Komorów, na pewno będzie miało licencje pierwszoligowe.

Gdzie jest miejsce Pruszkowa na ligowej mapie Polski?

- Trudne pytanie, bo zawsze się gra po to, by wygrać i czym więcej zwycięstw, tym lepiej. Czy nasze miejsce jest w ekstraklasie? Jak będą na to pieniądze, to tak. W tej chwili jesteśmy o stopień niżej, ale myślę, że nie byłoby dobrze, gdyby Pruszków miał swoją najlepszą drużynę w drugiej lidze. Dzisiaj pierwsza liga jest właściwym miejscem dla naszej drużyny.

Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

Więcej o: