Sport.pl

O baseballowym mistrzu Polski. Jak działają warszawskie Centaury i czego zazdroszczą futbolistom?

- Chcemy wystartować w Pucharze Europy. I dalej mocno trenować, by powtórzyć tegoroczny sukces. Wiemy, jak trudne jest obronienie mistrzostwa Polski, w ostatnich latach udawało się to ostatnio tylko drużynie z Kutna. Chcielibyśmy też wykorzystać swój sukces, by znaleźć swoje miejsce w Warszawie, walczymy o boisko - mówi Oskar Wróblewski, zawodnik Centaurów Warszawa, nowego mistrza Polski.


W półfinale pokonali obrońcę tytułu Gepardy Żory 3:2, w finale zwyciężyli Dęby Osielsko 3:0. Ostatni mecz finału wygrali w sobotę na wyjeździe 2:1. Z grającym na środku zapola Oskarem Wróblewskim rozmawiamy jednak nie tylko o zwycięskim sezonie, ale też baseballu w Polsce i w Warszawie.

Łukasz Cegliński: Zdobyliście pierwsze mistrzostwo w historii klubu, a także pierwsze dla Warszawy od 19 lat. Czy ten sukces był spodziewany?

Oskar Wróblewski: W dniu rozpoczęcia rozgrywek faworytem nie byliśmy - w poprzednim sezonie znaleźliśmy się poza strefą medalową. Ale okazało się, że teraz zaczęliśmy wygrywać wszystko po kolei i staliśmy się faworytem. Gepardy Żory, które broniły mistrzostwa Polski, trochę zaprzepaściły szansę na powtórzenie wyniku, chyba nie przepracowały dobrze zimy. A my szliśmy od zwycięstwa do zwycięstwa i to bardzo budowało atmosferę. Do tego w tym roku dokonaliśmy dużych wzmocnień i spodziewaliśmy się, że nowi zawodnicy, bardzo doświadczeni, mocno nas wspomogą. I tak się stało. Od połowy sezonu wskazywano na nas jako na najlepszą drużynę w sezonie.

Ale w półfinale z Gepardami był moment, kiedy w rywalizacji do trzech zwycięstw przegrywaliście 1-2.

- Gepardy od zawsze grają dobry baseball, więc wiedzieliśmy, że finał - jeśli ich przejdziemy - może być dla nas łatwiejszy. W Żorach są doświadczeni gracze, zespół wzmacnia się zawodnikami z ligi czeskiej. To miała być ciężka rywalizacja, i była. Ale czy byliśmy pod ścianą? Niektóre mecze szły nam lepiej, inne gorzej. Najbardziej dramatyczny moment miał miejsce w piątym, decydującym meczu, kiedy wygrywaliśmy 4:3 w ostatniej zmianie, ale przeciwnik obstawił wszystkie bazy. Były dwa auty i nadszedł moment, który pojawia się często w filmach o baseballu - odbijać wchodzi na boisko nowy pałkarz, który - jeśli zrobi to dobrze - zostanie bohaterem, jego zespół zdobędzie punkty i wygra. I pałkarz Gepardów piłkę odbił, ale wysoko. W powietrzu złapał ją Michał Rysiawa, rywal nie zdobył punktów, byliśmy w finale.

Jak pod względem organizacyjnym funkcjonuje baseballowy mistrz Polski?

- Jesteśmy Uczniowskim Klubem Sportowym, ale jako że część środków na klub pochodzi od nas, to możemy starać się o wsparcie z miasta. I właśnie główną, jedyną instytucją, która nas wspiera, jest Warszawa. Teraz jesteśmy w gorszej sytuacji, bo baseball przestał być sportem olimpijskim, nie będzie go na najbliższych igrzyskach i dopiero przekonamy się, jak to wpłynie na nasze finansowanie. Mamy nadzieję, że pomoże nam mistrzostwo Polski. Poza wsparciem z miasta płacimy wspomniane składki. Dorośli roczne, a dzieci i młodzież - miesięczne.

Ile w Centaurach jest zawodników?

- W pierwszym zespole jest około 30 osób - są tacy, którzy mają 40-42 lata, ale w drużynie są już też najbardziej utalentowani 16- i 17-latkowie. Młodszych dzieciaków jest dużo więcej, w tej chwili około 100, co jest wynikiem tego, że działamy przy szkole podstawowej nr 205 przy ul. Spartańskiej.

To "baseballowa" szkoła?

- Tak, nasi najstarsi zawodnicy to w 80 proc. jej byli wychowankowie. Zaczynali poznawać baseball już jako jej mali uczniowie, potem przeszli wszystkie kategorie wiekowe. Akurat ja do tej szkoły nie chodziłem i często budzi to zdziwienie tych, którzy się dowiadują. To tylko świadczy o tym, jak bardzo jest ona kojarzona z baseballem, z Centaurami.

Kim są gracze Centaurów, kto gra w baseball?

- To osoby, które szukają czegoś nowego, które lubią odnajdywać nowe pasje, doświadczenia. W baseball zaczynają grać różne dzieci - małe, szybkie, sprawne, ale też większe, mniej dynamiczne, bo w tym sporcie każdy może odnaleźć się w jakiejś roli. Trafiają tu też mocne indywidualności, silne charaktery, bo baseball, choć jest oczywiście dyscypliną zespołową, to także sport, w którym każdy przez moment jest indywidualistą - do odbicia wychodzisz samemu. Trzeba się wspierać, przesuwać, realizować zagrywki, ale walczysz też sam z całą obroną rywali. Baseball to połączenie sportu zespołowego z indywidualnym.

Ile osób gra w baseball w całej Warszawie?

- Myślę, że około 500, jeśli policzymy także dziewczyny z zespołów softballowych. Poza Centaurami w baseball grają także Feniksy, Pasikoniki i Schaby - niektórzy mają tylko drużynę dorosłą, niektórzy tylko młodzieżowe.

O sile Centaurów stanowią jednak, o czym już wspomniałeś, także zawodnicy z zagranicy. Kim oni są?

- Jako pierwszy w tym roku pojawił się u nas Aaron Hornostaj, Amerykanin z Kalifornii, którego ojciec jest Polakiem. Aaron poznał nas już jakiś czas temu, potem wyjechał za granicę, ale utrzymaliśmy kontakt. Teraz wrócił do Polski bardziej na stałe i wprowadził bardzo dużo innowacji w nasz trening. Wiele schematów, które teraz realizujemy na zajęciach, to rzeczy, które on nam pokazał. Na zaproszenie Aarona przyjechał też Mike Renery - również Amerykanin z Kalifornii, który ma też paszport brytyjski i gra dla reprezentacji Wielkiej Brytanii. A na finały ściągnęliśmy Trevora Caughey'a, który grał u nas już dwa lata temu, gdy byliśmy wicemistrzami Polski. To zawodnik, który przewyższa całą resztę naszych zawodników o co najmniej klasę. Wszyscy go obserwujemy, uczymy się, staramy się naśladować. Już sam sposób, w jaki porusza się po boisku, jest dla nas - Polaków, którzy grają w baseball amatorsko - jakimś kosmosem. Trevor całe życie podporządkował baseballowi, najpierw starał się dostać do najlepszych lig amerykańskich. To mu się nie udało, teraz zimą jeździ grać do Australii, występował też w Hiszpanii, w Czechach. On ma sezon przez cały rok.

Gracze z zagranicy dostają za grę w Polsce pieniądze?

- Najlepsi tak, choć wszystko jest kwestią umówienia się. Wiadomo, że my nie możemy oferować takich pieniędzy, jakie są np. w Australii, i dlatego właśnie nie możemy ściągnąć Trevora na cały rok. Inwestujemy w niego w najważniejszych momentach i na pewno nie są to wyrzucone pieniądze.

Poziom baseballu w Polsce rośnie, spada, stoi w miejscu?

- Moim zdaniem gra się rozwija. Na pewno to, że sprowadzamy zawodników z zagranicy, sprawia, że poziom ligi się podnosi. To, że Artur Strzałka z Silesii Rybnik został dostrzeżony przez New York Yankees, świadczy o tym, że w Polsce można wytrenować zawodnika, którym zainteresuje się najlepsza federacja na świecie. Choć z klubami jest różnie - drużyny mają lepsze lub gorsze okresy. W Kutnie, które przez wiele lat było dominującą siłą w Polsce, baseball stał się mniej popularny, na mecze przychodzi mniej ludzi. Ale takie miejsca jak Osielsko, Żory czy Warszawa się rozwijają. Zainteresowanie rośnie.

Ile osób ogląda wasze mecze?

- Na finały zjeżdżało około 150 kibiców, choć warto zauważyć, że w tym roku nie dane nam było grać finałów w Piasecznie. Zostały tam poczynione inwestycje, boisko w tej chwili jest nie do użytku, o złoto graliśmy w Kutnie. Ale nawet tam przyjechali kibice - około 20, co oczywiście jest bardzo małą liczbą, ale i tak jesteśmy im wdzięczni za to, że przyjechali. Kilka osób pojechało też do Osielska.

Od dwóch lat bardzo zauważalny w Polsce jest futbol amerykański. Jak w porównaniu do tej dyscypliny wygląda baseball?

- Zazdrościmy futbolowi związku i działaczy, którzy w nim są. To młodzi ludzie, którzy mają pomysły na rozwijanie dyscypliny, są energiczni, wiedzą, jak działać. Promują futbol, mają plan i go realizują. Pokazali kierunek, w którym trzeba iść, wykonują świetną robotę. W naszym zespole, wśród starszych zawodników, pojawiły się nawet takie stwierdzenia, że gdyby teraz zaczynali przygodę ze sportami amerykańskimi, to wybraliby futbol, który po prostu rozwija się lepiej. Powtórzę - zazdrościmy futbolistom. Szumu wokół swojej dyscypliny, tego, co osiągnęli w kilka lat. Futbol w Polsce jest dużo krócej niż baseball, ale jest z przodu.

Czego brakuje baseballowi, by iść drogą futbolu?

- Zaangażowanych ludzi. Kierownictwa, które wskazałoby kierunek i pociągnęło za sobą resztę. Nie chcę mówić o leśnych dziadkach ze związku, ale niestety, trochę tak to wygląda. Baseballem w Polsce od wielu, wielu lat kierują ci sami ludzie, którzy chyba nie chcą zbyt wiele zmieniać. Dobrze im tak, jak jest.

Co dalej z Centaurami po zdobyciu mistrzostwa?

- Na pewno chcemy wystartować w Pucharze Europy. I dalej mocno trenować, by powtórzyć tegoroczny sukces. Wiemy, jak trudne jest obronienie mistrzostwa Polski, w ostatnich latach udawało się to ostatnio tylko drużynie z Kutna. Chcielibyśmy też wykorzystać swój sukces, by znaleźć swoje miejsce w Warszawie. Jesteśmy klubem ze stolicy, tu trenujemy, a w Piasecznie gramy tylko dlatego, że w Warszawie nie ma boiska, na którym można byłoby grać mecze. Ani dla drużyn młodzieżowych, ani dorosłych. Dlatego walczymy, by to boisko powstało. Niejednokrotnie rozmawialiśmy o tym z przedstawicielami miasta, klubów, np. Skry, która ma przecież baseballowe tradycje. Na razie bez efektów, ale jest szansa na to, że powstanie nowe boisko w Lesznowoli.

Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

Więcej o: