Sport.pl

Jak koszykarki AZS UW chcą przyciągać na mecze kibiców? [ROZMOWA]

Środowe spotkanie pierwszoligowych koszykarek AZS Uniwersytetu Warszawskiego z VBW GTK Gdynia, pierwsze w tym sezonie w Warszawie, oglądało w hali UW przy ul. Szturmowej około 50 osób. - Liczymy, że kibiców będzie więcej, bo w tym sezonie staramy się informować o naszych meczach, pojawiamy się częściej w serwisach internetowych i mamy nadzieję, że to da efekty. Zwłaszcza że jesteśmy jedyną pierwszoligową koszykarską drużyną w Warszawie - mówi kapitan drużyny Magdalena Romanek.
AZS UW wygrał w środę 62:44 i z bilansem 1-1 zajmuje po trzech kolejkach piąte miejsce w tabeli grupy A pierwszej ligi. Najwięcej punktów, 21, zdobyła w spotkaniu z GTK Romanek, którą pytałem nie tylko o wygrane spotkanie.

Łukasz Cegliński: To był chyba jeden z najłatwiejszych meczów, jakich możecie się spodziewać w pierwszym etapie sezonu?

Magdalena Romanek: Tak, byłyśmy w tym spotkaniu faworytkami, ale wiadomo, że takie mecze też gra się ciężko, bo łatwo zlekceważyć rywala, myśleć o czymś innym. Po słabszej pierwszej kwarcie udało nam się jednak obudzić i w kolejnych zagrałyśmy całkiem nieźle.

Końcowa różnica, 18 punktów, to jednak chyba trochę mało?

- Mogłyśmy wygrać wyżej, ale trener starał się, by pograły wszystkie zawodniczki, nie trzymał na boisku pierwszej piątki. Każdy chce grać, a dzisiaj nie miało dużego znaczenia to, że druga piątka rzuciła mniej punktów. Najważniejsze, że wygrałyśmy.

Trener mówi, że widzi zespół w pierwszej czwórce grupy A. A jak ty oceniasz możliwości drużyny?

- Myślę, że możemy wygrać z każdym. Na turniejach towarzyskich pokonałyśmy bardzo mocne Siedlce, miałyśmy świetną trzecią kwartę w 1. kolejce w Lublinie, choć ten mecz akurat przegrałyśmy. Chodzi tylko o to, by dobrze trenować, mieć odpowiednie nastawienie, ale też grać na luzie. Czasami za bardzo się spinamy i przez to nam nie wychodzi.

Mecz z GTK oglądało około 50 osób. To dużo, mało, w sam raz?

- Zwykle przychodzi właśnie tyle osób. Głównie znajomi, rodziny, czasem zjawia się ktoś, kto dowiedział się o meczu i chciał popatrzeć. Liczymy, że kibiców będzie więcej, bo w tym sezonie staramy się informować o naszych meczach, pojawiamy się częściej w serwisach internetowych i mamy nadzieję, że to da efekty. Zwłaszcza że jesteśmy jedyną pierwszoligową koszykarską drużyną w Warszawie.

Szykujecie jakieś hasła, akcje promocyjne?

- Plany mamy, choć nie na tyle sprecyzowane, by podawać przykłady. Chcielibyśmy pokazywać, że sport to zdrowie, że jest ważny. Wiadomo, że grając w lidze promujemy także naszą uczelnię.

Czy bycie ligową zawodniczką i studentką coś na uczelni oznacza?

- Bywa różnie. Wiele znajomych ze studiów, których zapraszałam na mecze, było w szoku, że gram w koszykówkę, bo jednak ta drużyna nie jest wśród studentów znana. Natomiast jeśli chodzi o wykładowców, to zdarza się, że któryś z nich, przechodząc obok sali, zerknie przez okno i nas zauważy. A potem na wykładzie nas rozpoznaje. Ja miałam taką sytuację, że na jednym z przedmiotów trzeba było napisać pracę zaliczeniową, której ja nie zgłosiłam, ale profesor skojarzył mnie z meczu i dał mi drugą szansę. Więc granie w drużynie czasem pomaga, bo wykładowcy widzą, że angażujemy się w sport i promocję uczelni.

W drużynie jest siedem studentek UW. Czy któryś z kierunków ma wśród was jakąś większą reprezentację?

- Raczej jesteśmy rozdzielone po różnych wydziałach, choć akurat ja i Sylwia Zabielewicz studiujemy tutaj, na zarządzaniu. Można powiedzieć, że w tej hali jesteśmy podwójnie na swoim terenie.

Najbliższe trzy spotkania zagracie na wyjazdach - w Gdańsku, Bydgoszczy i Łomiankach. Na jaki bilans należy liczyć?

- 3-0, myślę, że to możliwe. Wiadomo, że gry na wyjazdach są trudniejsze niż te we własnej hali, gdzie gra nam się fajnie. Zobaczymy, jak będzie, ale jeśli się skupimy, sprężymy, to trzy mecze możemy wygrać.

A potem, 9 listopada, gracie u siebie z Olsztynem. Jak zachęciłabyś kibiców, by przyszli na to spotkanie?

- Młode dziewczyny, które biegają i rzucają się po każdą piłkę. Koszykówka jest fajna do oglądania, a nam zależy, by grać efektownie. A, pół żartem, warto przychodzić także dlatego, by zobaczyć dziewczyny w różowych sukienkach.

Więcej o: